niedziela, 27 września 2015

Galeria Dizajn | Book Club


Galeria Dizajn przy ul. Świdnickiej to jedna z czterech galerii BWA Wrocław i jedna z moich ulubionych. Dlaczego tak bardzo ją lubię? Znajduje się tuż przy Rynku, wystawy są często zmieniane a wstęp jest darmowy. Aż żal nie korzystać. Zwłaszcza, że Galeria Dizajn dała mi kolejny powód, żeby ją lubić - zorganizowała wystawę książek.

Galeria Dizajn za sprawą projektu Book Club zamieniła się w przestronną czytelnię i pracownię projektową. Przestrzeń galerii została podzielona na dwie części: w pierwszej z nich znajdziemy książki z różnych dziedzin oraz wielkie łóżku, gdzie możemy spokojnie oddać się lekturze. Po drugiej stronie pomieszczenia znajduje się laboratorium, gdzie odbywają się warsztaty projektowania książek.








W galerii znajdziemy specjalnie wyselekcjonowane książki z różnych dziedzin (np. architektura, moda, historia sztuki, branding, design czy książki dla dzieci) podzielone ze względu na okładkę, papier, typografię. Odwiedzający wystawę mogą nie tylko przeglądać książki, ale również samodzielnie decydować w jakim dziale powinien znaleźć się konkretny tytuł.

Kolejną atrakcją jest również wielki pagotron znajdujący się na wprost drzwi wejściowych. Został on tak zaprogramowany, że automatycznie odmierza czas między poszczególnymi spotkaniami i warsztatami. Znajdziemy tam również informacje o nowościach w Book Clubie.

Podczas trwania Book Clubu w Galerii Dizajn będą odbywały się debaty i spotkania autorskie w ramach Międzynarodowego Festiwalu Opowiadania. Najbliższe spotkanie będzie miało miejsce 30 września o godz. 18.00 - będzie to premiera antologii "Obiecaj", w której wezmą udział autorzy.






Jestem zachwycona wystawą i całą inicjatywą Book Club. Jest to świetny sposób na spędzanie wolnego czasu i zapoznanie się z tytułami, które są ciężko dostępne lub które są bardzo drogie, jak np. The little black jacket - album ze zdjęciami sławnych osób w czarnym żakiecie Chanel.

Wystawa trwa do końca roku a sama ekspozycja będzie uzupełniana o nowe tytuły. Słyszałam również, że planują podawać kawę, więc na pewno będę tam częstym gościem.

Galeria Dizajn BWA Wrocław
ul. Świdnicka 2 - 4
czynne: środa - niedziela 12:00 - 20:00

czwartek, 24 września 2015

3w1: zamszowa spódnica w linii A


3w1 to cykl postów, w których pokazuję jedną część garderoby w trzech różnych zestawach. Dzięki temu możecie zobaczyć na ile różnych sposobów da się nosić jeden ciuch. Z wcześniejszymi wpisami możecie zapoznać się tutaj: #1, #2, #3, #4, #5, #6.

Podstawą dzisiejszych strojów jest czarna zamszowa spódniczka w linii A, która jest jednym z wiodących hitów tego sezonu (chociaż bardziej popularne są te w kolorze rudo-brązowym). Ja swoją kupiłam w zeszłym roku w lumpeksie i zapłaciłam za nią pięć złotych.




Zamszowy płaszcz to również hit tegorocznej jesieni. Już nawet nie pamiętam jak znalazłam się w jego posiadaniu, chyba dostałam go od kogoś z rodziny. Pierwotnie płaszcz był dłuższy, ale zaniosłam go do skrócenia, bo wydawało mi się, że jestem zbyt niska do tak długiego płaszcza. Teraz trochę żałuję, bo już wiem, że nawet niewysokie osoby mogą świetnie wyglądać w długich płaszczach. Doskonałym przykładem jest Kinga z bloga Style On.




Kiedy moja siostra zobaczyła mnie w tym stroju, powiedziała, że wygląda trochę jak z kolekcji Saint Laurent, brakuje mi jedynie cienkiej długiej wstążki (ale spokojnie, już taką nabyłam). Do krótkiej spódnicy dobrałam białą koszulę, czarną kamizelkę, torebkę z frędzlami i jeden z moich ulubionych kapeluszy, który jednak cały zeszły rok przeleżał w szafie, ponieważ nie prezentował się dobrze na moich krótkich włosach.




Zestaw 1. spódnica: second hand, top: Asos, marynarka: second hand, botki: Bronx, torebka: Parfois
Zestaw 2. spódnica: second hand, bluzka: Primark, kozaki: Primark, płaszcz: vintage, torebka: DKNY
Zestaw 3. spódnica: second hand, koszula: Mint&Berry, kamizelka: eBay, botki: Isabel Marant, kapelusz: Skoczów

poniedziałek, 21 września 2015

nie naruszaj mojej strefy osobistej


Przyjęło się, że człowiek jest zwierzęciem stadnym, jednak nie każdy lubi być dotykany, głaskany, przytulany. Nie wszyscy odczuwają potrzebę fizycznego kontaktu z drugim człowiekiem, jednak każdy ma swoją własną strefę osobistą, której naruszenie powoduje niepokój i dyskomfort. W przestrzeni miejskiej (np, tramwaju, metrze czy miejscach turystycznych) nie mamy możliwości, żeby kontrolować nasze otoczenie i jakoś się z tym pogodziliśmy. Problem zaczyna się kiedy ktoś z premedytacją narusza naszą strefę intymną.

Niektórzy odczuwają nieustanną potrzebę fizycznego kontaktu. Podczas rozmowy łapią cię za rękaw, dotykają twojej ręki, klepią cię po ramieniu i robią to całkiem bezwiednie, odruchowo. I wtedy ty masz problem, bo nie wiesz jak masz się zachować w takiej sytuacji. Czy zwrócić uwagę tej osobie czy w ciszy znosić niechcianą inwazję? Miałam niedawno sytuację, kiedy w przedziale pociągu siedziałam z mężczyzną, który miał ochotę na rozmowę. Ja jej nie miałam i wydawało mi się, że wyraźnie to zakomunikowałam wyciągając książkę i nie podnosząc z nad niej wzorku. Pan chyba nie zrozumiał subtelności tego komunikatu, ponieważ chcą mnie zaczepić złapał mnie za kolano. Na taką ingerencję automatycznie uniosłam wzrok, co dało mu pretekst do zadawania pytań. Nie chcąc być niegrzeczna, odpowiedział najzwięźlej jak tylko się dało i wróciłam do lektury. Po pewnym czasie znów poczułam dotyk na kolanie i tym razem chyba musiałam zdradzić się wyrazem twarzy, ponieważ pan powiedział, żebym się na niego nie gniewała, że on nic złego nie robi, po czym (chyba w ramach przeprosin) podniósł moją dłoń i ją pocałował. Pewnie wyobrażacie sobie jak musiało się we mnie gotować. Facet, nie dość, że naruszył moją przestrzeń osobistą, kiedy dawałam wyraźne znaki, że nie życzę sobie żadnego kontaktu, to jeszcze sprawił, że poczułam się winna, bo on przecież nic złego nie zrobił. I teraz, gdybym zwróciła mu uwagę, miałabym jeszcze wyrzuty sumienia.

Jak reagujecie w takich sytuacjach? Zwracacie uwagę czy wolicie przemilczeć niestosowność zachowania? Jeżeli ktoś próbuje mnie dotykać z podtekstem seksualnym, wtedy nie mam oporów, żeby głośno i stanowczo zaprotestować. Natomiast jeżeli ktoś narusza moją strefę intymną, ponieważ w jego mniemaniu chce być grzeczny i uprzejmy (kiedyś pocałunek w dłoń był czymś powszechnym i wyrażał szacunek), nie wiem jak mam się zachować. Dlaczego mam czuć się winna, skoro to druga osoba zaburzała moją prywatną przestrzeń?








bluzka: Jennyfer, spodnie: Zara, sandały: H&M, kapelusz: Hathat, torebka: Zofia Chylak

środa, 16 września 2015

White culottes

Trochę mi smutno, że wakacyjne posty powoli dobiegają końca. Lubię oglądać zdjęcia z wąskimi, brukowanymi uliczkami zalanymi słońcem. Zwiewne sukienki, krótkie spodenki, słomiane kapelusze i odkryte ramiona. Chociaż tak naprawdę to powód jest banalny i nader próżny, po prostu chciałam popatrzeć jeszcze na opalone nogi, bo moja opalenizna już zbladła. Zostały mi tylko piegi. Chociaż może to i dobrze, że tych zdjęć zostało już tak niewiele. W końcu najlepszym sposobem, żeby kogoś uśmiercić jest dekapitacja - szybka, bezbolesna i zawsze skuteczna. Bez głowy to raczej nikt daleko nie zajdzie. Pogoda iście jesienna, więc po co przedłużać tę agonię?






 
top: second hand, spodnie: Zara, sandały: H&M

niedziela, 13 września 2015

hit mijającego lata: bluzki z odkrytymi ramionami

Patrząc na te zdjęcia aż ciężko mi uwierzyć, że właśnie zrobiłam w szafie jesienne porządki. Wyczyściłam i schowałam do pudełek sandały i klapki, w zamian wyciągając moje ulubione botki i kozaki za kolano. Wyciągnęłam na wierzch płaszcze i kurtki, zrobiłam przegląd jesiennych swetrów. I chociaż smutno mi na myśl, że przez kilka najbliższych miesięcy nieustannie będę zmarznięta i przemoczona, a słońce będzie ogrzewać moją skórę sporadycznie, to jednak jesień jest najlepszą porą roku pod względem modowym.







top: Mango, spódnica: Gina Tricot, szpilki: no name

czwartek, 10 września 2015

Wyspa Hvar: Vrboska | Stari Grad | Hvar


Jak zapewne zdążyliście się zorientować, miejscem naszych tegorocznych wakacji była Chorwacja. Po kilkunastu godzinach w samochodzie dojechaliśmy do miasta Drvenik, żeby stamtąd przeprawić się na Wyspę Hvar. Na prom musieliśmy czekać godzinę, więc korzystając z wolnego czasu przebraliśmy się w stroje kąpielowe, żeby po raz pierwszy zanurzyć się w wodach Adriatyku.

O Wyspie Hvar usłyszałam po raz pierwszy przeglądając Instagram. Natknęłam się wtedy na zdjęcie przepięknej plaży i właśnie dla niej postanowiłam, że wakacje spędzimy na Hvarze. Jak się później okazało, ta plaża znajdowała się na innej wyspie, ale Hvar bardzo hojnie wynagrodził moją pomyłkę.


VRBOSKA







Na miejsce naszego pobytu wybraliśmy najmniejsze miasteczko na całej wyspie, Vrboska. Wybór po prostu idealny, bo miasteczko okazało się przepiękne. Vrboska nazywana jest Małą Wenecją, ponieważ posiada we wnętrzu zatoki wysepkę powiązaną z lądem mostami.

Najważniejszym zabytkiem Vrboskiej jest Twierdza św. Marii od Miłosierdzia z XVI wieku, która została wzniesiona do obrony przed Turkami. Na dachu twierdzy znajduje taras widokowy, skąd rozpościera się widok na całe miasteczko.










Wyspa Hvar słynie z pól lawendowych, lecz niestety byliśmy tam w czasie, kiedy lawenda już przekwitła. Za to mogliśmy cieszyć się granatami i figami, ponieważ drzewa rosły w całym miasteczku. Żeby dojść na plażę, którą sobie upatrzyliśmy musieliśmy przejść 3 km, a że droga prowadziła wzdłuż wybrzeża, nie odczuwaliśmy tej odległości.


STARI GRAD















Będąc w Stari Gradzie warto odwiedzić Twierdzę "Tvrdalj" poety Petara Hektorovica, z pięknym ogrodem i stawem z rybami. Wyobrażaliście sobie kiedyś jak wyglądał tajemniczy ogród, ten z powieści Burnetta? Ja niezliczoną ilość razy. I kiedy tylko weszłam do ogrodu Twierdzy Tvrdalj, od razu przyszła mi na myśl ta książka. Brakowało tylko pnących się krzaków róży.

Twierdza Hektorovica została w całości zaprojektowana i nadzorowana przez artystę a jej budowa trwała prawie 40 lat. Na ścianach twierdzy wyrzeźbiono sentencje po łacinie, chorwacku i włosku. Moja ulubiona brzmi: "Pamiętaj, że nie zatrzymasz bogactwa, sławy, urody i młodości przed śmiercią. Ona zbiera wszystko". Miejsce jest bardzo spokojne i skłania do refleksji. Gdybym mieszkała w tym miasteczku, przychodziłabym tutaj codziennie z książką


HVAR












 
Miasto Hvar to najbardziej gwarne i najdroższe miasto na całej wyspie (najtańszy parking kosztuje 10 kn/1h). Na Rynku znajduje się kościół św. Stefana, renesansowy pałac biskupi i fontanna z 1520 roku. To właśnie tutaj skupia się nocne życie całej wyspy.
 
Będąc w mieście Hvar warto wybrać się na hamburgera do baru 50 Hvar (ul. 10 Sveti Marak). My skusiliśmy się na jednego tradycyjnego hamburgera z wołowiną, serem, sałatą, cebulą, pomidorami i piklami i  drugiego z wołowiną, serem gorgonzola, figami i karmelizowaną cebulą. Były to jedne ze smaczniejszych hamburgerów jakie jadłam, a arbuzowe prosecco to czysta rozkosz dla podniebienia.