czwartek, 24 kwietnia 2014

3w1: błękitna spódnica Harmnni


"3w1" to cykl postów, w których pokazuję jedną część garderoby w trzech różnych zestawach. Z wcześniejszymi wpisami możecie zapoznać się tutaj: #1, #2, #3.

Pastelowe kolory nie należą do moich ulubionych i do tej pory nie gościły w mojej szafie. Tej wiosny jednak coś się zmieniło, nagle zapragnęłam ubrań w delikatnych kolorach (kupiłam nawet różową sukienkę, czego bym się po sobie nie spodziewała). Nie pamiętam, kiedy po raz pierwszy zetknęłam się z marką Harmnni, ale jej projekty od razu wywarły na mnie ogromne wrażenie. Wiedziałam więc, gdzie szukać idealnej wiosennej spódnicy. Kusiła mnie bardzo ta w kolorze białym, jednak zwyciężyła moja bardziej praktyczna strona i w końcu wybrałam spódnicę w kolorze baby blue. Kiedy otworzyłam paczkę, byłam zachwycona. To była miłość od pierwszego dotknięcia (już dawno nie miałam ubrania, które było by tak porządnie uszyte, z dbałością o najmniejsze szczegóły a przy tym równie piękne).





Ze wszystkich, ten zestaw jest najbardziej 'wyjściowy' a przy tym najbardziej kobiecy. Nie wiem czy mi uwierzycie, ale jest to moja pierwsza para klasycznych szpilek. Zawsze miałam duży problem z noszeniem takich butów. Moja wąska stopa zjeżdżała w dół a buty przy pięcie odstawały i strasznie człapały przy chodzeniu. Wybierałam więc botki lub sandały z zapięciem przy kostce. Stwierdziłam jednak, że kobieta po prostu musi mieć w swojej szafie przynajmniej jedną parę klasycznych szpilek i kupiłam swoją pierwszą. Włożyłam do nich dwie wkładki i na razie jakoś chodzę.





Ostatni zestaw jest najbardziej na luzie. Zmieniamy buty na płaskie i możemy iść na spacer czy poszaleć na zakupach. Kusiło mnie, żeby do tego zestawu założyć moje białe Nike, ale na razie się nie odważyłam.

Zestaw 1. spódnica: Harmnni, bluzka: Jennyfer, koturny: Mango, kopertówka: second hand
Zestaw 2. spódnica Harmnni, top i szpilki: Mango, naszyjnik: handmade 
Zestaw 3. spódnica Harmnni, ramoneska: Stradivarius, koturny: Mango, kopertówka: second hand



wtorek, 22 kwietnia 2014

Wrocław: Ogród Botaniczny Uniwersytetu Wrocławskiego


Wczorajsza piękna pogoda skutecznie przekonała nas do tego, żeby zostawić te wszystkie ciasta i inne smakołyki, odejść od stołu i pójść na spacer. Tym razem padło na Ogród Botaniczny, gdzie mogliśmy nacieszyć wzrok przepięknie kwitnącymi o tej porze kwiatami. Jeżeli będziecie we Wrocławiu i będziecie mieć więcej czasu, to naprawdę warto odwiedzić ten ogród. Może tylko nie w niedzielę, bo wtedy w ogrodzie jest prawie tyle samo ludzi, co kwiatów.

W zakładce 'Wrocław' opisuję ciekawe miejsca we Wrocławiu oraz kawiarnie i restauracje, gdzie można dobrze i smacznie zjeść.






Ogród Botaniczny Uniwersytetu Wrocławskiego został założony w 1811 roku i obecnie jest wpisany na listę zabytków woj. dolnośląskiego. Jego powierzchnia zajmuje ponad 7 ha a liczba gatunków i odmian roślin, które możemy tu spotkać to ok. 12 000. Cały ogród podzielony jest na kilka działów, m.in: alpinarium (z  roślinnością górską), arboretum (z przepięknie kwitnącymi drzewami i krzewami) czy sukulenty (gdzie znajdziemy kolekcję najwspanialszych kaktusów). W ogrodzie odbywają się również imprezy tematyczne, np. Wrocławskie Święto Mąki czy Dolnośląski Festiwal Dyni.








Szklarnie to jedna z moich ulubionych części ogrodu. Jest w nich strasznie gorąco, ale za to możemy podziwiać kaktusy o najróżniejszych kształtach i rozmiarach. Niestety nie mam ręki do kwiatów i jedyne rośliny, które 'żyją' w moim domu to kaktusy i dlatego mam do nich sentyment. W szklarniach znajduje się również kolekcja bluszczu, która obejmuje ok. 15 gatunków pnączy z Azji, Europy czy Afryki.

Ogród Botaniczny nazywany jest oazą piękna i spokoju i wcale nie dziwię się tej nazwie, ponieważ znajduje się tutaj wiele zakątków, w których można się 'ukryć' a człowiek ma wrażenie całkowitej izolacji od świata zewnętrznego.






 
Ogród Botaniczny Uniwersytetu Wrocławskiego
ul. Henryka Sienkiewicza 23
otwarty od 29 marca do 31 października

czwartek, 17 kwietnia 2014

Kindle Paperwhite: czy warto kupić czytnik?


Jestem wielką miłośniczką książek i wszelkich aktywności z nimi związanych. Uwielbiam chodzić do biblioteki, przechadzać się między regałami, oglądać okładki, słuchać odgłosu przewracanych kartek. Dlatego też na samym początku powiedziałam czytnikowi stanowcze nie i więcej nie interesowałam się tematem. Do czasu, kiedy okazało się, że mój Ł. zna mnie lepiej niż ja siebie samą i kupił mi czytnik, który pokochałam od pierwszych chwil.

Czym czytnik podbił moje serce:
- jest lekki i poręczny (mój czytnik waży dokładnie 210 g)
- możemy przechowywać na nim spore ilości książek (co wiąże się z tym, że zawsze mamy duży wybór w kwestii tego, co chcielibyśmy przeczytać)
- posiada e-papier, który przypomina prawdziwą kartkę papieru, dzięki czemu ekran nie odbija światła i możemy czytać nawet w pełnym słońcu
- możemy zmieniać wielkość czcionki, stopień podświetlenia ekranu oraz stronę z pionowej na poziomą
- posiada wifi
- ma wytrzymałą baterię (podobno przy tempie czytania ok. 30 min dziennie bateria wytrzymuje bez ładowania kilka tygodni, niestety ja czytam o wiele dłużej, dlatego też muszę go ładować co kilka dni)
- oblicza statystyczny czas, w jakim przeczytamy książkę a także pokazuje procentowo ile zostało nam jeszcze do przeczytania
- możemy zaznaczyć zakładką miejsce, w którym skończyliśmy czytać

W jakich sytuacjach sprawdza się czytnik:
- na wakacjach (zdarzyło mi się kiedyś, że wyjeżdżając na dwa tygodnie za granicę zabrałam ze sobą kilka książek, ale okazały się tak wciągające, że zdążyłam przeczytać je wszystkie już w połowie wyjazdu)
- podczas nocnych podróży (jest prawdziwym zbawieniem, jeżeli podróżujemy nocą autobusem)
- podczas nudnych wykładów (dzięki swoim wymiarom bardzo łatwo go 'zakamuflować' i nie zwraca na siebie takiej uwagi, jak tradycyjna książka)
- jeżeli nie chcemy, żeby ktoś widział co czytamy (koniec z wyrzutami sumienia, że po raz kolejny czytamy jakieś romansidło zamiast sięgnąć po coś bardziej ambitnego, od teraz nikt nie będzie widział okładki czytanej przez nas książki)

Trochę więcej informacji:
- czytnik występuje w dwóch wersjach: z reklamami i bez, wersja bez reklam jest trochę droższa, jednak warto w nią zainwestować, bo reklamy potrafią być naprawdę uciążliwe
- Amazon nie posiada w Polsce swojego serwisu, dlatego jeżeli mamy jakieś problemy z czytnikiem a mamy go na gwarancji, nie zostanie on naprawiony, tylko otrzymamy nowy
- czas ładowania baterii to 4h

Wady:
- spotkałam się z opiniami, że wadą czytnika jest to, że nie można go czytać w wannie; można, ale wyłącznie na własną odpowiedzialność
- jak dla mnie jedyną wadą jest to, że bateria zawsze rozładowuje się w najciekawszym momencie książki

Czy to znaczy, że całkowicie zrezygnuję z książek? Nigdy. Jednak odkąd mam czytnik zwiększyła się liczba przeczytanych przeze mnie książek, jak również przestałam kompulsywnie kupować książki, które później wyłącznie leżały na półce i zbierały kurz.

poniedziałek, 14 kwietnia 2014

trochę klasyki - paski

Ze wszystkich moich wad do próżności mi daleko. Z Narcyzem byśmy sobie ręki nie podali. Nie spędzam godzin przed lustrem a na portalach społecznościowych nie zamieszczam swoich selfie, co by wszyscy podziwiali moją zajebistość. Mam za to zapędy w drugą stronę. W stosunku do siebie jestem bardzo krytyczna i często nie podoba mi się to, co muszę oglądać w lustrze. Wystarczy jednak mały drobiazg, aby podnieść skalę poczucia własnej wartości. Tak było z tym strojem, który wyciągnięty z szafy wcale nie zapowiadał towarzyszących mu przyszłych emocji. Miało być prosto i wygodnie. I tyle. Po ubraniu i porannym makijażu wystarczyło jedno spojrzenie, żebym zaczęła unosić się w powietrzu. Taka euforia już dawno nie towarzyszyła temu, co mam na sobie. Chciało mi się tańczyć, śpiewać i zaczepiać obcych ludzi. Czułam, że cały świat należy do mnie. Ot takie głupstwo, bluzka w paski i ciemna szminka a ja czułam się tak jakbym wygrała miliony w totka. Jeżeli nie możecie znaleźć własnego stylu to takie uczucia powinny być jego wyznacznikiem. Wtedy będziecie mieć stuprocentową pewność, że to jest właśnie to.








top: Jennyfer, pants: Mango, boots: Venezia, bag: second hand