środa, 29 kwietnia 2015

asymetryczna spódnica i bluzka w paski

W tym tygodniu rzeczywistość chwyciła mnie z całych sił swoimi szponami. Wczepiła się we mnie i nie chce puścić. Dopuściłam się zbrodni i raczę się energetykami. Tylko one sprawiają, że nie śpię na stojąco. Chyba się starzeję, skoro sen stał się dla mnie priorytetem. Na szczęście zbliża się długi weekend i mam nadzieję, że przez te kilka dni trochę odpocznę. A co was? Też macie taki szalony tydzień czy mija wam on spokojnie?







spódnica: second hand, bluzka: Jennyfer, koturny: Mango

wtorek, 21 kwietnia 2015

jak remont wpływa na naszą kulturę osobistą

W większości ludzie są cywilizowani (a przynajmniej sprawiają takie wrażenie). Zdarzają się jednak takie sytuacje, kiedy nawet z najbardziej kulturalnego człowieka wychodzi Neandertalczyk. Jedną z takich sytuacji jest remont. U mnie właśnie jest. Na szczęście niewielki, ale pomieszczenia, bez którego trudno funkcjonować. Zaczął się u mnie remont kuchni i po dwóch dniach nie mogę funkcjonować w takich warunkach. Ba, nikt z domowników nie może. Oprócz hałasu i brudu, zniknęło gdzieś większość naszego opanowania i kultury. Ilość kur... i innych epitetów przekroczyła limit pięćset krotnie. W sumie nie ma co się dziwić, kiedy kurz przenika do każdego pomieszczenia, pomimo że kuchnia jest dobrze zabezpieczona. Moje włosy powoli zaczynają robić się sztywne i nawet codzienne ich mycie nie pomaga. Dostęp do kawy i herbaty został całkowicie odcięty a liczba normalnych posiłków została zredukowana do minimum (mam problemy z zagotowaniem wody a co dopiero mówić o ugotowaniu obiadu). Brudne naczynia przeniosły się do łazienki i będą myte w zlewie w ogóle do tego nieprzystosowanym. Pies chwilowo został z domu eksmitowany i zaczyna brakować mi jego mordki. Każdy na siebie warczy i odzywa się półsłówkami. Nikt już nie używa pełnych zdań... Na szczęście za tydzień wszystko wróci do normy a my wrócimy do swoich bardziej kulturalnych wcieleń. Trzymajcie kciuki, żebym do tego czasu całkiem nie zdziczała.






 
bluzka: Jennyfer, spodnie i szpilki: Mango

poniedziałek, 13 kwietnia 2015

Francuski styl i szyk - dlaczego celebrujemy mit, który nie istnieje?

Ostatnio na polskim rynku wydawniczym dużą popularnością cieszą się poradniki dotyczące francuskiego stylu życia. "Lekcje Madame Chic", "Bądź Paryżanką, gdziekolwiek jesteś", "Francuski szyk! Zostań własną stylistką", "Księga stylu Coco Chanel. Jak stać się elegancką kobietą z klasą" czy "Sposoby Francuzek na urodę, szczupłą sylwetkę i zdrowie" to tylko niektóre z nich. W końcu Francuzki są eleganckie, zadbane, zawsze wyglądają dobrze, nawet w jeansach i t-shircie, mają klasę i urok. Tylko że nie do końca jest to prawda. We Francji bywam często, ponieważ mam tam rodzinę i z własnych obserwacji wiem, że większość stwierdzeń zawartych w tych książkach, to po prostu stereotypy i z rzeczywistością mają niewiele wspólnego.

Przede wszystkim, Francuzki wcale nie są eleganckie a wyczucia mody nie wyssały z mlekiem matki. Francja to duży kraj i nie można oczekiwać, żeby każdy był ładnie i schludnie ubrany, ale na ulicach często można spotkać kobiety, które są po prostu niechlujne. Potrafią chodzić w jednym, wyciągniętym t-shircie przez tydzień. Do tego dużo palą i zachowują się głośno. Wydaje mi się, że stereotyp mówiący o tym, że Francuzki dobrze się ubierają pochodzi z czasów, kiedy Francja była głównym ośrodkiem, gdzie tworzyła się wielka moda.

Drugim mitem jest ta część życia kulturalnego mówiąca o tym, jak to Francuzki spędzają czas w operze, filharmonii i na wystawnych przyjęciach i jest to jednym z kluczowych elementów bycia stylowym. Jednak często bywa tak, że Francuzki spędzają wolne popołudnia w centrach handlowych. Poza tym, nie zauważyłam jakiegoś szczególnego dbania o zdrową sylwetkę. Są ludzie, którzy interesują się tematem zdrowego odżywiania i uprawiają sporty, ale to tak samo jak wszędzie. Francja nie wyróżnia się pod tym względem.

Paryż to miasto przez wielu idealizowane i dlatego dobrze się sprzedaje. Tym, którzy ulegają jego magii (tudzież dobremu pr-owi), wydaje się że Francja jest idealnym miejscem do życia. Że ludzie są tam szczęśliwsi, mają więcej czasu i pieniędzy. Dlatego kupujemy tego rodzaju poradniki. Wydaje nam się, że będąc tą idealną kobietą, nasze życie stanie się łatwiejsze, że pozbędziemy się naszych problemów.

Wcale nie bojkotuję tego typu poradników, ponieważ uważam, że wszystko, co motywuje nas do zmian na lepsze, co pokazuje jak możemy nad sobą pracować, jest jak najbardziej potrzebne. Poza tym, w większości te książki są przepięknie wydane i naprawdę cieszą oko. Jednak po przeczytaniu kilku książek w temacie "francuskiego stylu życia" zauważyłam, że ciągle poruszane są te same kwestie a temat jest traktowany schematycznie. A dążenie do sztucznego, idealnego stylu życia, w którym zabronione jest robienie pewnych rzeczy (np. zakładanie dresu czy butów emu), a inne są wręcz wymagane, jest bez sensu i na dłuższą metę nie da nam szczęścia.






sukienka: Lous, kurtka: Stradivarius, torebka: vintage, botki: Isabel Marant