niedziela, 18 grudnia 2011

Świat jest nieprzewidywalny

Kolejny etap w dążeniu do doskonałości, zakończony. Zostało jeszcze tylko kilka.... 

Jestem osobą, która nie lubi stać w miejscu i ciągle poszukuje czegoś dla siebie. Buszując w Internecie natrafiam na naprawdę wspaniałych ludzi, których nigdy nie poznam, ale w jakimś stopniu wpływają oni na moją osobę. Dzisiaj chciałabym podziękować tym wszystkim nieznajomym, którzy motywują mnie do zmian i rozwoju, którzy wzbudzają we mnie pasję. Z wytrwaniem w postanowieniach bywa u mnie różnie, ale już to, że dzięki innym poznaję nowe rzeczy, mam chęć do działania, jest dla mnie ważne. 

Z tego miejsca dziękuję Wam, wszystkim.




 coat: Romwe, bag: second hand, boots: I found in the attic

Chciałam godnie zaprezentować Wam mój nowy płaszcz, ale gdy tylko wyszłam z domu, zaczął padać deszcz. Stąd ilość i jakość zdjęć.

środa, 30 listopada 2011

Birds are leaving over autumn's ending

Wieczory przychodzą szybko. Jak dla mnie zbyt szybko. Czas przelewa się przez palce. Więc zanim niebo na dobre upodobni się do ziemi, a ziemia do nieba, zanim świat ogranie wszechobecna szarość, wystawiam twarz do słońca. Łapczywie łapię jego ostatnie promienie.





              t-shirt, leggings: second hand, jacket: Romwe, necklace: Forever18, boots: New Look

sobota, 26 listopada 2011

I Was Made For Lovin' You

Mam słabość do czerwonych beretów. Od razu przychodzi mi na myśl jesienny Paryż i Cyganeria. Zapach maślanych croissantów i kawy z rana. Wieczorami muzyka płynąca z barów i kawiarni. Śmiech ludzi wymieszany z dymem papierosowym i unoszącym się w powietrzu zapachem perfum. Paryż to bezczelne miasto i doskonale zdaje sobie z tego sprawę.

Z powodów wymienionych wyżej, i jeszcze z tysiąca innych, za każdym razem, gdy widzę Dziewczynę w czerwonym berecie na głowie, uśmiecham się. Moja czapka nie jest może typowym beretem, ale sprawia, że nawet najbardziej ponury dzień zaczyna nabierać kolorów. Od zeszłej jesieni jesteśmy nierozłączne, ja i ona.





  
    cap: second hand, scarf, jacket: Vero Moda, t-shirt: H&M (sh), jeans: River Island, boots: no name

czwartek, 17 listopada 2011

Tell Me Your Wish

Szklany budynek. W środku wita mnie zaduch i tłum ludzi. Uderza we mnie mieszanina tysiąca dźwięków i zapachów. Dzieci płaczą, matki próbują je uspokoić a ojcowie taktycznie odwracają głowy w drugą stronę. Na placu przed wejściem stoi wielka, sztuczna choinka. Jeszcze bez światełek, jeszcze naga, ale już z uporem przypomina nam, że Święta zbliżają się wielkimi krokami. Jest niczym zegar, którego tykanie uporczywie tkwi nam w głowach. Oni to wiedzą, wiem to również ja. Z tygodnia na tydzień, tłum robi się coraz bardziej nerwowy. W oczach ludzi widać szał konsumpcjonizmu, a w powietrzu wisi niewypowiedziane pytanie: 'Czy w tym roku również zdążę?'.

Natłok  informacji bombarduje mnie ze wszystkich stron. Doskonałe chwyty marketingowe sprawiają, że czuję na sobie presję. Jeżeli nie poddam się temu szaleństwu, będę napiętnowana. I chociaż doskonale zdaję sobie sprawę z technik, którymi się posługują, jestem bierna. Nie mam siły z tym walczyć. W końcu w każdym szaleństwie tkwi jakaś metoda. 





blouse: second hand, jumper: Gina Tricot (sh), jeans: Crocker (sh), handbag: Misako, shoes: Deichmann

Teraz możecie zadawać mi pytania TUTAJ (Ask me questions HERE)

piątek, 11 listopada 2011

I go walking in my sleep

Zawsze śmieszyły mnie stwierdzenia typu: 'nie wiem jak do tej pory mogłam żyć bez...', 'nie wyobrażam sobie jak moja szafa mogła istnieć bez... (wpisać wedle uznania)'. Owszem, mogłam i obchodziłam się do tej pory (o zgrozo!) bez czarnej marynarki. Moja szafa spokojnie sobie istniała nie odczuwając braku tego konkretnego ciucha. Taki stan rzeczy zapewne trwałby nadal, gdybym nie znalazła w lumpeksie prezentowanej niżej marynarki. Jest czarna, dobrze leży, kosztowała grosze i pasuje do większości moich ubrań. Chyba czas zacząć bić pokłony.

Buty te są tak rozkosznie brzydkie, że aż piękne. Mój Mężczyzna ich nie znosi i za każdym razem, gdy mam je na nogach, nie szczędzi mi złośliwych uwag. Za to ja oszalałam na ich punkcie. A Wy, Drogie Czytelniczki, macie w swoich szafach jakieś ubrania, których widoku wasi ukochani/rodzina nie może ścierpieć? 




      jacket, t-shirt, handbag: second hand, sweater: Troll (sh), jeans: Crocker (sh), shoes: Lasocki

Teraz możecie zadawać mi pytania TUTAJ (Ask me questions HERE)

poniedziałek, 31 października 2011

zapach palonych liści

Wąż doskonale wiedział co robi kusząc Ewę w Raju. Wszak wiadomo nie od dziś, że kobiety to słaba płeć i z łatwością ulegają wszelkim namowom. 'Kup tę torebkę, bo pasuje Ci pod kolor majtek. A jak weźmiesz jeszcze dwa t-shirty, które za nic nie chcą się sprzedać, to dostaniesz 5 proc. zniżki'. 

Jako przedstawicielka jakże niedoskonałej kobiecej płci, sama często ulegam własnym pokusom. Dzisiaj wyjawię Wam jedną z moich licznych słabości. Ja, Miryo, po prostu namiętnie kupuję w second handach eleganckie sukienki. Oczywiście ilość okazji do ich założenie nie jest wprost proporcjonalna do ilości sukienek jaką posiadam, ale i tak nie mogę się im oprzeć. Za to później kombinuję, jak mogę przemycić je do codziennego stroju i czasami powstają takie zestawy, jak ten poniżej.

A Wy, czemu lub komu nie możecie się oprzeć?





                           dress, jumper, belt: second hand, shoes: Deichmann, bag: MISAKO

Teraz możecie zadawać mi pytania TUTAJ (Ask me questions HERE)

czwartek, 20 października 2011

A Little Black Butterfly

Miałam dla Was wiersz, który traktuje o tym, jaka to jesień jest okropna i w ogóle ble... Jednak wyszło słońce i na dworze zrobiło się mniej ponuro i przygnębiająco. Toteż dzisiaj będzie trywialnie, bo o ciuchach. 

Bohaterowie dzisiejszego wpisu pochodzą z lumpeksu. Jedynie buty wybijają się przed szereg i krzyczą, że nie są żadnymi lumpami. 'One pochodzą z sieciówki i nie pozwolą się obrażać. Co to, to nie'. W mojej szafie, obuwie stanowi odrębną kastę, ponieważ każda para (o zgrozo!) została zakupiona w sklepie jakiejś znanej sieci. Żadna nie pochodzi z second-handu i dlatego uważają, że są lepsze. A co mi tam, niech się przechwalają. W końcu i tak nie przetrwają dłużej niż dwa sezony. 








                 scarf, tunic, jacket, bag: second-hand, necklace: Garderoba Sylwi, boots: Humanic

czwartek, 6 października 2011

sezon na herbatę z cytryną

Trwa sezon seriali, grubych swetrów, szalików, nostalgii i herbaty z cytryną. Jednak z doświadczenia wiem, że lepiej niż gorąca herbata rozgrzewa cytrynowa nalewka domowej roboty.

W powietrzu czuć chłód i zapach palonych liści. A ja zakopuję się głębiej pod kołdrę, żeby jeszcze przez chwilę zatrzymać ulatujące ciepło. Gdy zimno przeszywa na wskroś, ubieram sweter pachnący Twoją skórą.  






                                hat: vintage, dress: sh+DIY, tights: River Island, shoes: New Look

poniedziałek, 26 września 2011

we, ashes and wine

Szanowni Państwo, czas zacząć bić brawa. Niech zabrzmią fanfary! Bo oto, w chwale i blasku, na scenę wkracza on - kolor bordowy. Niegdyś zapomniany i odrzucony, dziś święci swój powrót w obecnym sezonie jesienno-zimowym. Teraz, przez kilka miesięcy, wszędzie będzie się panoszył, ale pozwólmy mu na to. Przecież nie jest on stałym bywalcem salonów. 

Przez Tomasza Jacykowa uznany za trudny kolor. Postarzający. Przeze mnie nabyty przez przypadek i nie z premedytacją, gdyż bluzkę tę mam już drugi rok. Torebka natomiast jest nabytkiem nowym, w dodatku włoskim.




                 blouse: second hand, skirt: DIY (przerobiona z sukienki), bag: SISLEY, shoes: Quazi

PS. Podoba się Wam mój nowy nagłówek? Jego autorką jest Anetta H., której bardzo dziękuję. Serdecznie zachęcam do skorzystania z jej pomocy, ponieważ tworzy niesamowite rzeczy. Jeżeli jesteście zainteresowani, to zgłoście się pod ten adres: alhena12@yahoo.com

poniedziałek, 12 września 2011

girls and cars

Dzisiaj prezentuję Wam chmurne czoło i gniewne miny. A wszystko to spowodowane jest dniem jutrzejszym. Dniem mej udręki i nieprzespanych nocy. Sama myśl o nim, powoduje na mej twarzy takie grymasy.

W tej właśnie chwili i z tego oto miejsca chciałam ostrzec wrocławskich kierowców (przechodniów w sumie również). Otóż dnia jutrzejszego ja, Miryo, po raz pierwszy zasiądę za kierownicą wspaniałego pojazdu, kolokwialnie zwanego L-ką i wyjadę na wrocławskie ulice. Tak więc strzeżcie się kierowcy, a zobaczywszy mnie za kierownicą, uciekajcie jak najdalej. Amen.




                       T-shirt: Gina Tricot, vest: New Look, shorts: from the market, shoes: Aldo

czwartek, 8 września 2011

W kraju lawendy i wina

Odrzucając wszelkie oferty last minute, wsiedliśmy w samochód i wyruszyliśmy przed siebie. Kierunek: Chorwacja. Tam, oprócz przejrzystej wody i pięknych widoków, czekała na nas przygoda.

 Rovinj - miasteczko, w którym mieszkaliśmy. Uliczki wyglądały jak wyjęte z pocztówek.





 Trafiliśmy na ostatni dzień festiwalu, który zakończył się pokazem sztucznych ogni. Takich pięknych fajerwerków jeszcze nigdy nie widziałam. Było magicznie.

 Mój luby, zamiast zajmować się takim wdzięcznym obiektem fotografii, jakim jestem ja, wolał fotografować kraby. Teraz mam mnóstwo zdjęć tych stworzonek, a swoich chyba z dziesięć ;)

 Bale - do tej małej miejscowości trafiliśmy przez przypadek wracając do naszego apartamentu po wycieczce krajoznawczej. Muszę przyznać, że jest to jedno z najpiękniejszych miasteczek, jakie odwiedziliśmy w Chorwacji...
 ... cisza, spokój, piękne widoki i mało turystów, czego chcieć więcej?


 Bardzo chciałam zobaczyć amfiteatr w Puli, ale jak na złość, w środku była rozłożona scena. Mogliśmy więc podziwiać rusztowania i sprzęt nagłaśniający.


Bardzo spodobała mi się fontanna przedstawiająca mapę Puli. Chociaż był straszny upał, to jednak nie próbowałam pić z niej wody. W torebce miałam swoją, zamrożoną ;)
Na koniec naszej wycieczki postanowiliśmy odwiedzić jeszcze wyspy Krk, które są połączone ze stałym lądem mostem Krckim o długości 1430m. Miasteczko Krk to jedyna miejscowość w Chorwacji, która nie przypadła mi do gustu. Wszędzie strasznie śmierdziało, a w uliczkach można było natrafić na pozostałości po kociej/psiej toalecie.