poniedziałek, 6 lipca 2015

Dzień dobry Marilyn - wystawa zdjęć Miltona H. Greene'a


W ostatni weekend wybrałam się do Wrocławskiego Centrum Kongresowego przy Hali Stulecia, żeby zobaczyć wystawę zdjęć "Dzień dobry Marilyn. Ikony Hollywood w obiektywie Miltona H. Greene'a"

Milton H. Greene to amerykański fotograf mody i gwiazd, a także producent filmowy i telewizyjny. W latach 1949-1957 zawodowo i prywatnie związany z Marilyn Monroe. Był nie tylko jej fotografem i przyjacielem, ale pomagał również w tworzeniu jej wizerunku. Wystawa "Dzień dobry Marilyn. Ikony Hollywood w obiektywie Miltona H. Greene'a" zawiera 150 zdjęć od lat 50-tych do lat 80-tych XX wieku. Dominują w niej portrety Marilyn Monroe, ale znajdziemy również zdjęcia innych wielkich gwiazd takich jak: Audrey Hepburn, Frank Sinatra, Elizabeth Taylor czy Sophia Loren.







Oprócz zdjęć możemy podziwiać również elementy wyposażenia dawnego planu filmowego, różowego Cadillaca z 1957 roku, jak i również obejrzeć film ze Stanisławem Janickim, który opowiada o fenomenie Marilyn Monroe. Dodatkową atrakcją jest podest, na którym możemy zrobić sobie zdjęcie inspirowane słynną fotografią ze "Słomianego wdowca", kiedy to podmuch wiatru ze studzienki kanalizacyjnej podwiał Marilyn białą sukienkę. Ja nie odmówiłam sobie tej przyjemności.











Cała kolekcja zdjęć należąca do Hali Stulecia liczy ok. 3 000 sztuk, więc 150 zdjęć to niewiele, ale na szczęście będą pojawiać się kolejne ekspozycje. Obecna wystawa potrwa do 15 sierpnia a wstęp jest wolny, więc jeżeli planujecie odwiedzić Wrocław warto wybrać się do Centrum Kongresowego przy Hali Stulecia. Zwłaszcza, jeżeli jesteście fanami Starego Hollywood czy Marilyn Monroe.

środa, 24 czerwca 2015

internetowe pochłaniacze czasu

Internet to straszny pochłaniacz czasu. Nawet nie potrafię zliczyć ile razy, kiedy miałam coś zrobić, siadałam przed komputerem i przepadałam, bo przecież przeglądanie stron z różnymi bzdurami było ważniejsze. Kiedy nie mam pomysłu na post, zaczynam przeglądać inne blogi w poszukiwaniu inspiracji a i tak kończy się to tym, że stracę kilka godzin i nic nie napiszę. Kiedy tylko mogę, staram się spędzać wolny czas inaczej niż przed komputerem, ale są takie strony, które zawsze zabierają mi więcej czasu niż powinny. Zaliczają się do nich:

1. media społecznościowe...
a w szczególności Facebook, którego przeglądanie stało się kompulsywnym nawykiem, nad którym nie panuję. Wchodzę na stronę kilka razy dziennie, chociaż wiem, że nic nowego tam nie znajdę.

2. zdjęcia kiziaków
Małe kotki, pieski, sarenki, żółwie, kameleony - to nie ma znaczenia. Jeżeli natrafię w sieci na zdjęcia kiziaków, które są totalnie rozczulające, potrafię spędzić godziny na ich przeglądaniu. Przy okazji piszczę i wydaję inne nieartykułowane dźwięki, ale najczęściej jestem wtedy sama, więc nie muszę obawiać się potępiających spojrzeń.

3. Pinterest
No cóż, mam słabość do pięknych zdjęć. A kiedy znajdują się w jednym miejscu, posegregowane tematycznie i można je przewijać bez końca, wtedy wiadomo, że przepadałam co najmniej na pół dnia.

4. Soup.io
Alternatywą dla wyżej wymienionego jest portal soup.io, gdzie oprócz zdjęć dodawane są również cytaty, gify i krótkie filmiki. A że nie istnieje tu coś takiego jak archiwum i nie ma tematycznie poukładanych folderów, żeby zobaczyć starsze posty trzeba cały czas przewijać. Poza tym strasznie mnie bawi, kiedy ktoś zapyta, co robię i mogę mu odpowiedzieć, że siedzę na zupie.

5. YouTube
Kiedy włączam YouTube'a zawsze obiecuję sobie, że obejrzę tylko jeden filmik. I za każdym razem na obietnicach się kończy. Chociaż nie oglądam jakichś poważnych treści, tylko zazwyczaj haule, tutoriale czy recenzje, te filmik tak umilają mi czas, że nie sposób poprzestać na jednym.

A czy Wy macie takie strony, które zawsze bez reszty Was pochłaniają?








top, spodnie: Klaudia Filipiak, szpilki: shoeszone

piątek, 19 czerwca 2015

Dlaczego boimy się komplementów?

Jestem przyzwyczajona do komplementów otrzymywanych w internecie. Jednak kiedy ktoś powie mi coś miłego prosto w twarz, rumienię się i czuję się niezręcznie. Dzieje się tak, dlatego że nie jestem oswojona z komplementami. Chociaż ich mówienie przychodzi mi łatwiej niż ich przyjmowanie.

Często mylimy komplementy z pochlebstwami lub liczymy na ich odwzajemnienie. Zdarza się również, że coś, co z pozoru wydaje się komplementem jest ukrytym przytykiem dla naszej osoby. Ludzie, którzy mają niskie poczucie własnej wartości nie lubią komplementów, ponieważ sami o sobie myślą źle i miłe słowa wydają im się fałszywe. Dlatego też do komplementów odnosimy się z niechęcią a ich prawienie staje się łatwiejsze, kiedy kierujemy je do obcych osób. Wtedy wiadomo, że nie mamy żadnych ukrytych motywów.

Komplement. Z pozoru błaha rzecz a jednak czasami sprawia nam wiele trudności. Jednak warto mówić ludziom miłe rzeczy. Jednym prostym zdaniem możemy poprawić komuś samopoczucie. Sprawić, że czyjś dzień stanie się przyjemniejszy. A jeżeli ktoś powie nam miłą rzecz, wystarczy podziękować i pięknie się uśmiechnąć. Bo warto zachwycać się drobnostkami.






 
top: sh, spodnie: Mohito, espadryle i torba: Mango