wtorek, 28 października 2014

kobiece niezdecydowanie

Rzadko piszę tu o swoich wadach, bo przecież nikt nie lubi tych swoich mniej idealnych cech. A już na pewno nikt nie lubi o nich opowiadać. Jedną z moich największych wad jest niezdecydowanie (chociaż niektórzy mężczyźni twierdzą, że jest to cecha wszystkich kobiet). Gdyby zekranizowano wiersz "Osiołkowi w żłoby dano" z powodzeniem mogłabym zagrać osiołka, moje niezdecydowanie często sięga tak ekstremalnego poziomu. Idealnym przykładem są dzisiejsze zdjęcia, oglądałam je już kilka razy i nadal nie mogę się zdecydować czy mi się podobają, czy nie. Płaszcz, który na żywo prezentuje się fantastycznie, okazał się być bardzo niewdzięczny przy fotografowaniu. Tu się pogniótł, tu pozawijał a na innym zdjęciu zniekształca sylwetkę. Do tego dochodzą moje włosy, które żyją własnym życiem (akurat weszłam w najgorszą fazę zapuszczania włosów i nic się z nimi nie da zrobić) i twarz jak u chomika (popatrzcie na te moje pućki i odstające uszu). Z drugiej jednak strony zdjęcia ze zbliżeniem na płaszcz są świetne a połączenie tych spodni i butów sprawia, że moje nogi wyglądają fantastycznie. I jak tu zadowolić kobietę?









płaszcz: sheinside, sweter: Gina Tricot (sh), spodnie: Mango, botki: Venezia

sobota, 25 października 2014

przygotowania do zimy

Wprawdzie poniższy tekst publikowałam już w zeszłym roku, ale sytuacja ta powtarza się co rok i pomyślałam, że warto byłoby go sobie przypomnieć.

Powoli przełączam się na tryb jesienno-zimowy (czyli jak najmniej zmarznąć i przetrwać do wiosny). Z roku na rok coraz lepiej opanowuję, jakże trudną, sztukę przetrwania w ekstremalnych warunkach. Jedni przygotowują się na koniec świata, ja przygotowuję się na nadejście zimy. Oni robią spis zgromadzonych zapasów, ja robię przegląd ciepłych ubrań. Oni znoszą do schronu śpiwory, wodę i lekarstwa, ja przyniosłam ze strychu swetry, szaliki i płaszcze. Oni gromadzą puszki z długoterminową żywnością, ja zaopatrzyłam się w prawdziwy miód i różne rodzaje herbaty. Oni ćwiczą plan ewakuacji, ja trenuję swobodne poruszanie się w dziesięciu warstwach ubrań.

Prawdopodobnie zima nadejdzie prędzej niż koniec świata, jednak gdy tak się stanie będziemy zwarci i gotowi. Ja i oni. A Wy?








sweter: Stradivarius, spódnica: Gina Tricot, botki: Mango, torebka: DKNY

wtorek, 21 października 2014

oswoić dynię


Dzisiejszy dzień sponsoruje litera P, jak pomarańczowy. Bo właśnie w tym kolorze są nie tylko przygotowane przeze mnie smakołyki, ale również moje palce i podłoga w kuchni (bo przelewając zupę z blendera do garnka, udało mi się połowę wylać na podłogę). Z porannych zakupów wróciłam z dynią. Moi domownicy podeszli do niej z pewną dozą niepewności (chociaż całkiem prawdopodobne jest, że nie dowierzają moim umiejętnościom kulinarnym, a nie dyni, jako takiej). A ja z zapałem godnym master chefa zabrałam się do gotowania. Mężczyźni zgodnie orzekli, że oni 'nie będę jeść jakiejś papki'. Myślałam, że może skuszę ich słodkim, ale w momencie, kiedy zaproponowałam dyniowe muffinki spojrzeli na mnie tak, jakbym mówiła w jakimś obcym języku. Pomyślałam 'nie, to nie, będzie więcej dla mnie' i lekko obrażona wróciłam do kuchni. Niestety nie było mi dane zakosztować słodyczy muffinek, bo ledwo wystygły a już ich nie było. Dla mnie została zupa.







 
sukienka: second hand, torebka: Chloe, kozaki: Bruno Premi

niedziela, 19 października 2014

miły, już jesień

Jesień to idealna pora na poezję. Na jej tworzenie i czytanie. 

“Po drodze było zupełnie złoto. Drzewa umierają - inaczej niż ludzie. Drzewa wyglądają tak, jak gdyby cieszyły się własną śmiercią. Wprawdzie potem będzie wiosna i one odkwitną znowu, ale ty wiesz, że nigdy nie można mieć pewności. No i skąd o tym mają wiedzieć drzewa? Dla nich na pewno każda jesień jest ostania.” Halina Poświatowska











top: Asos, marynarka: Choies, spodnie: second hand (made in Poland), koturny: Mango

wtorek, 14 października 2014

Pola Rudnicki x Glamour


Długo szukałam sukienki na jesień, która nie byłaby bezkształtnym workiem. W końcu trafiłam na wełnianą sukienkę zaprojektowaną przez Polę Rudnicki we współpracy z magazynem Glamour (jest ona dostępna wyłącznie na stronie showroom.pl). Szara wełna, kieszenie, piękny krój i jest idealnie.








sukienka: Pola Rudnicki, ponczo: TkMaxx, kozaki: shoeszone

niedziela, 12 października 2014

Wrocławscy Ulicożercy | Festiwal Food Trucków i Zacnego Piwa

 
Wczoraj we Wrocławiu odbył się kolejny zlot food trucków. Tym razem impreza zapowiadała się jeszcze ciekawiej ze względu na ilość uczestniczących w niej aut. Miało ich być aż 29, czyli więcej niż na dwóch poprzednich zlotach razem. Jako fanki dobrego ulicznego jedzenia, nie mogło mnie tam zabraknąć.

Spodziewając się tłumów, do Browaru Mieszczańskiego wybraliśmy się tuż przed rozpoczęciem imprezy (dlatego na niektórych zdjęciach część aut jest jeszcze zamknięta). Później gratulowałam sobie przezorności, bo w spokoju, bez stania w kolejkach i przeciskania się w tłumie, mogliśmy cieszyć się pysznym jedzeniem.









Nie wiedzieliśmy od czego zacząć, ale tym razem darowaliśmy sobie wrocławskie food trucki, chcieliśmy sie skupić na tych przyjezdnych. Przejrzawszy ofertę aut okazało się, że co drugi z nich serwuje burgery. I w tym momencie wiedziałam już, że tego dnia na pewno nie zjem żadnego. Na szczęście food truck 4 kółka i bułka miał dla mnie idealną propozycję - grillowane kanapki z ogonem byka, ozorem wołowym, policzkami wołowymi czy antrykotem. Kanapka z antrykotem była przepyszna, mięso było zrobione po mistrzowsku.

Bardzo liczyłam na food truck Wheel Meel z kuchnią meksykańską, bo we Wrocławiu próżno szukać miejsca z dobrym meksykańskim jedzeniem (jeżeli takie znacie, proszę oświećcie mnie). Taco, które zamówiłam było dość przeciętne, za to dyniowe frytki były bardzo smaczne.




Mój Ł. jest zdecydowanie mięsożercą i nie mógł sobie odpuścić dobrego hamburgera. Wybór był ciężki, bo burgery oferowało co drugie auto. W końcu padło na Beef'N'Roll i hamburgera z salsą pomidorową, sosem chilli, papryką jalapeno, sałatą, piklami i serem mimolette. Całość bardzo mu smakowała.



Na koniec skusiliśmy się jeszcze na pierożki z krewetkami, które bardzo nam smakowały. I powiem Wam, że Momo-Smak Kuchnia Tybetańska był jednym z najbardziej obleganych food trucków.

Duża różnorodność, pyszne jedzenie i świetna atmosfera - poproszę o więcej takich imprez w przyszłym roku.