wtorek, 30 grudnia 2014

czytelnicze podsumowanie roku 2014



Kolejny rok dobiega końca, więc nadszedł czas na przedstawienie listy książek, które udało mi się przeczytać. Zobaczcie, jakie tytuły przypadły mi do gustu i których lepiej unikać. Wcześniejsze podsumowania znajdziecie tutaj: #1, #2, #3. I oczywiście, jak zawsze, proszę o podsuwanie mi ciekawych tytułów.

Warto przeczytać:

1. "Jej wszystkie życia" Kate Atkinson
Listę otworzymy powieścią, przedstawiającą różne wersje życia i śmierci Urusli Todd, które zależą zarówno od decyzji podjętych przez główną bohaterkę, różne osoby z jej otoczenia jak i od czystego przypadku. Słodko-gorzka książka, która niesamowicie wciąga, ponieważ zmusza czytelnika do składania jej elementów niczym puzzli, które co rusz się rozsypują.

2. "Znaki szczególne" Paulina Wilk
Jest to najnowsza książka Pauliny Wilk, będąca prywatnym zapisem dorastania w czasie demokratycznych transformacji. Znajdziemy tutaj opis burzliwych czasów przemian historycznych i ich skutków w życiu codziennym zwykłych ludzi. 

3. "Czesałam ciepłe króliki" Dariusz Zaborek
Dariusz Zaborek rozmawia z Alicją Gawlikowską-Świerczyńską - lekarką, byłą więźniarką obozu w Ravensbrück. O czym? O jej młodości, pracy w konspiracji, pobycie w obozie i życiu po wojnie. A także o wielkim optymizmie i o tym, że człowiek może przetrwać naprawdę wiele.

4. "Białe. Zimna wyspa Spitsbergen" Ilona Wiśniewska
Spitsbergen to największa wyspa archipelagu Svalbard a Ilona Wiśniewska jest jedną z osób, z prawie pięćdziesięciu krajów, które zdecydowały się tutaj żyć i pracować. Opowiada ona o niezwykłych miejscach na wyspie oraz ludziach, którzy żyją w tych nadzwyczaj ekstremalnych warunkach klimatycznych. Tam, gdzie jest zimo i ciemno, robi się fascynująco.

5. "Moda. Wielka księga ubiorów i stylów" opracowanie zbiorowe
Jest to przepięknie wydany album przedstawiający 3000 lat z historii mody. Pozycja absolutnie obowiązkowa dla miłośników mody, sztuki i stylu (recenzja książki powinna pojawić się na blogu jeszcze w styczniu).


Lepiej sobie darować:

1. "Człowiek, który stworzył Zarę" Covadonga O'Shea
Jest to jedna ze słabiej napisanych biografii "modowych". Za dużo lukru, za mało rozwinięte wątki, które są ciekawe w kontekście tego typu działalności. Wyłącznie dla prawdziwych fanów Zary. 

2. "Bądź Paryżanką, gdziekolwiek jesteś", "Francuski szyk! Zostań własną stylistką", "Lekcje Madame Chic"
Nie wiem co takiego jest w książkach o francuskim stylu, ale zawsze daję się skusić i wracam do domu z kolejną pozycją. Później zawsze tego żałuję, bo nie ma w nich nic odkrywczego, każda jest do siebie bardzo podobna. Książki spodobają się jedynie osobom, które lubią mieć coś pięknie wydanego, dla czystej przyjemności posiadania czegoś ładnego lub tym, którzy są zafascynowani 'francuskim stylem'.

sobota, 27 grudnia 2014

szary płaszcz i wężowa sukienka


Jest grudniowy wieczór. Po trzech dniach noszenia 'najlepszych wyjściowych' ubrań, spódniczek i szpilek, dzisiejszy dzień spędzam rozczochrana i w piżamie. Resztki jedzenia zniknęły z lodówki już wczoraj, więc dzisiaj objadamy się czekoladkami, cukierkami i mandarynkami. Miejscówkę przed telewizorem zamieniłam na wygodny fotel i z ogromną przyjemnością oddaję się lekturze książki "Moda w okupowanej Francji i jej polskie echa", którą znalazłam pod choinką. Już i tak przez te kilka dni wystarczająco się odmóżdżyłam, nadrabiając telewizyjne zaległości z całego roku. Jakby tego było mało, to nabawiłam się stanów lękowych, kiedy na ekranie telewizora, co kilka minut pojawiała się Ewelina Lisowska obniżając niskie ceny. A łudziłam się, że wystarczy wyłączyć radio i przestanie mnie prześladować.

To tak w skrócie, co u się działo u mnie przez kilka ostatnich dni. A Wam, jak minęły Święta?










płaszcz: sheinside, sukienka: sh, torebka: Zara, szalik: Gyalmo, botki: Bronx

sobota, 20 grudnia 2014

Jak dostać wymarzony prezent na święta?

Każdy z nas, chociaż raz w życiu, znalazł pod choinką prezent, który niekoniecznie mu się podobał. Mam dla Was kilka porad jak delikatnie zasugerować rodzinie i znajomym, co chcielibyśmy dostać. Jako przykłady podaję książki, torebkę i sukienkę, czyli to, co sama chciałabym dostać, ale w ich miejsce możecie wstawić wszystko, o czym marzycie.

1. Przy każdej okazji śpiewaj hit Mariah Carey "All I want for Christmas is... book".
2.Upiecz pierniczki w kształcie wymarzonego prezentu. Przy każdej wizycie częstuj nimi rodzinę i znajomych.
3.Przygotuj ozdoby świąteczne w kształcie wymarzonego prezentu. Upewnij się, że przy ubieraniu choinki będzie pomagać ci osoba, od której chciałabyś otrzymać ten prezent.
4. Zamiast tradycyjnego bałwana, ulep ze śniegu torebkę z dobrze widocznym logo (uwaga, żeby zrealizować ten punkt potrzebny jest śnieg).
5. Zmień tapetę w swoim telefonie, tablecie i laptopie, w telefonie chłopaka, mamy i taty. Wybierz zdjęcie tej czerwonej sukienki, która tak bardzo ci się podobała. 
6. Ustaw w komputerze stronę startową z adresem sklepu, z którego pochodzi twój wymarzony prezent.
7.  Do każdej rozmowy wtrącaj nazwisko swojego ulubionego pisarza.
8. Jeżeli jesteś blogerką, napisz post o sposobach na delikatne sugestie dotyczące dawania prezentów.  






 
top i marynarka: sh, spodnie i buty: Mango

czwartek, 18 grudnia 2014

miss katastrofa

W moim życiu nastała harmonia. Taka od linijki. Jeden wspaniały tydzień, zastępuje taki, o którym chciałoby się natychmiast zapomnieć. Poniedziałek to taka magiczna granica, było dobrze i nagle coś zaczyna iść źle. Niczym za sprawą magicznej różdżki katastrofa goni katastrofę, wszystkie poczynione plany biorą w łeb, a jeden siniak zastępuje kolejny. Chyba jestem największą niezdarą, jaką widziała ta planeta. Tylko ja potrafię potknąć się o własne spodnie, idąc kopnąć się butem w kostkę czy wejść czołem prosto w drzwi (otwarte, w tę cieńszą końcówkę). Dodajmy do tego pobitą miskę (dzięki mnie, w domu ostały się całe dwie), zafarbowaną bluzkę (bo ktoś oczywiście nie zauważył tych bardzo rzucających się w oczy czerwonych majtek) i posłodzenie kawy solą i mam w kieszeni tytuł "miss katastrofa". Na szczęście, według zasady prawdopodobieństwa, przyszły tydzień powinien być lepszy. No i w końcu będę miała choinkę. Mam tylko nadzieję, że podczas ubierania nie przewróci się na mnie.







sukienka i torebka: sh, sweter: Stradivarius, kozaki: Bruno Premi

poniedziałek, 15 grudnia 2014

biały, czarny, szary

Jestem osobą, która bardzo szybko zapala się do nowych rzeczy, ale równie szybko potrafi tracić do nich zapał (zwłaszcza, jeżeli coś mi nie wychodzi). Objawiało się to już w dzieciństwie, kiedy to wymarzony zawód zmieniałam, co najmniej kilka razy w miesiącu. Kim ja to nie chciałam być. Przeważnie wybierałam dość nierealne profesje, takie jak: uczeń Hogwartu, czarodziejka (oczywiście, że z Księżyca) czy Tomek Wilmowski. Zdarzały się też normalne zawody, ale dość rzadko. Chciałam zostać dziennikarką, nauczycielką czy fryzjerką. Przy czym miłość do fryzjerstwa znikła, kiedy obcięłam włosy mojej ulubionej lalce i okazało się, że one już nie odrosną. Od kilku lat jestem jednak zmuszona realizować tę niespełnioną ambicję, kiedy trzeba ostrzyc psa. U psiego fryzjera byłam jeden raz i już tam nie wróciłam, bo po pierwsze drogo, trzeba do niego dojechać (z psem, który nie lubi jeździć samochodem) a pani fryzjerka i tak nie ostrzygła go tak, jak chciałam. Zawzięłam się więc, kupiłam maszynkę i próbuję udawać, że wiem, co robię. Marnie mi wychodzi to udawanie, kiedy jego efekty są widoczne gołym okiem a każda łapa psa wygląda jak z innej bajki. Oczywiście nie daję zbić się z tropu, kiedy wszyscy się śmieją i z wyższością w głosie oznajmiam, że taki był zamysł i oni absolutnie się nie znają. Na szczęście główny zainteresowany nie wypowiada się w tej sprawie. I dobrze, bo krytyki z jego ust (a raczej pyszczka) bym nie zniosła.






płaszcz: sheinside, golf: sh, spodnie: Anja Rubik x Mohito, botki: Vagabond, torebka: Zuzia Górska

czwartek, 11 grudnia 2014

kulinarna mapa Wrocławia: Cztery Jelenie Grill Bar


Już dawno nie było postów z cyklu 'kulinarna mapa Wrocławia'. Działo się tak, dlatego że ostatnio nie mieliśmy czasu na chodzenie po restauracjach, a jak już znaleźliśmy chwilę to zazwyczaj nie miałam przy sobie aparatu. 

Cztery Jelenie Grill Bar to niedawno powstały lokal przy Placu Konstytucji 3 Maja. Głównym punktem menu są hamburgery i pierogi. Do tego dostaniemy codziennie inną zupę i danie dnia. Knajpka jest bardzo malutka (miejsca wystarczyło jedynie na pięć krzeseł), za to świetnie urządzona. Ma się wrażenie, jakby znalazło się w górskiej chatce czy mieszkaniu leśniczego.






Kiedy zobaczyłam w menu burgera z dziczyzną, od razu wiedziałam, że trafi na nasz stół (bardzo lubię mięso z jelenia, a niestety niewiele restauracji we Wrocławiu je podaje). Dodatkowo zamówiliśmy danie o wdzięcznej nazwie 'rąbanka z lasu', czyli grillowana wołowina lub kurczak w bułce. Wszystko było bardzo smaczne, mięso odpowiednio wysmażone i doprawione. Bułka była chrupiąca i nie sypała się. Wzięte na wynos pierogi meksykańskie również było dobre, chociaż jak dla mnie odrobinę za ostre.




Cztery Jelenie Grill Bar to świetnie urządzone miejsce, z miłą obsługą i smacznym (i niedrogim) jedzeniem. Minusem jest wielkość lokalu. Przy mroźnej pogodzie i dużym ruchu, kiedy drzwi są ciągle otwierane, w lokalu robi się chłodno i ciągnie po plecach. Jednak taka mała niedogodność nas nie zniechęciła i na pewno tu jeszcze wrócimy. Może tym razem na zupę?





Cztery Jelenie Grill Bar
Plac Konstytucja 3 Maja 8

wtorek, 9 grudnia 2014

ubranie jak mundurek szkolny


W czasach nastoletnich zachwycałam się wszystkim, co amerykańskie (cheerleaderkami, uczelniami z ich kampusami i bractwami, czy szkolnymi mundurkami). Bezpośredni wpływ na moje zainteresowania miały gwiazdy kultury pop (Britney Spears, Spice Girl czy Backstreet Boys) i Bravo Girl, namiętnie przeze mnie kupowane i czytane pod szkolną ławką. W późniejszym okresie z kultury amerykańskiej przerzuciłam się na japońską (Naruto i Bleach), która jednak posiadała jedną taką samą cechę, co jej poprzedniczka - mundurek szkolny. Ja, na szczęście należę do pokolenia, które ominęło noszenie mundurków szkolnych. Może to i paradoks, ale te proponowane przez nasze ministerstwo edukacji, bardziej przypominały uniform woźnego niż mundurki pokazywane w anime, dramach czy amerykańskich serialach. Bardzo się cieszyłam, że nie muszę nosić narzucanych przez kogoś ubrań i jednocześnie marzyłam o pięknym uniformie z króciutką spódniczką, swetrem, podkolanówkami i krawatem/kokardą.

Dzisiejszy zestaw jest luźną interpretacją mundurka szkolnego i pokłonem w stronę niespełnionego marzenia z dzieciństwa.









szalik: Gyalmo, sweter: Mango, marynarka: sh, spódnica: Pull&Bear, torebka: DKNY, kozaki: Bruno Premi

sobota, 6 grudnia 2014

Mikołajki

Ręka w górę, kto w tym roku był grzeczny i Mikołaj przyniósł mu prezent? A kto nie był i prezent kupił sobie sam? U mnie z zachowaniem bywa różnie. Najczęściej jestem grzeczna, miła i w ogóle do rany przyłóż, ale czasami wychodzi ze mnie zołza, więc żeby było sprawiedliwie do mikołajowego prezentu dołożyłam jeszcze jeden ode mnie, dla mnie (prezentami chwalę się na Instagramie ). Jak to jest u Was z prezentami? Bo my mamy prosty układ - ja daję Mikołajowi listę rzeczy, których pragnę, on mówi, że nie chce żadnego prezentu i wtedy zaczynają się ewentualne negocjacje (przy czym Mikołaj to twarda sztuka, w ciągu ostatnich kilku lat powiedział raz konkretną rzecz, którą by chciał). Jako, że kobiety to nie tylko ta ładniejsza, ale również bardziej przebiegła płeć, zawsze jakoś go tak podejdę, że nawet się nie zorientuje, kiedy poda mi pomysł na prezent. I tak żyjemy sobie z Mikołajem w zgodzie i harmonii. I tylko przydałby się jeszcze pokój na świecie.






bluzka: sh, spodnie: Zara, torebka: Zuzia Górska, płaszcz: sheinside