wtorek, 31 stycznia 2017

Jak spędzić wieczór w domu - moje ulubione gry planszowe

 
Im jestem starsza tym chętniej spędzam wieczory w domu, rezygnując z wyjścia na miasto. Zwłaszcza zimą, kiedy wieczory są długie a temperatura spada poniżej zera, doceniam domowe pielesze. Na co dzień towarzyszy nam głównie rozrywka elektroniczna i zamiast spędzać czas ze sobą, spędzamy go przed komputerem czy smartfonem. Moim sposobem na oderwanie się od technologii są gry planszowe. Pozwalają na wspólne spędzanie czasu, tworzenie wspomnień i zacieśnianie więzi.

Dzisiaj chciałam podzielić się z Wami moimi ulubionymi grami planszowymi.
 

1. Wsiąść do pociągu - polega na wylosowaniu biletów z określoną trasą i wybudowaniu linii kolejowych między wskazanymi miastami. Ja posiadam wersję Europa (dostępne są jeszcze: USA, Holandia oraz Dookoła Świata), gdzie podróżuje się przez miasta Starego Kontynentu u progu ubiegłego stulecia. Jest to prosta gra, przy której nie musimy spędzać kilku godzin, żeby poznać jej zasady.

2. Carcassonne - w tej grze jestem niepokonana ;) Gra polega na ułożeniu miasta, drogi czy opactwa z dostępnych żetonów i zajęciu jak największej ilości lokalizacji. Gra jest bardzo prosta i nie nudzi się, ponieważ za każdym razem ułożona mapa wygląda inaczej. Niedawno dokupiliśmy wszystkie dostępne dodatki, dzięki którym rozgrywka stała się jeszcze ciekawsza.

3. Kolejka - przenosi nas do życia w czasach PRL-u. Gra polega na tym, że wysyłamy członków swojej rodziny do różnych sklepów, żeby kupić towary z wylosowanej listy zakupów. Pionki ustawiamy w ciemno w kilku sklepach, nie wiedząc, w którym akurat będzie dostawa towaru. 

4. Gnaj do celu w PRL-u - to kolejna gra tocząca się epoce Rzeczypospolitej Ludowej. Jest to połączenie poprzedniej pozycji z Monopoly. Tutaj również musimy zapełnić listę zakupów, ale tym razem nie ustawiamy się w kolejce do sklepu, ale rzucając kostką poruszamy się po planszy i wypełniamy polecenia z pola, na którym się znajdziemy. Po rozpoczęciu gry na nasze zakupu otrzymujemy określoną kwotę pieniędzy, za które nie tylko kupujemy potrzebne nam produkty, ale również płacimy czynsz za mieszkanie czy karę za złapanie nas na manifestacji.

5. Gierki małżeńskie - to gra planszowa ilustrowana rysunkami Andrzeja Mleczki. Jest to gra dla par, która pozwala dowiedzieć się, jak dobrze znasz swoją drugą połowę. W Gierkach małżeńskich przesuwamy pionki po planszy, wykonując zadania, z pola na którym się znajdujemy. Za wykonanie zadania otrzymuje się żeton. Osoba (lub para), która uzbiera najwięcej żetonów, wygrywa. Naszą ulubioną kategorią są kalambury, ponieważ nasze umiejętności malarskie praktycznie zanikły i nasze rysunki w ogóle nie przypominają tego, co chcieliśmy narysować. Ostatnio mój mąż rysował Gwiazdę Śmierci z Gwiezdnych Wojen. Jego rysunek przedstawiał okrąg z czarną kropką na środku. Dopiero po dorysowaniu gwiazdy zorientowałam się, o jaki film chodzi.

6. Cyklady - ta gra jest bardziej skomplikowana niż poprzednie, przed jej rozpoczęciem trzeba poświęcić chwilę, żeby zapoznać się ze wszystkimi zasadami. Gra toczy się w czasach mitologicznych, a jej celem jest rozwinięcie swojego miasta-państwa do statusu metropolii. Żeby osiągnąć ten cel, należy zadbać o odpowiedni rozwój ekonomiczny, religijny i naukowy a także rozwinąć wojsko i flotę morską. Za każdą ze sfer odpowiada inny Bóg i w każdej turze trzeba zdobyć jego przychylność. Pozostali gracze mogą skupić się na rozwoju swojego państwa lub przejąć naszą metropolię wysyłając na jej podbój wojsko i flotę. Mogą również utrudnić nam rozgrywkę używając kart potworów, takich jak Kraken czy Meduza.

A Wy lubicie spędzać czas grając w gry planszowe? Jeżeli tak, to koniecznie podzielicie się swoimi ulubionymi planszówkami, ponieważ cały czas szukam nowych tytułów.

sobota, 28 stycznia 2017

Pokaż swój styl | Jak się wyróżnić, przyciągnąć obserwujących i zbudować markę na Instagramie



Zapewne część z Was poczuła już przesyt książkami napisanymi przez blogerki i mocno propagowanymi w Internecie. Sama żałuję zakupu niektórych tytułów, ale nie wszystkie pozycje są niewarte naszego czasu i uwagi. Po "Pokaż swój styl" sięgnęłam po pierwsze, dlatego że mam słabość do pięknie wydanych książek, po drugie - interesują mnie treści dotyczące budowania własnej marki a po trzecie -  napisała ją Aimee Song, jedna z moich ulubionych blogerek.

Aimee Song to blogerka modowa, której konto na Instagramie obserwuje ponad cztery miliony użytkowników, a magazyn Forbes umieścił ją na liście "trzydziestu przed trzydziestką", czyli liście największych biznesowych talentów przed trzydziestym rokiem życia. Natomiast "Pokaż swój styl" to poradnik dotyczący Instagrama. Autorka opowiada jak odniosła sukces, dzieli się biznesowymi wskazówkami i udziela technicznych porad dotyczących prowadzenia konta.

W książce zostały wyjaśnione techniczne terminy takie jak: feed czy hasztag, opisane podstawowe funkcje fotografii mobilnej (linie siatki, autofokus czy dopasowanie ekspozycji) oraz przedstawione najlepsze narzędzia do edycji zdjęć (Snapseed czy Facetune). Instagram Aimee skupia się głównie na modzie, jedzeniu, podróżach i wystroju wnętrz, dlatego też autorka dzieli się swoimi radami jak odpowiednio zrobić selfie i zdjęcia strojów (#ootd), w jaki sposób fotografować jedzenie oraz jak zrobić flat lay i zdjęcia produktowe. Wyjaśnia również, dlaczego tak ważne jest używanie hasztagów i pokazuje jak odpowiednio to robić, żeby powiększać grupę swoich obserwatorów.

Każdy rozdział kończy się krótkim zadaniem, które umożliwia nam zastosowanie w praktyce zdobytej wiedzy oraz sprawdzenie różnych możliwości.


Dla osób, które już od jakiegoś czasu zajmują się publikowaniem zdjęć na Instagramie, większość porad może wydać się oczywista a nawet banalna (ale niech podniesie rękę ten, kto ma ponad cztery miliony obserwatorów). Dla mnie większość przedstawionych terminów była już znana, ale chętnie skorzystałam z kilku rad opisanych przez Aimee. Osobiście najbardziej wartościową i najciekawszą częścią książki okazał się dla mnie rozdział trzeci zatytułowany "Jak opowiadać historie". Wcześniej nie patrzyłam na swoje konto z szerszej perspektywy i publikowałam zdjęcia, które w danej chwili mi odpowiadały. Po prostu przypadkowe momenty. Aimee pokazuje, że ważne jest to, żeby zdjęcia ze sobą współgrały tworząc spójną większą całość. Pomoże nam w tym myślenie o swojej siatce w kategoriach trzech, sześciu i dziewięciu zdjęć, które dają pierwsze wrażenie, jakie świat odniesie po twoim tweedzie. Po przeczytaniu książki, zaczęłam wprowadzać tę zasadę i moje konto od razu stało się bardziej spójne.

"Pokaż swój styl" charakteryzuje się pięknym wydaniem a także spójną i przejrzystą treścią na temat budowania marki osobistej na Instagramie. To idealny poradnik dla amatorów fotografii i osób, które dopiero rozpoczynają swoją przygodę z Instagramem. To również ciekawa pozycja dla osób, które chcą się rozwijać i ulepszyć swoje konto. 

poniedziałek, 23 stycznia 2017

Kiedy wiadomo, że trzeba zmienić styl życia na zdrowszy?

Przyzwyczajona do figury z czasów studenckich (a także po latach nazywania mnie pieszczotliwie szkieletorem), jakoś nieszczególnie zwracałam uwagę na to, co jem. Jadłam wszystko, na co miałam ochotę, o każdej porze i w każdej ilości. Przy regularnych spacerach z psem, jeździe na rowerze i chodzeniu na basen moja forma była nie najgorsza. Przygotowania do wesele i chęć, żeby dobrze wyglądać w sukni ślubnej, jakoś trzymały mnie w ryzach. Później przyszła zima i mój wysiłek fizyczny spadł do zera, za to chęć na słodycze wzrosła pięciokrotnie. I się zaczęło. Najpierw niewinnie: skóra straciła swoją jędrność i pojawił się cellulit. Niespecjalnie się tym przejęłam (helloł! w końcu która kobieta nie ma cellulitu). Następnie na mojej twarzy zaczęły pojawiać się niedoskonałości a cienie pod oczami stały się bardziej widoczne. Waga pokazała cztery kilogramy więcej a brzuch przestał być płaski. Pomyślałam, że to typowo zimowy skok wagi, na wiosnę wszystko wróci do normy i wzruszyłam ramionami. Kiedy jednak przestałam mieścić się w spodnie a nieestetyczne "boczki" stały się widoczne, stwierdziłam że tak dłużej być nie może. Problem stał się na tyle duży, że nie mogłam go dłużej ignorować i szukając kolejnych wymówek ukrywać go pod szerokimi swetrami. Przestałam kupować słodycze i gazowane napoje, wypiłam dzisiaj dwa litry wody i jestem po pierwszym treningu, który po kilku miesiącach przerwy wydawał się być wysiłkiem ponad moje siły.
 
Odpowiedź na pytanie postawione w tytule posta jest jedna. Kiedy zaczynasz czuć się źle, to czas, że trzeba coś zmienić. Nie ważne czy przytyłaś pięć kilo czy piętnaście. Jeżeli twoje ciało przestaje Ci odpowiadać, jeżeli zaczynają pojawiać się problemy ze skórą czy problemy zdrowotne a twoje samopoczucie się pogarsza, to czas wziąć się w garść i zmienić swoje nawyki. Leżenie na kanapie jest łatwe, kolejne wymówki same się mnożą a rezygnacja ze słodyczy wydaje się niemożliwa, wiem coś o tym. Pamiętaj jednak, że najtrudniej jest się ogarnąć i znaleźć w sobie motywację. To pierwszy krok jest najtrudniejszy, z każdym kolejnym jest łatwiej. Dobre samopoczucie, zdrowie i piękny wygląd są warte wysiłku. Ja właśnie zrobiłam pierwszy krok.
 







 
koszula i spodnie: H&M, marynarka: Zara, torebka: Michael Kors, botki: Venezia

piątek, 20 stycznia 2017

Relacja z Bali cz. 2. | Pura Tirtha Empul, Pura Gunung Kawi i Monkey Forest


Dzisiaj mam dla Was kolejną relację z naszej podróży poślubnej na Bali. Pierwszą część możecie przeczytać tutaj. Tego dnia wybraliśmy się do miejscowości Tampaksiring, żeby zobaczyć dwie świątynie: Tirtha Empul ze świętymi źródłami oraz grobowce królewskie Gunung Kawi.

W świątyni Pura Tirtha Empul znajduje się czczone przez Balijczyków święte źródło. Z jego powstaniem wiąże się pewna legenda. Zły król Mayadanawa, który posiadał moce umożliwiające mu zmianę we wszystko, co tylko chciał, ogłosił że jest bogiem. Nakazał oddawanie sobie czci i zabronił składania darów innym bogom. Prawdziwi bogowie straszliwie się rozgniewali i wypowiedzieli wojnę Mayadanawie. Na pole bitwy wybrano teren obecnej świątyni. Kiedy wojska bogów dotarły na miejsce, spragnieni żołnierze napili się wody ze źródła i umarli, ponieważ król Mayadanawa zatruł je. Bóg Indra chcąc ratować swoich żołnierzy wbił w ziemię kostur i z tego miejsca wystrzeliło święte źródło obmywając ciała żołnierzy i przywracając ich do życia. Wojska bogów zwyciężyły a przy źródle powstała świątynia Tirtha Empul, którą odwiedzają Balijczycy, żeby obmyć się w jej wodach, uważając że mają one moc uzdrawiania.









Podczas wizyty w świątyni natrafiliśmy na odbywające się nabożeństwo. Nie można było podchodzić do modlących się, żeby im nie przeszkadzać, ale z odpowiedniej odległości mogliśmy przyglądać się ceremonii i składaniu darów.








Kolejnym miejscem, które odwiedziliśmy tego dnia była świątynia Pura Gunung Kawi. Kompleks znajduje się w dolinie rzeki Pekerisan a sama świątynia jest położona w kanionie. Żeby do niej dotrzeć trzeba zejść po kilkudziesięciu kamiennych schodach (niestety byliśmy już tak zmęczeni, że zapomnieliśmy policzyć ile dokładnie ich było). Na szczęście wędrówkę umilał nam malowniczy widok tarasów ryżowych.

Największą atrakcją świątyni są wykute w skale reliefy, uważane za grobowce syna króla Udayana, jego żon i kochanek. Nie jest to potwierdzone przez archeologów, ponieważ w tym miejscu nie znaleziono żadnych szczątków. Całe miejsce zrobiło na mnie ogromne wrażenie.











W drodze powrotnej zatrzymaliśmy się na świeżego kokosa i ryżowy deser podawany w liściu bananowca. Po takim wysiłku wszystko smakowało wybornie.




Z Tampaksiring do Ubud mieliśmy jakieś 30 minut jazdy, więc postanowiliśmy pojechać do miasta, żeby zobaczyć Monkey Forest i zrobić zakupy na targu.
Do atrakcji turystycznych ze zwierzętami podchodzimy bardzo podejrzliwie, zwłaszcza w Azji, gdzie zwierzęta często są bite, głodzone i przywiązywane łańcuchami. Zdecydowaliśmy się na odwiedzenie Monkey Forest, ponieważ małpy biegają swobodnie po całym terenie, nie są trzymane w klatkach i mają dobrą opiekę.












Na koniec dnia poszliśmy jeszcze na lokalny targ, żeby kupić jakieś pamiątki. Jestem zwolenniczką przywożenia z wakacji praktycznych pamiątek, dlatego też kupiliśmy kawę, herbatę i przyprawy. Kupiliśmy również kadzidełka i teraz za każdym razem kiedy je zapalam, przenoszę się myślami do tego magicznego miejsca.









Powoli będziemy żegnać się z Bali. Została mi do przygotowania jeszcze jedna fotorelacja. Tymczasem życzę Wam cudownego weekendu.