środa, 20 marca 2013

girl power

Jeszcze cztery lata temu moja szafa wyglądała zupełnie inaczej. Można w niej było znaleźć jedną spódnicę, ze dwie sukienki, kilka par jeansów, swetry i jakieś bluzki. Do tego adidasy, trampki, buty zimowe i jedną parę szpilek. Wynikało to z tego, że byłam zbyt niepewna siebie i swojego wyglądu, wolałam więc "olać sprawę" i wyglądać tak jak wszyscy. Później poszłam na studia, wyjechałam do większego miasta, założyłam bloga i wszystko się zmieniło.
Zaczęłam kupować więcej ubrań, doceniać przeceny i przyjemność w tworzeniu zestawów. Nie wiedziałam jednak jak właściwie chcę wyglądać, w jakich kolorach i fasonach jest mi dobre, a których powinnam unikać, więc moja szafa powoli zaczęła zapełniać się najróżniejszymi ubraniami. Potem przyszło rozczarowanie jakością ubrań z sieciówek, wygórowanymi cenami oraz tym, że kupione ubrania bardzo szybko zaczynały mi się nudzić.





Dzisiaj wygląda to już nieco inaczej, ale do garderoby doskonałej jeszcze wiele mi brakuje. Coraz rzadziej ulegam najnowszym trendom i hitom sezonu. Nie kupuję ubrań tylko dlatego, że są tanie (niestety nie mogę pozbyć się tego nawyku jeżeli chodzi o sh) lub ładne, ale wiem, że nie będę dobrze się w nich czuła. I chociaż liczba moich ubrań znacząco wzrosła, nie jest ich aż tak dużo, żebym nie wiedziała, co tak naprawdę znajduje się w mojej szafie. Wiem za to, że mam mnóstwo ubrań, które do siebie nie pasują, a zostały przeze mnie nabyte, bo po prostu mi się podobały, ale nie były przemyślanym zakupem. Najprostszym rozwiązaniem byłoby pozbycie się wszystkich ubrań i skompletowanie ich od nowa, tym razem w sposób świadomy i przemyślany. Jednak po pierwsze, nie mam tylu środków, żeby to zrobić, a po drugie znalezienie ubrań idealnych zajęłoby mnóstwo czasu, a świecenie gołym tyłkiem (i nie tylko tyłkiem) jakoś mi nie odpowiada. Dlatego też regularnie przeglądam zawartość mojej szafy i bez skrupułów pozbywam się tych rzeczy, w których już nie chodzę.

Wiem, że nadal czeka mnie wiele pracy, bo nie odnalazłam jeszcze swojego właściwego stylu i nieraz będę musiała pozbywać się rzeczy kupionych pod wpływem impulsu. Jestem jednak na dobrej drodze, ponieważ zaczęłam omijać sklepy internetowe i sieciówki, których ubrania wyglądają przepięknie, ale nadają się jedynie na szmatę do podłogi. Lubię przeglądać ich ofertę, ale bez żalu zostawiam ubrania tam, gdzie ich miejsce. Na wieszaku.




t-shirt and jacket: H&M (via allegro), pants and bag: second hand, boots: New Look

12 komentarzy:

  1. Moim zdaniem na chwilę obecną posiadasz bardzo wyrafinowany i przyjemny dla oka styl, godny pozazdroszczenia :) Pozdrawiam cieplutko i w wolnej chwili zapraszam do siebie ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Niesamowicie wyglądasz, marynarka jest przecudna, a ty świetnie odnajdujesz się w swoich stylizacjach ;)
    Bardzo do ciebie pasują i wyrażają ciebie :D

    OdpowiedzUsuń
  3. genialna marynarka i spodnie. kocham ♥ pięknie wyglądasz. pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  4. marynarka świetna ! pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. Mysle, ze Twoj styl jest juz jako tako wyklarowany, na tyle, ze wiem jakie rzeczy byc moze moga Ci sie podobac a jakie nie :) Nie chce zeby to zostalo odczytane u Ciebie jako banalna przewidywalnosc, raczej konsekwencja.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że widzisz konsekwencję w moim ubiorze. To znaczy, że mój plan wprowadzony w życie powoli zaczyna działać.

      Usuń
  6. Bardzo podoba mi się Twój żakiet :)

    OdpowiedzUsuń
  7. te spodnie genialnie na Tobie leżą! ♥

    OdpowiedzUsuń
  8. ciekawie;)
    żakiecik bardzo fajny:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Świetnie wyglądasz w takim eleganckim zestawie :) Bardzo mi się podoba !
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń