środa, 10 września 2014

Berlin | Mitte


Korzystając z ładnej pogody wybraliśmy się w zeszłym tygodniu na szybką wycieczkę do Berlina. Trochę wstyd się przyznać, ale mając do Berlina tak blisko (z Wrocławia to ok. 3h jazdy samochodem), nigdy tam nie byłam. Oglądając tyle ciekawych relacji, postanowiłam to nadrobić.





Naszą wycieczkę zaczęliśmy od zwiedzania Katedry Berlińskiej. Chciałam zobaczyć jak wygląda Berlin z góry, ale wjazd windą na Wieżę Telewizyjną wydał mi się trochę przereklamowany. Wolałam wspiąć się po, miejscami dość wąskich, schodach i wejść na taras na wolnym powietrzu. W planach mieliśmy również zobaczenie Muzeum Pergamońskiego, ale kolejki przed wejściem skutecznie mnie do tego zniechęciły. Jestem osobą, która uważa stanie w kolejkach za najgorszą karę, dlatego zwiedzenie tego muzeum zostawiliśmy sobie na inną okazję.





Wybraliśmy się za to do muzeum Fundacji Helmuta Newtona. Ten fotograf jest znany ze swoich "roznegliżowanych" zdjęć, dlatego szczególne wrażenie zrobiła na mnie wystawa "Us and Them". Pokazuje ona zdjęcia Helmuta i jego żony June, które robili sobie nawzajem oraz ważnym postaciom, które spotkali na swojej drodze. W pamięć wyraźnie zapadły mi trzy zdjęcia: młodej Donatelli Versace (gdyby nie podpis, nigdy bym się nie domyśliła, że to ona), portret Coco Chanel oraz zdjęcie Yves Saint Laurent’a i jego partnera Pierre’a Berge.






Berlin oferuje wiele ciekawych barów i restauracji i ciężko było się na coś zdecydować. W końcu nasz wybór padł na Transit - restaurację z kuchnią azjatycką. Każda mała porcja kosztowała 3 euro, duża 8 euro. Tym razem zdecydowaliśmy się na rollsy z krewetkami zawinięte w papier ryżowy, grillowane szaszłyki z kurczaka z sosem z orzeszków ziemnych i grillowaną wieprzowinę. Wszystko było bardzo smaczne.








Dużo dobrego słyszeliśmy o lodach z Eismanufaktur, dlatego postanowiliśmy się tam wybrać, żeby przekonać się czy rzeczywiście są tak dobre. Są. A solony karmel i madagaskar wanilia to raj dla podniebienia. Po drugiej stronie ulicy znajduje się jedna z najbardziej klimatycznych restauracji, które udało nam się zobaczyć w Berlinie. Niestety byliśmy już po obiedzie i nie udało nam się sprawdzić czy jedzenie mają również smaczne.








Później spacerowaliśmy bez jakiegoś określonego celu, odkrywając na każdym kroku coś ciekawego. Najbardziej spodobało mi się to, że skręcając z głównej ulicy w podwórko, które w pierwszej chwili nie wygląda zbyt zachęcająco, odkrywało się fantastyczną knajpkę czy galerię.

5 komentarzy:

  1. Też nigdy nie byłam, może na wiosnę :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Berlin jeszcze przed nami, więc z chęcią skorzystam ze wskazówek z Twojej relacji. Helmut Newton obowiązkowo!
    Co do cmentarza olszańskiego, żałuję, że nie byliśmy :/ będzie może jeszcze okazja to nadrobić, choć pewnie nie prędko bo w Pradze byliśmy już dwa razy w dość krótkim odstępie czasu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nasz wyjazd był bardzo krótki, więc przed nami jeszcze sporo rzeczy do zobaczenia.

      Usuń