niedziela, 26 lutego 2017

czekając na wiosnę

Wiosna wydaje się być oddalona o miliony lat świetlnych, z tej okazji dzielę się z Wami kilkoma luźnymi spostrzeżeniami.

Pogoda ostatnio jest nieobliczalna, zachowuje się jakby miała rozdwojenie jaźni. Słońce bawi się z nami w chowanego. Pokaże się  i znika za chmurami. Jednocześnie pada ulewny deszcz, który po chwili zamienia się w śnieg. Jakby tego było mało, wystarczy dołożyć wichurę, która zrywa dachy i wyrywa drzewa. Luty proszę państwa.

Luty nie ma litości. Z uśmiechem na twarzy podłoży ci nogę i w dodatku skopie leżącego. Dobrze, że nowa praca skutecznie odwraca moją uwagę, bo nie wiem czy dotrwałabym do marca. Luty skutecznie mnie sponiewierał.

Za dwa tygodnie mam urodziny. 27. Ta liczba wydaje mi się abstrakcją. Czuję się na jakieś 21 lat (chociaż mentalnie nadal jestem dzieckiem). 

Ostatnio na Instagramie dziewczyny chwalą się butami na nowy sezon. Pokazują baleriny, sandały i szpilki w ilościach przyprawiających o zawrót głowy. Wszystko to z tęsknoty za wiosną. Ja również chętnie pozbyłabym się już moich kozaków, ale mąż nie pozwala. Nie rozumie po co kupować buty, które jeszcze co najmniej miesiąc przeleżą w szafie. Na pociesznie kupiłam sobie przepiękną sukienkę w kwiaty. Tylko jedną.

W piątek buty obtarły mnie tak straszliwie, że nie mogłam chodzić. Byłam więc zmuszona wyjść z pracy w półbutach, w których chodzę wyłącznie w biurze (z wiadomych powodów). I wiecie co? Nie zmarzłam.







koszula: Mint&Berry, marynarka: Zara, spodnie: Massimo Dutti, buty: Venezia, torebka: DKNY