sobota, 29 grudnia 2012

czytelnicze podsumowanie roku 2012

Kolejny rok dobiega końca, więc nadszedł czas na przedstawienie listy książek, które udało mi się przeczytać. Zobaczcie, jakie tytuły przypadły mi do gustu i których lepiej unikać. Tym razem lista nie będzie długa, bo przez ten rok najczęściej natrafiałam na książki, które "dało się przeczytać". Nie były one jakoś szczególnie zachwycające, ale również nie budziły we mnie chęci rzucania nimi o ścianę.

A Wy, jakie książki przeczytaliście w ciągu tego roku? Co ciekawego możecie mi polecić (najbardziej interesują mnie nowości wydawnicze i fantastyka w stylu "Gry o tron" czy "Wiedźmina")?



Najlepsze książki przeczytane w 2012 roku:

1. "Kochałem ją" Anna Gavalda 
Książka ma formę dialogu pomiędzy Chloe a jej teściem, a rozmowa którą odbywają dotyczy zdrady. Z jednej strony mamy Chloe, którą zdradził a następnie porzucił mąż, a z drugiej Pierre'a, który również zdradzał, ale został przy żonie. Autorka chce pokazać, co czuje osoba porzucona jak i porzucana, przy czym nie zajmuje żadnego stanowiska, nie moralizuje, a ocenę zostawia wyłącznie czytelnikowi. Książka, która niesie ze sobą refleksje dotyczące życia.
2. "Gra o tron" George R. R. Martin
A w zasadzie cały cykl Pieśni lodu i ognia, bo przeczytałam już wszystkie dostępne książki i z niecierpliwością czekam na kolejne (a znając szybkość pisania autora jestem pewna, że przyjdzie mi długo poczekać). Moja przygoda z fantastyką zaczęła się stosunkowo niedawno, ale jeżeli chodzi o ten gatunek, to jestem bardzo wybredna i większa część książek, które do tej pory przeczytałam, rozczarowała mnie. Przy książkach Georga R. R. Martina nie musimy się tego obawiać, ponieważ autor stworzył niezwykle barwny świat targany konfliktami, gdzie o przeżyciu często decyduje spryt i umiejętność knucia. A gdy zima nadchodzi, trzeba być przygotowanym na wszystko.
3. "Lustrzane odbicia" Audrey Niffenegger
Po przeczytaniu Żony podróżnika w czasie ta książka miała wysoko postawioną poprzeczkę. I chociaż nie udało jej się przeskoczyć, to naprawdę warto sięgnąć po tę pozycję. Książka opowiada o miłości, o jej ciemnej, zaborczej stronie. Elementy nadprzyrodzone i historia pobliskiego cmentarza wprowadzają niezwykły klimat. I jest jeszcze zakończenie, którego nigdy byście się nie domyślili.
4. "The Sartorialist: Closer" Scott Schuman
Jest to książka bardziej do oglądania niż czytania, ale jest ona prawdziwą kopalnią inspiracji. Na każdej stronie znajdziemy wspaniałe zdjęcia stylowych, oryginalnie ubranych ludzi.
5. "Ulica tysiąca kwiatów" Gail Tsukiyama
Książka opowiada historię dwóch osieroconych braci wychowywanych przez dziadków. Jeden z nich interesuje się sumo, a drugi tworzeniem masek, czyli dwoma bardzo ważnymi elementami japońskiej kultury. II wojna światowa a następnie okres okupacji diametralnie wpływają na losy chłopców. Wielowątkowa fabuła i ciekawe charaktery bohaterów powodują, że powieść czyta się z prawdziwą przyjemnością.


Najgorsze książki przeczytane w 2012 roku:

1. "Choroba narodowa" Ken Kalfus
Książka opowiada historię dwojga ludzi, którzy po kilu latach małżeństwa doszli do wniosku, że się nienawidzą i chcą się rozwieść. Wszystko to dzieje się w momencie zamachu z 11 września 2001 roku. Początek książki jest naprawdę mocny, ale później jest już tylko gorzej. 'Obyczajowość amerykańska' niczym z serialu "Gotowe na wszystko", zaczyna przytłaczać. Całość sprawia wrażenie sztucznej i wymuszonej.
2. "Sosnowe dziedzictwo" Maria Ulatowska
Są książki, po które sięgam, żeby na chwilę oderwać się od wszystkiego. Nie muszą zawierać skomplikowanych treści, zmuszać do myślenia i refleksji, mają po prostu umilić mi czas. I z takim właśnie zamiarem sięgnęłam po tę książkę, jednak w trakcie czytania czułam coraz większą irytację. Bo wszystko w tej książce jest piękne, sielskie i przesłodzone do granic możliwości. Dodatkowo autorka używa mnóstwa zdrobnień, co zawsze doprowadza mnie do szewskiej pasji.
Są książki, które od razu po przeczytaniu wylatują nam z pamięci i to jest właśnie jedna z takich książek. Pokazuje ona 20 odsłon w czasie z życia młodej kobiety, która wyjeżdża z małej rodzinnej wioski po to, by spełnić swoje marzenia. Niestety, gdy dobrnie się do końca, ma się wrażenie, że po dziesięciu latach (bo taki okres czasu obejmują wydarzenia z książki) bohaterka wcale się nie zmieniła i emocjonalnie pozostaje na takim samym poziomie.
4. "Pielgrzym nad Tinker Creek" Annie Dillard 
Zazwyczaj podchodzę ostrożnie do książek, które zdobyły nagrodę Pulitzera, bo mam co do nich wysokie oczekiwania i przeważnie jestem nimi rozczarowana. Annie Dillard spędza rok w zakątku Appalachów zwanym Tinker Creek. Przez ten czas uważnie obserwuje otaczającą ją naturę chcąc uchwycić momenty przemiany. I o tym właśnie jest cała książka. Czytana w małych dawkach pozwala oderwać się od rzeczywistości i chłonąć magiczną atmosferę tamtego miejsca. Jednak nie da się przeczytać jej od razu w całości. Szczegółowe opisy każdego liścia czy źdźbła trawy mogą być męczące. 

Mam dla Was cytat, który zrobił na mnie szczególne wrażenie: " Ale dziś są tu woły (...) To chodząca hodowla wołowiny: w swoim czasie zostaną wykorzystane nawet ich serca, skóra, ścięgna i gicze. Są produktem człowieka niczym sztuczny jedwab. Przywodzą mi na myśl pole pełne butów."

środa, 26 grudnia 2012

the perfect gift

Marilyn Monroe śpiewała, że diamenty są najlepszym przyjacielem kobiety. Oprócz nich są jeszcze torebki i buty. Diamentów nie dostałam, ale za to pod choinką znalazłam torebkę od Zuzi Górskiej, która wpadła mi w oko już jakiś czas temu. A że śmiało może pretendować do miana torebki idealnej, nie mogłam się nie pochwalić.

Jak minęły Wam święta? Pochwalcie się prezentami. Nie bolą Was brzuchy od przejedzenia?




wtorek, 18 grudnia 2012

Will it Snow for Christmas?

Bycie modnym, na czasie, zawsze młodym, pięknym i zadbanym (i wszystkim tym, o czym piszą kobiece czasopisma) przestaje mieć znaczenie, kiedy trzeba wyjść z psem na spacer. On ma w nosie to, jaka jest pogoda. Nie straszne są mu żadne wichury, śnieżyce czy 30 stopniowe upały (zdarzyło mu się nawet wyciągnąć mnie na spacer podczas burzy, chyba nie muszę dodawać, że był to pierwszy i ostatni raz). A ja muszę być przygotowana na każdą okoliczność. 

Po ostatnich zabawach na śniegu i zaliczeniu kilku, dość bolesnych upadków, stwierdziłam że koniecznie potrzebuję nowych butów. Takich, żebym zaskoczona przez mojego psa, nie lądowała od razy na tyłku. Po intensywnych poszukiwaniach (ja strasznie nie lubię kupować zimowych butów, zresztą kurtek tak samo) znalazłam parę, która nie tylko świetnie wygląda, ale również spełnia swoje antypoślizgowe zadanie.












shirt, jacket and scarf: second hand, pants: Cheap Monday (sh), bag: Misako, boots: Allegro

piątek, 14 grudnia 2012

Jarmark Bożonarodzeniowy we Wrocławiu

Ostatnio działo się u mnie tyle, nie zawsze dobrych rzeczy, że nie miałam czasu poczuć świątecznej atmosfery (nawet nie zdążyłam jeszcze upiec pierniczków). Zazwyczaj w tym gorącym okresie staram się unikać miejsc, gdzie przebywają tłumy ludzi (czytaj: centra handlowe), ponieważ przedświąteczny konsumpcjonizm z roku na rok staje się coraz bardziej rozbuchany. Zapominamy, o co tak naprawdę chodzi w Bożym Narodzeniu. I w momencie, kiedy dzieją się rzeczy, które powodują, że choinka, karp i prezenty schodzą na drugi plan, przypominamy sobie. 
Wybrałam się na Jarmark Bożonarodzeniowy, żeby na chwilę oderwać się od rzeczywistości. W tłumie można się zgubić, stać się kimś anonimowym, a jego atmosfera może podziałać na nas kojąco. Mam nadzieję, że patrząc na moje zdjęcia pomyślicie tylko o tych dobrych stronach zbliżających się świąt. Zapomnicie o swojej liście 'rzeczy do zrobienia na wczoraj', trochę zwolnicie i podziękujecie za bliskie osoby, które Was otaczają. Bo święta to coś więcej niż choinka, dwanaście potraw i kolorowe światełka.

















poniedziałek, 10 grudnia 2012

It comes in winter white

Czapki, zaraz po golfach i rajtuzach, to zmora niejednego dziecka. Nie inaczej było w moim przypadku. Stan permanentnej wrogości zapewne trwałby nadal, gdyby nie kilka mroźnych zim i codzienne czekanie na stacji, które skutecznie wyleczyło mnie z niechęci do tej części garderoby. Kilka odmrożeń spowodowało, że zmieniłam zdanie z: "czapki są dla frajerów" na: "nie wyobrażam sobie bez nich życia". Czapki, oprócz swojej oczywistej roli, pełnią także funkcję ciekawych dodatków do stroju. I nikt mi nie wmówi, że w czapce wygląda się głupio, trzeba po prostu znaleźć odpowiednią. Ta robiona z miłością jest idealna.
















jumper, bag and scarf: second hand, cap: handmade (gift from my mom), jacket: H&M (via allegro), pants: Lee, boots: Blink

poniedziałek, 3 grudnia 2012

Whenever I want you, all I have to do is dream

Kiedy byłam mała chciałam latać. Próbowałam się tego nauczyć skacząc ze stołu. Nie pamiętam dokładnie, kiedy zdałam sobie sprawę, że nieważne jak długo będę machać rękami i tak nie polecę, bo nie mam skrzydeł. Dzisiaj już wiem, że niektóre marzenia nigdy się nie spełnią, choć byśmy włożyli w ich urzeczywistnienie mnóstwo czasu, pracy i energii. Wiem również, że nie wolno rezygnować z własnych planów i pragnień, i poddawać się, gdy napotkamy trudności w ich realizacji. A zdarzało mi się to już nie raz.

Najważniejsze to mieć komu się wyżalić, wyjść z psem na spacer, przewietrzyć głowę, wtulić się w ukochane ramiona i usłyszeć, że "wszystko się ułoży". Świadomość, że obok jest ktoś, kto bezwarunkowo w nas wierzy i pomoże nam w ciężkich chwilach, sprawia że mamy siłę, aby walczyć ze wszystkimi przeciwnościami losu.

A co Wam pomaga, gdy macie chwile zwątpienia?








sweater and pants: Cubus, vintage bag, boots: Bronx

poniedziałek, 26 listopada 2012

Ubranie dnia: włochaty sweter

Ten tydzień ma dla mnie z góry przygotowany plan. Mało snu, brak czasu i dużo, dużo spraw do załatwienia. Jednym słowem, totalny chaos. Jednak ja się cieszę, bo po miesiącach bezczynności w końcu mogę wziąć się za działanie. Projekt, nad którym tak długo pracowałam, w końcu rusza pełną parą. A co dla Was ma w zanadrzu rozpoczynający się tydzień?

W swetrze tym wyglądam jak mały miś Grizzly (bo jak być misiem, to tylko Grizzly), ale jest on cieplejszy od niejednej zimowej kurtki, którą ostatnio mierzyłam. Specjaliści od marketingu pracujący dla sieciówek powinni zrobić lepszy researching, bo w Polsce w zimie potrafi być naprawdę zimno i kurki robione dla cieplejszych krajów, u nas w ogóle się nie sprawdzają. Dopóki tego nie zrobią mamy do wyboru: albo marznąć albo wyglądać jak ludzik Michelin tudzież inny bałwan. Nie wiem jak mój sweter sprawdzi się, gdy przyjdą mrozy, ale na razie pozostanę przy wyglądzie włochatego zwierza.







sweater and bag: second hand, jeans: Levis, belt: Burberry (sh), boots: Asos