sobota, 7 listopada 2015

Garance Dore | Love Style Life


Nasza pamięć działa w dziwny sposób. Czasami zostaje nam w pamięci wspomnienie sprzed kilkunastu lat, kiedy często zapominamy o tym, co działo się w zeszłym tygodniu. Tak właśnie było z Garance Dore i jej blogiem, nie pamiętam kiedy trafiłam na niego po raz pierwszy, ale śledzę go regularnie już od kilku lat. Na początku, kiedy mój angielski był na tyle słaby, że nie rozumiałam niuansów i subtelnej gry słów, a po francusku potrafiłam powiedzieć tylko "bonjour" i "merci", przeglądałam wyłącznie zdjęcia i ilustracje. Po podszkoleniu języka, doceniłam również lekkie pióro i poczucie humoru autorki. Wyobrażacie więc sobie jak duże musiało być moje zaskoczenie i radość, kiedy dowiedziałam się, że polskie tłumaczenie "Love Style Life" ukaże się równolegle ze światową premierą książki.

Książka przyciąga jasnoróżową okładką i piękną szatą graficzną. Nawet nie znając bloga autorki, po przejrzeniu kilku stron, dopracowane w najmniejszych szczegółach, fotografie i ilustracje zachęcają do kupna książki. Osobiście mogłabym patrzeć na nią godzinami, idealnie wpisuje się w moje poczucie estetyki. 

Książka jest pisana takim językiem jak teksty na blogu, czyli lekko i z poczuciem humoru (często bardzo ironicznym). Podczas czytania ukazuje nam się obraz bardzo szczerej kobiety, z dużym dystansem do siebie i otaczającego ją świata. Garance bardzo otwarcie pisze o swoim życiu prywatnym. Sporo dowiemy się o jej relacjach z rodziną, pokonywaniu własnych kompleksów i związkach z mężczyznami, w tym również ze Scottem Schumanem. 


Drugim głównym wątkiem książki jest moda i styl. Garance opowiada nam jak na przestrzeni lat kształtował się jej gust i jakie czynniki miały na niego wpływ (np. przez kilka lat była zafascynowana osobą swojego ojca i kazała obciąć sobie włosy, przez co była jedyną dziewczynką w szkole, która miała krótką fryzurę). Styl to nie tylko ubrania, ale również to, jak zachowujemy się na co dzień czy akceptujemy siebie oraz energia, którą emanujemy. Dlatego też oprócz ulubionych ubrań, autorka opisuje swoje przygody z fryzurą, skokami wagi oraz przekroczeniem magicznej liczby czterdziestu lat. "Zresztą i tak było za późno - już podjęłam decyzję. Byłam gotowa, nawet jeśli miałam popełnić błąd. Musiałam wiedzieć. Może żyłam nie swoim życiem? (Może tkwiłam w pułapce życia długowłosej dziewczyny, choć powinnam być krótkowłosa?)"

Garance podchodzi z dystansem nie tylko do własnej osoby, ale również do świata, w którym się obraca. W zabawny sposób opisuje jak wyglądają pokazy podczas Fashion Week i z przymrużeniem oka traktuje o pracy freelancera i prowadzeniu własnej kilkuosobowej firmy. "Nie wiem, jak mój zespół nadąża za moim bałaganem zamiłowaniem do pracy, ale daje radę. Ilekroć ktoś utknie w martwym punkcie, wie, że może do mnie przyjść i się rozerwać po radę. Zawsze to ja naruszam ich osobistą przestrzeń, zaczynam imprezę taneczną i powtarzam im, żeby nie przesiadywali w studiu do późna kieruję cały zespół na właściwy tor."

Książka traci trochę na przekładzie, pojawiają się w niej odmienione nazwiska, co niby ma sens, ale nie do końca (wspominała już o tym Harel w swojej recenzji). Mamy ubranie "od Valentino" a nie "od Valentina". Tak samo nie ma trampek od Chucka Taylora, a jest model Converse Chuck Taylor. Poza tym, momentami miałam wrażenie, że niektóre teksty wcześniej przewinęły się już na blogu. To tyle jeśli chodzi o wady tej publikacji. Nie traktujcie tej książki jako gotowego przepisu na znalezienie własnego stylu, ale raczej jako opowieść przyjaciółki, która opisuje swoje zmagania z własnym ciałem i psychiką. Która opowiada o swojej karierze, związkach czy różnicach między życiem w Paryżu a Nowym Jorku. I przy tym, ta kobieta jest prawdziwa i szczera. I to właśnie jest najbardziej inspirujące.

2 komentarze:

  1. O książce słyszałam, ale nie wiedziałam, że kryje się za nią taki świetny blog! Z pewnością zajrzę do angielskiej wersji, luźne opowieści o modowym światku to zdecydowanie coś dla mnie ;)

    COCOCHINES BLOG

    OdpowiedzUsuń
  2. O książce słyszałam, ale nie wiedziałam, że kryje się za nią taki świetny blog! Z pewnością zajrzę do angielskiej wersji, luźne opowieści o modowym światku to zdecydowanie coś dla mnie ;)

    COCOCHINES BLOG

    OdpowiedzUsuń