wtorek, 6 grudnia 2016

strój dnia | sukienka BlackBow

W sezonie zimowym zdecydowanie częściej sięgam po spodnie zamiast sukienek. Jestem zmarzluchem i im więcej mam na sobie warstw, tym lepiej. Jednak to właśnie sukienki sprawiają, że czuję się bardziej kobieco. Mając na sobie sukienkę, bardziej się sobie podobam, czuję się po prostu ładniej. Urodziny, święta, randka z mężem, to okazje, kiedy zakładam sukienkę. Jest ona moim małym dodatkowym sposobem na celebrowanie tych ważnych wydarzeń. 
 
Imieniny babci to idealna okazja, żeby założyć coś ładnego. A coś ładnego oznacza u mnie sukienkę, ewentualnie czarne spodnie, białą koszulę i szpilki. Pomysł ze szpilkami zdecydowanie odrzuciłam, pomimo że na dworze nie było mrozu i pogoda dopisała. Na szczęście kozaki, rajstopy i dodatkowe skarpety pomogły mi poradzić sobie z niską temperaturą.















 sukienka: BlackBow, torebka: DKNY, płaszcz i kozaki: no name

środa, 30 listopada 2016

red swimsuit

Dzisiaj przygotowałam dla Was kolejną stylizację prosto z Bali. Chociaż ciężko nazwać stylizacją kostium kąpielowy. Jednak to właśnie kostium kąpielowy był najczęściej noszoną przeze mnie częścią garderoby, podczas naszego wyjazdu. Od jakiegoś czasu bikini zamawiam na Aliexpress, ponieważ wybór jest naprawdę duży i ceny są atrakcyjniejsze (nawet po ostatnim ogromnym wzroście kursu dolara) niż w sieciówkach. Trzeba tylko dokładnie sprawdzać rozmiary i wziąć poprawkę na czas realizacji zamówienia. Na szczęście wszystkie swoje wyjazdy planuję z dużym wyprzedzeniem i na kilka dni przed planowaną podróżą mam wszystko dopięte na ostatni guzik.











strój kąpielowy: Aliexpress

niedziela, 27 listopada 2016

Sekretne życie Chanel No. 5 | Pierwsza biografia najsłynniejszych perfum świata




Jako miłośniczka książek, przeczytałam już kilkanaście biografii znanych ludzi, historycznych miejsc i wielkich marek, jednak biografii perfum jeszcze nie czytałam. Dlatego, jak tylko zobaczyłam tę książkę na półce w księgarni, od razu po nią sięgnęłam, tym bardziej, że książka opowiada historię jednych z najsłynniejszych zapachów świata. Zapachu, który jest symbolem luksusu i kobiecości od prawie 100 lat. Mowa oczywiście o Chanel No. 5.

Zapach Chanel No. 5 kojarzy się z czymś kosztownym i zmysłowym. Jednak, paradoksalnie jest to zapach sierocińca w Aubazine, w którym dorastała Coco (wtedy jeszcze nazywana Gabrielle). Tworząc te perfumy, Coco Chanel zawarła w nich wszystkie symbole-klucze, które towarzyszyły jej w tamtym okresie i które później ją kształtowały. Zapach ten zawiera w sobie buzie wyszorowane szarym mydłem, obrusy piętrzące się w kredensach, bielone ściany, upojnie pachnące kwiaty rosnące na wzgórzach okalających opactwo.

Codzienne prace wykonywane w klasztorze, surowość i porządek, przeobraziły się u Coco w obsesję na punkcie czystości i minimalizmu, a także liczby pięć. Aubazine było wypełnione symbolami i numerologią. Liczba pięć była uważana za symbol ludzkiego przeznaczenia. Była to liczba istoty rzeczy. Gabrielle głęboko wierzyła, że stanowi ona jej przeznaczenie.

Kolejną rzeczą, która ukształtowała Coco Chanel, były jej skomplikowane relacje z mężczyznami. Miłością jej życia był Arthur "Boy" Capel, który ostatecznie ożenił się z inną kobietą. Po jego tragicznej śmieci, Coco pogrążyła się w pracy. Chciała stworzyć coś, co pokazałoby jej dotkliwą stratę i było zapisem historii jej życia. Jako środek przekazu Coco wybrała perfumy.

Zanim jednak powstał zapach Chanel No. 5, Coco bardzo starannie przygotowała się do jego stworzenia. Była zafascynowana sztuką perfumeryjną i tym, co zapach mógł powiedzieć o kobiecie. Na początku XX wieku dominowały perfumy kwiatowe o rozpoznawalnym zapachu jednego kwiatu. Najczęściej była to róża, gardenia, lilia czy bez. Łatwo się domyślić, że takie perfumy nie spodobały się Coco. Według niej, nie były tajemnicze. " Kobiety to nie kwiaty. Dlaczego miałyby chcieć pachnieć jak kwiaty? (...) kobieta powinna pachnieć jak kobieta, a nie jak kwiat". I właśnie takiego zapachu poszukiwała.

Zapach Chanel No. 5 nie powstałby, gdyby nie perfumiarz Ernest Beaux. To właśnie jego Coco zdołała namówić na współpracę, co wcale nie było takie proste. Ernest się wahał, ponieważ Coco była dopiero trzecim projektantem w historii, który zajął się branżą perfumeryjną i był to dla Ernesta nieznany grunt. W końcu się zgodził i przygotował dla Coco dziesięć próbek zapachu. Podczas testowania spodobał jej się zapach umieszczony w fiolce numer pięć. To było jak przeznaczenie. Coco Chanel od razu wiedziała, jak nazwie swoje perfumy.


 
Coco Chanel, lata dwudzieste

Po stworzeniu perfum, pozostało jeszcze zaprezentować je szerokiej publiczności. Znając charakter Coco Chanel, nie mogło odbyć się to w standardowy sposób. Coco postanowiła zaprosić do ekskluzywnej restauracji Ernesta oraz kilkoro znajomych, wiedząc że w szczycie sezonu, restauracja będzie pełna najelegantszych kobiet. Coco spryskała ukradkiem powietrze wokół stolika i obserwowała reakcję przechodzących obok ludzi. Perfumy Chanel No. 5 nie przypominały popularnych w tamtym czasie zapachów, więc wywarły na gościach restauracji piorunujące wrażenie.

Kolejnym posunięciem mającym na celu rozreklamowanie perfum, było rozdawanie próbek zapachu, jako świątecznych prezentów najbardziej lojalnym klientom. Kiedy damy wracały do butiku po kolejną butelkę, Coco udawała, że to był jedynie drobny upominek i nigdy nie przyszłoby jej do głowy, żeby sprzedawać perfumy. Jednocześnie prosiła klientki o radę czy powinna kupić więcej flakoników tego zapachu. Tym samym podsycała plotki na temat wprowadzenia perfum na rynek. Ostatecznie Chanel No. 5 pojawiły się na półkach butików bez rozgłosu w 1921 roku i sprzedawały się błyskawicznie bez żadnej reklamy.

Przedstawiłam Wam początki historii najsłynniejszych perfum świata. Dalsze losy Chanel No. 5 są równie fascynujące, zwłaszcza to, co działo się podczas II Wojny Światowej, kiedy wydawałoby się, że sprzedaż perfum powinna zmaleć, a zamiast tego wzrosła. Nie będę Wam jednak zdradzać wszystkiego, za to serdecznie zachęcę do lektury, ponieważ jest to naprawdę dobrze napisana biografia.