środa, 5 lipca 2017

lawendowe pole

W moim domu pachnie lawendą. A to wszystko za sprawą pamiątek, które przywieźliśmy z naszej weekendowej wycieczki. W niedzielę miałam okazję odwiedzić niewielką plantację lawendy, położoną 30 km za Wrocławiem. Na miejscu przywitał nas oszałamiający zapach. Czas jakby się zatrzymał. Raczyliśmy się domową, lawendowo-cytrynową lemoniadą i pogrążyliśmy się w rozmowie z właścicielką plantacji. Uwielbiam słuchać ludzi, którzy z pasją opowiadają o czymś, co kochają i czemu oddają się całym sobą. Ten błysk w oku, uśmiech błąkający się na twarzy i zapał, sprawiają że również zaczynasz się cieszyć, mimo że jest to dla ciebie zupełnie obcy człowiek. Czujesz radość tej drugiej osoby.

Mój mąż, który również związany jest z ziemią, wypytywał o techniczne szczegóły uprawy, a ja usiadłam na ganku białego domku i chłonęłam otoczenie. Rozluźniłam ciało, uspokoiłam umysł i poczułam się lekko. Skupiłam się wyłącznie na tej chwili. Na byciu tu i teraz. To był wspaniały dzień pełen nowej wiedzy, smaków, pozytywnej energii, uśmiechu i spokoju. Odkładam go do szufladki ze szczęśliwymi wspomnieniami.


















bluzka i espadryle: Zara, spodnie i koszyk: Mango

4 komentarze:

  1. W obcisłych białych spodniach i z odkrytymi ramionami wyglądasz pięknie. Fajną masz działeczkę.

    OdpowiedzUsuń
  2. cudowne zdjęcia , a kwiaty i stylizacja są takie delikatne i kobiece :)

    OdpowiedzUsuń