niedziela, 31 maja 2015

Dlaczego niektóre miesiące zapadają nam w pamięć?

Każdy miesiąc w roku rządzi się własnymi prawami. Jedne przemijają błyskawicznie, inne zapadają nam w pamięć. Dzieje się tak, dlatego że w pewien określony sposób poruszają nasze zmysły. Maj odurza zapachem. Kwitnące bzy, kasztanowce, rzepak.... można by długo wymieniać a i tak nie uda nam się wymienić wszystkich elementów tych nietypowych 'perfum'. Kiedy myślę o maju, mogę poczuć ten niezwykły zapach. Czerwiec natomiast przygotował prawdziwą ucztę dla podniebienia. Truskawki, czereśnie, soki i koktajle, świeże warzywa z ogródka. Istny to raj dla smakoszy. Aż przechodzą mnie dreszcze, kiedy pomyślę jakie pyszności na mnie czekają. Sierpień zostawia wyraźny ślad na mojej skórze. Gorący piasek pod stopami, słońce drażniące powieki, muskające moją skórę i delikatny wiatr rozwiewający włosy, kiedy wyleguję się w hamaku. Piegi to stygmaty sierpnia. Grudzień jest prawdziwą kulminacją wszystkich zmysłów. Kiedy pomyślę o ostatnim miesiącu w roku, pierwszy nie jest zapach choinki czy pierników, pierwsze są dźwięki. Zapachy przychodzą później. Dźwięk kolęd, dzwonów bijących na pasterkę, gwar rozmów i śmiech podczas bożonarodzeniowego jarmarku. Taki właśnie jest grudzień.








bluzka: Dresslink, spodnie: Mango, buty: H&M, torebka: DKNY

Na hasło: Blog15 otrzymacie 10% rabatu na zakupy w sklepie internetowym Dresslink.

niedziela, 17 maja 2015

lubię, a rzadko robię...

Uwielbiam blogi za ich różnorodność i za to, że poruszają tysiące tematów. Dzięki nim zawsze znajdę coś, co mnie zainspiruje i skłoni do refleksji. Ostatnio natrafiłam na bloga zakładnicy codzienności i post lubię, a rzadko robię, w którym autorka podzieliła się pewnym ćwiczeniem umysłowym, polegającym na wymienieniu kilku rzeczy, które sprawiają nam przyjemność, ale na które bardzo często brakuje nam czasu. Jako, że od pewnego czasu zaczęłam zwracać większą uwagę na dbanie o samą siebie (chodzi mi nie tylko o wygląd, ale również o komfort psychiczny i samorozwój), zaczęłam zastanawiać się nad tym, co sprawia mi przyjemność i dlaczego tak się dzieje, że często z tego rezygnuję, na rzecz innych, wydawałoby się, że ważniejszych spraw.

Lubię, a rzadko robię...

świeże kwiaty w domu
Świeże kwiaty (tak jak świecie i lampki zimą) sprawiają, że w domu robi się przyjemniej. Za każdym razem, kiedy patrzę na taki bukiet, poprawia mi się humor. Niestety, zbyt rzadko kupuję sobie kwiaty, jakoś nigdy mi nie po drodze do kwiaciarni.

kupowanie pięknie wydanych albumów
Uwielbiam pięknie wydane książki. Albumy o modzie, designie czy książki kucharskie (pomimo tego, że nie gotuję zbyt dobrze) mogłabym przeglądać godzinami. Niestety ostatnio jakoś przestałam kupować książki a przyczynił się do tego czytnik i brak miejsca na półkach.

śniadanie w łóżku
Najprzyjemniejszym sposobem na rozpoczęcie dnia jest śniadanie przyniesione do łóżka. Niestety w tygodniu nie ma na to zupełnie czasu, a i nie zawsze ktoś chce zrobić mi takie śniadanie. A na to przecież już nie mam wpływu.

taniec
Uwielbiam tańczyć, ale wieczorne wyjścia do klubów zaczęły mnie męczyć. Rekompensuję to sobie wyczyniając szalone tańce podczas sprzątania domu.

wystawy i wernisaże
Wystawy fotograficzne należą do moich ulubionych, ale we Wrocławiu są organizowane stosunkowo rzadko, a nigdy nie mogę się zmobilizować, żeby pojechać na wystawę do innego miasta. 

piknik/jedzenie na świeżym powietrzu
Piknik na świeżym powietrzu, smaczne jedzenie i leniwe czytanie książek to świetny sposób na spędzanie wolnego czasu. Jak pogoda zrobi się przyjemniejsza i będę miała chwilę czasu, koniecznie muszę to nadrobić.




 
kamizelka: ebay, spodnie: uszyte przez krawcową, koturny: Mango

piątek, 8 maja 2015

marzenia, które nigdy się nie spełnią, ale warto je mieć

Riennahera jest mistrzynią w pisaniu tekstów. Nawiązując do Niekończącej się Opowieści przypomina, dlaczego warto marzyć. Podczas czytania tego posta stwierdziłam, że jego pisanie musiało być naprawdę świetną zabawą i postanowiłam stworzyć swoją własną listę marzeń. Ja jednak skupię się na tych zupełnie oderwanych od rzeczywistości, które wiem, że nigdy się nie spełnią, ale byłoby miło, gdyby jednak. Popuśćmy wodze wyobraźni....

1. Żebym miała taką torebkę jak Hermiona. Małych rozmiarów, która pomieści wszystko, co dusza zapragnie i wcale nie będzie ważyć kg. Ponadto znajduje się w niej wszystko na zawołanie.

2. Żeby przestano dodawać do hamburgerów czerwoną cebulę. Nie wiem czemu, ale wszyscy uważają, że czerwona cebula pasuje do każdego hamburgera i nawet, kiedy w jego opisie nie ma cebuli, ostatecznie i tak się w nim znajdzie. A ja tak bardzo jej nie lubię.

3. Żeby autorzy książek wydawali od razu całą serię. A przynajmniej w odstępie trzech miesięcy. Trzy miesiące jestem jeszcze w stanie wytrzymać, aż wyjdzie kolejna część sagi, ale roczne i dłuższe przerwy są dla mnie prawdziwą torturą. Jestem bardzo niecierpliwa i już, natychmiast chciałabym wiedzieć, jakie będą dalsze losy moich ulubionych bohaterów.

4. Idealne włosy. Codziennie toczę wojnę z moimi cienkimi, niechcącymi się układać i odstającymi w każdą stronę włosami. I jak na razie codziennie przegrywam tę wojnę.

5. Umiejętność teleportacji. Zamykam oczy i znajduję się na drugim końcu świata.

6. Porozumiewanie się w każdym języku świata. Bo przecież jak już będę się teleportować po całym świecie, to przydałoby się jakoś dogadać z tymi wszystkimi ludźmi. 

7. Zdobycie wszystkich umiejętności, o których kiedykolwiek marzyłam. Gra na skrzypcach, strzelanie z łuku, nurkowanie, żeglarstwo, pilotowanie helikoptera.

8. Zatańczenie w balecie Jezioro łabędzie i Dziadek do orzechów.

9. Piękny głos. Żebym w końcu mogła publicznie śpiewać i nikt by się przy tym nie krzywił i nie kazał mi się zamknąć.

10. Przeżycie wielkiej, epickiej przygody życia (to już ewidentnie jest zgapione od Riennahery, ale kto by nie chciał przeżyć wspaniałej przygody).

11. Żebym podczas tej przygody spotkała elfy, wróżki, jednorożce, syreny i inne baśniowe stwory.

12. Żeby paznokcie się nie łamały a mój manicure był zawsze idealny.

13. Żebym mogła kupić i odnowić jeden z wielu opuszczonych, niszczejących zamków na Dolnym Śląsku.

14. Żeby zamknięto dla mnie całe centrum handlowe (najlepiej takie z luksusowymi markami) i robiłabym zakupy bez tłumów ludzi i kolejek do kasy.

15. Wynalezienie jakiegoś przełomowego odkrycia. Żeby później uczono się o mnie w szkole.

16. Zostanie piratem.

17. Pójście na przycięcie w XVIII-wiecznej Anglii. 

18. Zdobycie się na odwagę, żeby w końcu zafarbować włosy. I nie żałować tej decyzji.

19. Mieć osobistego kucharza. Lubię dobrze zjeść, ale nie zawsze mam czas, żeby gotować (poza tym moje umiejętności kucharskie są raczej marne) i pieniądze, żeby pójść do restauracji. Osobisty kucharz rozwiązałby te problemy.

20. Własna fabryka czekolady.








kombinezon: Gina Tricot, szpilki: Mango

piątek, 1 maja 2015

Gdzie zjeść w Pradze?

Długi majowy weekend jest tuż za rogiem i zapewne niektórzy z Was korzystając z kilku wolnych dni, wybiorą się na wycieczkę. Prawdopodobnie część osób odwiedzi moją ukochaną Pragę, dlatego postanowiłam podzielić się z Wami kilkoma miejscami, gdzie można zjeść i się napić. Jeżeli jesteście zainteresowani moją relacją z Pragi zapraszam tutajtu. Polecam również mój wpis z ciekawymi muzeami.


Cafe Savoy

Vitezna 5
Praga 150 00

To jedna ze słynniejszych praskich restauracji. Ma przepiękne wnętrze z neorenesansowym sufitem z 1893 roku. Restauracja ma również własną piekarnię i cukiernię, gdzie codziennie dostaniemy świeże wypieki. My wybraliśmy się tam na śniadanie i powiem szczerze, że prawie byśmy tam nie zjedli, takie były tłumy. Na szczęście zwolnił się stolik i mogliśmy cieszyć się naprawdę pysznym i sytym śniadaniem. Zamówiliśmy english and french breakfast i dodatkowo dostaliśmy jeszcze koszyk pieczywa wypiekanego na miejscu. Jeżeli chcecie odwiedzić to miejsce, lepiej wcześniej zarezerwować stolik.












Cafe Imperial

Na Porici 15
Praga 11000

To kolejna restauracja, która skusiła mnie pięknym wnętrzem. Sufit i ściany zdobią mozaiki z oryginalnych płytek ceramicznych Art Noveau z 1914 roku. Oprócz pięknych widoków, mogliśmy cieszyć się również pysznym śniadaniem i bardzo miłą obsługą. Cafe Imperial ma w swojej ofercie dania czeskie oraz kilka międzynarodowych pozycji. Ja wybrałam pancakes a Łukasz jakiś zestaw śniadaniowy. Porcje nie były już tak duże, jak w Cafe Savoy, ale były naprawdę smaczne i o połowę tańsze.











Absynterium

Jilská 7
110 00 Praha 1

W Pradze, oprócz pubów i winiarni, znajduje się również Absynterium, gdzie można napić się różnego rodzaju absyntu. Poza drinkami, możemy wypić również kawę z absyntem czy zjeść zmarźliny. Z absyntem nie miałam wcześniej styczności i było to ciekawe doświadczenie, ale to nie do końca moje klimaty.






Piekarnia Krusta

Karlova 44
Praga 110 00

Piekarnia Krusta znajduje się tuż przy rynku. Lokalizacja oraz pyszne wypieki sprawiają, że zawsze jest tam kolejka. Piekarnia ma w swojej ofercie tradycyjne trdlo, croissanty, ciastka z kruszonką, słodkie i wytrawne bułki oraz najpyszniejszą białą czekoladę do picia.








James Dean

V Kolkovne 1
Praga 110 00

To restauracja rodem z amerykańskich seriali z lat 50-tych. Znajdziemy tutaj szafę grającą, automat z gumami kulkami, plakaty z Marilyn Monroe i Jamesem Deanem oraz kelnerki ubrane w stroje retro. Meble znajdujące się w restauracji są inspirowane fotelem Chevrolet Bel Air z 1952 roku. Jedzenie jest średnie, ale warto wybrać się tutaj ze względu na atmosferę miejsca i genialne drinki (w szczególności polecam ananasowe martini a dla osób, które nie piją alkoholu - lemoniadę z owoców leśnych). Zamówiliśmy hamburgera, kanapkę z wołowiną i tortillę, z czego hamburger i tortilla były naprawdę przeciętna, a kanapka smaczna, tylko zimna.











Kolonial

Siroka 25/6 
Praga 110 00

Do restauracji Kolonial wybraliśmy się na wieczornego drinka, kiedy byliśmy już po kolacji. Na dzień dzisiejszy mogę pochwalić jedynie wystrój i miłą obsługę, ale słyszałam, że jedzenie mają równie dobre. Tak bardzo nam się tam spodobało, że następnym razem wrócimy coś zjeść.