niedziela, 25 stycznia 2015

mądrości mistrza Yody w sprawach mojej garderoby

Mój mężczyzna jest mądry niczym mistrz Yoda. Kiedy dwukrotnie przegapiłam licytację pewnej bluzki, stwierdził, że to nie jest bluzka dla mnie. Na przekór niemu, postanowiłam spróbować jeszcze raz, ale kiedy po raz czwarty całkowicie zapomniałam o licytacji, zdałam sobie sprawię, że rzeczywiście nie była mi pisana. Tym razem próbuje mnie przekonać, że buty z poniższych zdjęć skracają mi nogi. O nie, drogi panie, nie ma tak dobrze, w tym przypadku nie zadziałają siły wyższe i buty zostają tam, gdzie są. Czyli na moich nogach. Uwielbiam te kozaki i niech moc będzie z tobą, jeżeli spróbujesz odwieść mnie od zamiaru ich noszenia.








kamizelka: Choies, bluzka: Stradivarius, spodnie: sh

czwartek, 22 stycznia 2015

książki do przeczytania w roku 2015


Nie wiem jak Wy, ale ja bardzo nie lubię tego momentu, kiedy kończą mi się wszystkie książki, które miałam przeczytać. Wtedy zaczyna się gorączkowe szukanie nowych tytułów (bardzo nie lubię jak moja lista czytelnicza zieje pustką), kręcenie się wśród regałów w księgarniach czy przeglądanie tysiąca internetowych księgarni i blogów, bo przecież potrzebuję mieć coś nowego do przeczytania, a nagle nie znam żadnych interesujących tyt,ułów. Wcześniejsze rozeznanie się i przygotowanie listy jest dla mnie prawdziwym wybawieniem. Pomyślałam więc, że podzielę się z Wami moją aktualną listą i nieskromnie poproszę o zdradzenie Waszych czytelniczych planów na rok 2015.


"To nie są moje wielbłądy. O modzie w PRL" Aleksandra Boćkowska - książka ukaże się w marcu i już nie mogę doczekać się jej premiery. Mówi się, żeby nie oceniać książek po okładce, ale w tym przypadku okładka zdecydowanie zachęca do sięgnięcia po ten tytuł.

"Dotyk" Alexi Zentner - książka opowiada o życiu mieszkańców osady mieszczącej się w głębi kanadyjskich lasów. O ludziach całkowicie zależnych od natury oraz tajemniczych zjawach zamieszkującymi las. Podobno jest to idealna lektura na mroźną zimę, więc może poczekam aż na dworze zrobi się trochę chłodniej? W końcu w niektórych częściach kraju ponownie spadł śnieg.

"Nie taka dziewczyna" Lena Dunham - nie przepadam za serialem Girls, ale zbiór esejów autorki, która słynie ze swojego ironicznego poczucia humoru zapowiada się naprawdę obiecująco.

"Poniedziałkowe dzieci" Patti Smith - w tej książce wokalistka opowiada o swojej relacji z fotografem Robertem Mapplethorpem. Jest to również książka o sztuce, która potrafi zdeterminować całe życie oraz Nowym Jorku z lat siedemdziesiątych.

"Wszystko, co lśni" Eleanor Catton - książka przenosi nas do czasów gorączki złota w Nowej Zelandii. W dodatku autorka jest najmłodszą laureatką nagrody Brookera a sama książka jest najdłuższą, która otrzymała tę nagrodę.

"One. Kobiety, które kochały pisarzy" Radosław Romaniuk - bardzo lubię książki o silnych kobietach, a wymienione tutaj nazwiska sugerują, że będą to kobiety o nieprzeciętnych charakterach.

"W cieniu" A.S.A. Harrison - fabuła książki, która zdobyła nagrodę "Guardiana" dla najlepszego thrillera psychologicznego zapowiada się naprawdę obiecująco.

"Polki przeklęte? Wielkie kobiety - dramatyczne biografie" Jarosław Molenda - w szkole nie uczą nas o kobietach, które odegrały pewną rolę w najnowszej historii naszego państwa, dlatego jeżeli chcemy się czegoś dowiedzieć, musimy szukać informacji na własną rękę. O kobietach mówi się niewiele, dlatego warto czytać o ich losach, żeby prawda nie zatarła się w ludzkiej pamięci.

wtorek, 20 stycznia 2015

nie wpisuję się w nowy kanon kobiecego piękna

Greccy filozofowie byli pierwszymi, którzy zadali pytanie o to, co sprawia, że daną osobę postrzegamy jako piękną. Dla nich liczyła się symetria i "złoty środek". Na przestrzeni wieków fizyczne piękno było definiowane wielokrotnie, aż w roku 2014 jego wyznacznikiem stały się cztery litery. Bardzo krągłe cztery litery. Nawet sam Vogue ogłosił, że "nastała era dużych pup". Idealnym przykładem jest Kim Kardashian i jej wydatne pośladki, które w ubiegłym roku były dosłownie wszędzie. W show biznesie przestały liczyć się umiejętności, zaczęło epatowanie tyłkiem. Wraz z przerostem ego, zaczął liczyć się rozmiar. Mamy większe telewizory, domy i telefony, więc dlaczego by nie tyłek?

Ja nie wpisuję się w kanony dzisiejszego piękna, ze względu na zaawansowane płaskodupie. Wartość rynkowa mojego tyłka jest, więc niewielka. Zresztą, z przodu nie jest lepiej. Matka natura poskąpiła mi wszelkich krągłości, nad czym strasznie ubolewałam przez cały okres liceum. W gimnazjum miałam jeszcze nadzieję, że może coś się zmieni i żarliwie modliłam się o większe miseczki. Później straciłam całą nadzieję i jakoś się z tym pogodziłam. Bo niby dlaczego mam nie akceptować swojego ciała, tylko dlatego, że grupa ludzi, o których istnieniu nie miałam pojęcia, stwierdziła, że piękne są tylko kobiety o dużych pośladkach. Za kilka/kilkanaście lat kanon fizycznego piękna znów ulegnie zmianie i gdybym teraz powiększyła sobie tyłek, to strasznie bym tego żałowała, bo po raz kolejny nie byłabym ideałem. Cieszmy się, więc z tego, co mamy, bo nie da się wszystkim dogodzić.









koszula: Mint&Berry, spodnie: sh, szpilki: Mango, płaszcz: kupiony na Allegro