wtorek, 12 września 2017

strój dnia | spodnie z falbanami

Trochę ponad rok po ślubie zostałam słomianą wdową. Mąż wyjechał i nie będzie go przez tydzień. Czuję się niczym Kevin, który został sam w domu. Gwiazdka nadeszła w tym roku wcześniej. Nareszcie mogę robić te wszystkie rzeczy, których na co dzień nie mogę. Możliwości jest tyle, że nie wiem od czego zacząć. Mąż zrobił sobie wolne ode mnie, ja zrobiłam sobie wolne od gotowania, co za tym idzie, również od mycia naczyń, czego szczerze nie znoszę. Stwierdziłam, że trochę się porozpieszczam i czas spędzony w kuchni przeznaczę na coś przyjemniejszego, np. oglądanie vlogów. Mój mąż ma ostatnio uczulenie na youtube'a i skrzętnie wydziela mi czas, kiedy mogę oglądać vlogi. Najczęściej wtedy, kiedy nie ma go w domu. Mogę również w spokoju delektować się ciastem i nie usłyszę "przecież mieliśmy się zdrowo odżywiać i nie jeść słodyczy" a także "podziel się". Chociaż istnieje szansa, że po powrocie mąż mnie nie rozpozna, tak się roztyję. W końcu mam nieograniczony dostęp do łazienki, mogę godzinami okupować wannę, bez ciągłego popędzania, bo "ktoś inny również chce z niej skorzystać". Śpię w poprzek łóżka i nie muszę z nikim dzielić się kołdrą.

Niestety, wraz z nadchodzącym zmrokiem zmieniamy klimat i nagle rodzinna sielanka zamienia się w sceny rodem z filmów Hitchcocka. Nic na to nie poradzę, że po zmroku zamieniam się w małą blondynkę w wielkim pustym domu. A wszyscy doskonale wiemy jak kończą małe blondynki, które zostają same. I chociaż dom wcale nie jest duży, to do głosu dochodzą wszystkie moje irracjonalne lęki. Zamknęłam się na wszystkie możliwe zamki i pilnie nasłuchuję każdego najdrobniejszego dźwięku. Śpię przy włączonym świetle, zawinięta w kołdrę niczym burrito a telefon trzymam nie dalej, niż na wyciągnięcie ręki. Mam nadzieję, że tydzień szybko minie.












koszula, spodnie: Zara

4 komentarze: