wtorek, 31 marca 2015

To nie są moje wielbłądy. O modzie w PRL




Jeszcze przed premierą książki spodziewałam się, że "To nie są moje wielbłądy. O modzie w PRL" Aleksandry Boćkowskiej będzie czymś w rodzaju podręcznika o historii mody. Okazało się jednak, że książka jest reportażem o ludziach, którzy tworzyli modę w Polsce w okresie PRL-u a ubrania, jako takie schodzą na drugi plan.

Aleksandra Boćkowska przybliża nam nie tylko wybitne postacie (niektóre z nich są znane do dziś) takie jak: Jerzy Antkowiak, Jadwiga Grabowska czy Barbara Hoff, ale opisuje również sylwetki osób, które zostały już zapomniane. Opowiada o Teresie Kuczyńskiej, krytyczce mody, który pisywała do magazynu "Ty i Ja", o modelce Elżbiecie Grabacz, która jako jedna z niewielu polskich modelek chodziła na pokazach mody w Paryżu czy o Wandzie Borowskiej, która wykładała na Państwowej Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych w Łodzi. Z każdą z tych osób wiążą się fascynujące, zabawne a czasami absurdalne historie.

Książka opisuje realia, w jakich były produkowane ubrania, działalność Mody Polskiej, funkcjonowanie Cedetu czy powstanie Państwowej Wyższej Szkoły Sztuk Plastycznych w Łodzi. Dowiemy się z niej również jak wyglądała polska produkcja masowa z różnego rodzaju komisjami, procedurami, brakami i wykonaniem planu.

Jeżeli w książce znajdziemy opis konkretnego ubrania, to na pewno przeczytamy związaną z nim historię, np: "kuzynka Perlińskiej Barbara Ludwikiewicz dostała się na najbardziej prestiżowe praktyki - do krakowskiego Centralnego Laboratorium Przemysłu Obuwniczego. Tam z definicji eksperymentowano, więc można było pozwolić sobie na więcej. Ona pozwoliła sobie na zupełne szaleństwo. Do człowieka odpowiedzialnego za przydziały skóry poszły razem z koleżanką z zapasem szampana. Rozbawiony wydał im wielki kawał w najlepszym gatunku i właśnie z niej zrobiły sobie fioletowe szpilki, w których zadawały szyku na Piotrkowskiej. Podobno potem przez jakiś czas Laboratorium nie przyjmowało na praktyki studentek z Łodzi". Ubrania, jako osobny byt tutaj nie występują.

"To nie są moje wielbłądy. O modzie w PRL" jest naprawdę świetnie napisana, jednak zawiera kilka aspektów, które nie do końca mi odpowiadały. Po pierwsze, w książce przewija się mnóstwo nazwisk, czasami z imienia i nazwiska są wymieniane osoby, o których napisane jest jedno zdanie i taki natłok wprowadza niepotrzebnie zamęt. W trakcie czytania musiałam robić notatki, żeby po skończeniu pamiętać, kto jest kim. Po drugie, książkę należy traktować jako zbiór reportaży, ponieważ jako całość nie jest do końca spójna, np. po opisie wyglądu i ubioru plastyczek (tak były nazywane studentki Państwowej Wyżej Szkoły Sztuk Plastycznych w Łodzi) mamy przytoczony fragment rewizji dokumentalnej przeprowadzonej w Centralnym Laboratorium Przemysłu Odzieżowego w Łodzi w 1956 roku. Po trzecie, jak dla mnie, w książce jest za mało zdjęć (chociaż cała szata graficzna jest fantastyczna). Niestety, ale czytanie o modzie to nie do końca to samo, co oglądanie mody. Nawet jeżeli przeczytam bardzo szczegółowy opis ubrania, to dopóki go nie zobaczę, nie zostanie on w mojej pamięci.

Książka jest napisana fantastycznym językiem, z ogromnym poczuciem humoru a pokaźna bibliografia pokazuje jak wiele pracy włożyła w nią autorka. Książkę polecam nie tylko osobom, które interesują się modą, ale również tym, którzy chcieliby dowiedzieć się jak wyglądały realia PRL-u. Pewnie zastanawiacie się skąd taki tytuł dla książki o modzie? Niestety tego Wam nie zdradzę, ponieważ stanowi on puentę książki, a ja nie chciałabym popsuć Wam całej zabawy.

4 komentarze:

  1. Słyszałam o tej książce, z chęcią ją przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny blog,super zdjęcia.Naprawdę mi się podoba ;)
    ja dopiero zaczynam więc miło będzie jeśli do zajrzysz,z góry dziękuję ;*
    http://lifestyle-nattfashion.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Zapowiada się ciekawa książka. Chętnie jej poszukam w księgarni.

    OdpowiedzUsuń