niedziela, 28 kwietnia 2013

we're going on a trip

Pakowanie jest zmorą, która przysparza mi nerwów przed każdym wyjazdem. Nigdy nie wiem, co mam zabrać, ile mam tego zabrać i czy aby na pewno nie dorzucić jeszcze jednej pary butów. Za każdym razem robię listę rzeczy, które powinnam spakować, ale końcowy efekt zawsze jest taki sam - przeładowana walizka. Nie wiem czy też tak macie, ale ja pakując się mam wrażenie, że czegoś mi zabraknie i że kolejna rzecz jest mi absolutnie niezbędna podczas tego konkretnego wyjazdu. Bo przecież zawsze może tak się zdarzyć, że podczas wycieczki znajdę miejsce, które idealnie będzie się komponowało z moją koronkową sukienką, która akurat została w szafie. Dlatego, tak na wszelki wypadek, ją też spakuję.

A Wy, macie jakieś tajne sposoby na to, żeby pakowanie poszło szybko i nie sprawiało tylu trudności?







t-shirt: Mango, pants: Mango outlet, jacket: H&M (via allegro), ancle strap: Shoes Zone, bag: Vintage Shop

10 komentarzy:

  1. Ja tam zawsze staram się pakować tylko to, co będzie mi potrzebne. Wiele razy zdarzyło mi się, żę brałam tonę ciuchów/butów i w ogóle ich nie nosiłam. Także teraz pakuję tylko to co praktyczne i da się łatwo łączyć w zestawy z resztą rzeczy w walizce. To przecież tylko wyjazd, nie pokaz mody, więc nawet jeśli czegoś zapomnę, to przeżyję przez te kilka dni :) Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja po ostatnim wyjeździe już wiem, że jestem bliska nauczenia się pakowania akurat odpowiedniej liczby rzeczy. Zapakowałam tylko o dwie za dużo (sukienka i koszula służące przez pół dnia do zwiedzanie Pere Lachaise - ale dramatyczny blue velvet pasuje do cmentarzy;)) - to sukces, bo kilka razy zdarzyło mi się już zabrać w drogę ciuchy, których nie ruszyłam wcale. No dobra, pewność dostępu do pralki w trakcie podróży sprzyja ograniczeniu bagażu. W sumie banał, ale chyba da się z siedmiu rzeczy na krzyż zmajstrować zestaw na każdy dzień na dwa tygodnie (chociaż pewnie pod warunkiem dostępu do pralki) - będę sobie powtarzać i nauczać innych: im mniej rzeczy spakujesz, tym więcej możesz sobie kupić w podróży i nie bać się widma nadbagażu.

    Udanej wyprawy i koniecznie zbubienia się (gubienie się jest najlepsze)! Nie wiem, co polecić Ci koniecznie w Paryżu, bo w sumie spędziłam tam tylko dwa dni w mocnej pigułce. Na pewno trzeba wspiąć się na wzgórze Montmartre - niby dziś już komercja, ale i tak jest fajnie (atakują portreciarze, także polscy, trzeba się opędzać i być twardym:)), Luwr najlepiej w środę, kiedy można zwiedzać aż do 21.00, jeśli lubisz książki to Shakespear&Co (niedaleko Notre Dame) - strasznie drogo, więc raczej nie do kupowania (do kupowania stragany z tanią książką po drugiej stronie mostu), ale jak się ma dużo czasu można iść na pięterko, gdzie można poczytać ichnie antykwaryczne zbiory albo po prostu pooglądać jak czytają inni:D - fajny klimat.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że mojemu chłopakowi nie spodoba się Twoja rada odnośnie tego, że im mniej rzeczy się spakuje do walizki, tym więcej można kupić na miejscu. Ja jednak zapamiętam ją sobie ;) Dziękuję za wskazówki.

      Usuń
  3. cudowny zestaw ,sandały cudowne!

    Niestety nie mam sposobów na pakowanie .;c

    OdpowiedzUsuń
  4. Pięknie wyglądasz, mega buty ! :)

    Zapraszamy do nas, jeżeli masz ochotę : thisismyrealstyle.blogspot.com :)

    OdpowiedzUsuń