wtorek, 16 września 2014

Bądź paryżanką, gdziekolwiek jesteś



"Bądź paryżanką, gdziekolwiek jesteś" to poradnik dotyczący szeroko pojętego stylu życia, napisany przez cztery przyjaciółki ze szkolnej ławki. Modelka i właścicielka wytwórni płytowej Caroline de Maigret, dziennikarka, reżyserka i szefowa redakcji Stylist Audrey Diwan, właścicielka firmy producenckiej Mass Films Sophie Mass oraz pisarka i współautorka scenariusza do filmu Que d'amour Anne Berest, wyjaśniają nam, co to znaczy być współczesną paryżanką.

Książka dzieli się na pięć rozdziałów, z których dowiemy się, jaka jest prawdziwa Paryżanka, jak pielęgnować swój styl, jak kochać i jak spędzać czas po parysku. Jeżeli interesujemy się tematem, to z tej książki nie dowiemy się niczego odkrywczego, nic raczej nas nie zadziwi. "Bądź paryżanką, gdziekolwiek jesteś" różni się od tego typu poradników tym, że jest napisana z humorem i sporą dawką ironii. Przytaczane anegdotki pokazują inteligencję i dystans do siebie autorek.

Kilka ulubionych cytatów z książki:

"Jesteśmy przyjaciółkami ze szkolnej ławki, razem wkraczałyśmy w świat dorosłych. Mieszkamy w Paryżu, każda z nas ma całkiem inne życie i inny charakter, ale wszystkie lubimy, jak większość Francuzów, zamieniać swoje życie w powieść."

"Bądź niewierna. Dopuść się zdrady wobec swoich perfum. Ale tylko wtedy, gdy jest zimno."

"Czego na pewno nie znajdziecie w szafie paryżanki. Podróbki torebki znanej marki. To tak, jakbyś miała sztuczny biust. Nie leczy się kompleksów oszustwem."

"Ciesz się, że masz taką gębę, jaką masz, za dziesięć lat będziesz za nią tęsknić."

Świetnym uzupełnieniem poradnika są przepisy kulinarne na szybkie, ale efektowne dania (przepis na deser pływające wyspy do wypróbowania w najbliższym czasie), spis filmów z Paryżem w tle oraz adresy, które warto odwiedzić będąc w Paryżu (zaczynając od muzeów a kończąc na różnego rodzaju restauracjach).

"Bądź paryżanką, gdziekolwiek jesteś" jest przepięknie wydaną książką z klimatycznymi zdjęciami pasującymi do opisywanego tematu. Czyta się ją szybko i przyjemnie, ale nie dowiemy się z niej niczego odkrywczego. Jest to książka, którą warto kupić dla czystej przyjemności posiadania czegoś ładnego.

niedziela, 14 września 2014

Street Food Thursday


O Street Food Thursday dowiedziałam się z bloga Uli i wiedziałam, że będąc w Berlinie koniecznie muszę się tam wybrać. Impreza odbywa się w każdy czwartek w Markthalle Neun na Kreuzberg. W piątki i soboty jest tutaj targ.

Pomni ostrzeżeń, przyszliśmy wcześniej, co było naprawdę dobrym posunięciem, bo im robiło się później, tym przybywało ludzi a jedzenia ubywało w zastraszającym tempie.









Oprócz jedzenia, na stoiskach można było zobaczyć produkty oferowane przez lokalnych producentów. Największe wrażenie zrobiły na mnie grzyby z powyższych zdjęć. Wszystkie są w pełni jadalne, ale są tak piękne, że szkoda by mi było je zniszczyć. Za to idealnie nadawałyby się do jesiennej kompozycji z kolorowymi liśćmi i dynią.





Po okrążeniu hali i zapoznaniu się z oferowanym jedzeniem, przyszedł czas, żeby w końcu coś zjeść. Nasz wybór padł na kanapki nazywane 'tajwańskimi hamburgerami'. Wzięliśmy jedną z wieprzowiną i jedną z kurczakiem. Jak dla mnie, ta z kurczakiem była odrobinę zbyt słona, ale druga kanapka była przepyszna. W ogóle tego dnia nie zjadłam nic, co by mi nie smakowało. Po zaspokojeniu pierwszego głodu zdecydowaliśmy się jeszcze na grillowane kanapki z wołowiną.






Na deser wybraliśmy mini serniki, które wprost rozpływały się w ustach. Mi najbardziej smakował ten z marakują i szampański, który miał bardzo orzeźwiający smak. Łukasz był zachwycony czekoladowym sernikiem. Najedzeni i szczęśliwi, udaliśmy się na sesję do fotobudki. Brakuje mi w Polsce takich kulinarnych imprez. Świetną sprawą są targi śniadaniowe, które niestety jakoś ominęły Wrocław.

piątek, 12 września 2014

biały | czarny



Grypa i przeziębienie wyzwalają we mnie najgorsze cechy. Nagle zmieniam się w Smerfa Marudę, którego ulubionym zdaniem jest: nie cierpię... (wpisać jakiekolwiek słowo). Płaczliwo-jęczącym tonem narzekam na absolutnie wszystko. Że nie mogę leżeć, bo bolą mnie mięśnie, że cieknie mi z nosa, że herbata wystygła. Robią się ze mnie ciepłe kluchy, które nie pójdą do kuchni zaparzyć nową herbatę, bo przecież jestem taka chora, taka biedna i taka nieszczęśliwa. A skoro ja jestem nieszczęśliwa, to cały świat (czyt. wszyscy domownicy) muszą się o tym dowiedzieć. Co najmniej kilka razy dziennie. Na szczęście stan ten trwa średnio dwa razy w roku po kilka dni. W innym przypadku mogłabym skończyć jak Kakofoniks (wiecie, w grę wchodzi wiązanie i kneblowanie). Bo czy ktokolwiek lubił Smerfa Marudę?








sukienka (tutaj w roli bluzki): Lous, spódnica: Messo, szpilki: Shoes Zone