środa, 26 lutego 2014

rzeczy, których nie lubimy robić

Skakanie ze spadochronem, zdobywanie szczytów, podróże, nauka nowego języka, gra na ukulele, poznawanie nowych ludzi... Te lub/i inne rzeczy sprawiają, że nasze życie nabiera smaku. Zajmowanie się czymś, co daje nam radość powoduje, że chce się żyć. Niestety nie możemy oddawać się przyjemnościom przez cały czas, są takie rzeczy, które muszą zostać zrobione. Pomimo tego, że nie zawsze mamy na to ochotę. Codzienność potrafi być bezlitosna. O ile łatwiej byłoby, gdyby pewne czynności nie istniały. 

Gdybym mogła to wykreśliłabym z mojego życia:
- mycie naczyń - powtarzając za Agathą Christie "(...) Jest to zajęcie tak głupie, że zawsze rodzi we mnie myśl o zabójstwie"
- chodzenie do dentysty - nie da się przyzwyczaić do chodzenia do dentysty, jest to coś, co po prostu trzeba przetrwać
- stanie w korku - po pięciu minutach mam ochotę roznieść samochód w pył (cóż, nie jestem zbyt cierpliwą osobą)
- ścieranie kurzu - za pięć minut i tak nie będzie tego widać
- golenie nóg - chyba nie ma kobiety, która by to lubiła
- prasowanie - dla osoby, która ma wręcz obsesję na punkcie pogniecionych ubrań prasowanie nie ma końca
- nadmierne używanie zdrobnień - i od razu otwiera mi się nóż w kieszeni.

A Wy, z jakich czynności najchętniej byście zrezygnowali?






tee: Gina Tricot, coat and bag: second hand, pants and wedges: Mango

poniedziałek, 17 lutego 2014

kulinarna mapa Wrocławia: Rock Burger



Z wrocławskimi burgerowniami miałam różne doświadczenia. Było wielkie rozczarowanie tak zachwalanym Sztrass Burgerem, gdzie dodatki zabijały smak wołowiny i z kanapki strasznie ciekło. Był też wielki zachwyt znalezionym przez przypadek Pasi Busem. Hamburgery z czarnego busa okazały się rewelacyjne. Jak było tym razem? Przekonajcie się sami.

Rock Burger od progu przyciąga swoim rockowym wystrojem. To nie jest kolejny niewyraźny, nudny lokal, to knajpka z pazurem (osobiście jestem zachwycona lampami z butelek). W menu znajdziemy 12 różnych hamburgerów i kilka rodzajów tostów. Jeżeli nie jadacie mięsa, to nie musicie rezygnować z tego lokalu, ponieważ Rock Burger ma dla nas cztery bezmięsne burgery (z łososiem, z grillowanym serem halloumi i marchewką, z kaszą jaglaną, z grillowanym ananasem i serem pleśniowym). Wszystkie dania są grillowane na zastygłej lawie wulkanicznej, co dla mnie samo to brzmi już super. 




W Rock Burgerze byłam dwa razy. Za pierwszym razem zamówiłam wyrabiany na miejscu napój imbirowy (który był naprawdę smaczny i rozgrzewający) i burgera o nazwie "My Generation" z wołowiną, cheddarem, gouda, halloumi, rukolą, pomidorem, ogórkiem, sosem BBQ i majonezem. Podczas drugiej wizyty niekoniecznie miałam ochotę na hamburgera, więc skusiłam się na kawę według pięciu przemian z kardamonem, cynamonem i imbirem (do kawy podane było przepyszne owsiano-żytnie ciasteczko) oraz tosty z serem, szynką, grillowanym ananasem, cebulą i rukolą. Mój Ł., który nigdy nie odmawia sobie dobrego mięsa zamówił "Rock Burgera" z wołowiną, cheddarem, cebulą kandyzowaną, piklami, chutneyem firmowym i rukolą. Skusiłam się na gryza i był smaczny, chociaż "My Generation" bardziej przypadł mi do gustu.




Rock Burger zdecydowanie prowadzi w rankingu wrocławskich burgerowni. Pyszne dania, świetna atmosfera, duży wybór bezmięsnych hamburgerów i zachęcające ceny (cena hamburgera nie przekracza 20 zł) sprawiają, że chętnie się tam wraca. Z czystym sumieniem mogę polecić Wam Rock Burger.

Rock Burger
ul. Szewska 27-27A, Wrocław



czwartek, 13 lutego 2014

3w1: granatowy sweter w paski


"3w1" to cykl postów, w których pokazuję jedną część garderoby w trzech różnych zestawach. Chciałam pokazać, że mała szafa wcale nie musi nas ograniczać i nie trzeba cały czas kupować nowych ubrań, żeby tworzyć ciekawe zestawy. Wcześniejsze posty z tej serii znajdziecie tu: #1, #2.

Ubrania w prążki to absolutny hit tego sezonu, prawie każda sieciówka miała w swojej kolekcji takie ubrania. Najbardziej przypadł mi do gustu granatowy sweter z Mango, jednak początkowa cena nie zachęcała do zakupu. Cierpliwie poczekałam do przecen i dopiero wtedy dokonałam zakupu. Mogłoby się wydawać, że sweter i czarne rurki to bardzo nudne połączenie, jednak długa kamizelka z futerkiem dodaje pazura i sprawia, że cały zestaw nabiera charakteru.





Jeszcze kilka lat temu nie zobaczylibyście mnie w spódnicy. Byłam zbyt niepewna siebie i źle się w nich czułam. Wraz z akceptacją swojego ciała, przyszła miłość do tej części garderoby i teraz odkrywam ją na nowo. Skórzana spódnica kupiona w lumpeksie szybko stała się moją ulubioną. Ma ciężką do noszenia długość, ponieważ może optycznie skracać, ale wysokie obcasy łatwo sobie radzą z tym problemem. Botki Bronx nie tylko świetnie wyglądają, ale są również bardzo wygodne, dlatego wybieram je na co dzień.




Trzeci zestaw stworzył się sam, kiedy mój chłopak zadzwonił do mnie, żebym 'już, w tej chwili' wychodziła z domu, bo zabiera mnie na obiad. Uwielbiam wszelkie spontaniczne akcje, ale nie miałam już czasu, żeby się przebrać, więc do tego, co miałam na sobie, dobrałam granatowy żakiet i botki na obcasie, bo inaczej czułabym się jak w piżamie. Jeżeli chcecie szybko wyciągnąć mnie z domu, to zaproponujcie mi coś dobrego do jedzenia, w innym przypadku będziecie musieli chwilę poczekać aż się ogarnę.

Zestaw 1. sweter: Mango, spodnie: Stradivarius, kamizelka: Choies, botki: Venezia, torebka: sh
Zestaw 2. sweter Mango, spódnica i płaszcz: second hand, botki: Bronx
Zestaw 3. sweter i spodnie: Mango, marynarka: C&A, botki: Venezia, torebka: Zuzia Górska





poniedziałek, 10 lutego 2014

Sześć Pięter Luksusu: Przerwana Historia Domu Braci Jabłkowskich


Większość z Was zapewne słyszała o słynnych luksusowych domach towarowych, takich jak angielski Harrods czy niemiecki KaDeWe. Jednak mało kto wie, że Polska również mogła pochwalić się takim domem handlowym. Mowa tutaj o Domu Towarowym Braci Jabłkowskich, który został otwarty na początku XIX wieku przy ulicy Brackiej 25 w Warszawie.

Książkę podzieliłabym tematycznie na trzy części. Pierwsza część to historia rodziny Jabłkowskich, powstania domu towarowego oraz ich losy podczas I i II Wojny Światowej. W drugiej części znajdziemy informacje dotyczące funkcjonowania domu handlowego. Trzecia część opisuje losy budynku, kiedy po Drugiej Wojnie Światowej został on odebrany przez komunistów rodzinie Jabłkowskich.


Dom Towarowy Bracia Jabłkowscy był największym domem towarowym w Europie Środkowej. Był podzielony na 44 sklepy, gdzie znajdowało się 300 różnych działów. Klientów, zdjęciem czapki i ukłonem, przy drzwiach witał portier. W sklepie pracowało ponad 600 osób, o najwyższych kwalifikacjach i każda z nich znała doskonale rozkład sklepu oraz sprzedawany przez siebie towar.

W piwnicy mieścił się dział cen jednolitych, towary były pogrupowane według cen, np. wszystko po 25 groszy, po 75 groszy. Na parterze znajdowały się perfumy, bielizna i paczkarnia, gdzie można było odebrać wszystkie kupione towary. Na pierwszym piętrze znajdował się dział sportowy oraz radiowy. W lutym podczas "Białego tygodnia", czyli wielkiej wyprzedaży, całe piętro zamieniało się w kwitnący ogród, ponieważ personel ozdabiał je sztucznymi kwiatami przymocowanymi do gałęzi. Drugie piętro było najważniejsze, ponieważ oprócz salonu kobiecych strojów, dwa razy w roku odbywały się tam zamknięte pokazy mody, wyłącznie dla wybranych klientów. Na trzecim piętrze znajdowały się stoiska dla mężczyzn, szkło i porcelana, a także kawiarnia, gdzie przez cały rok odbywały się koncerty. Druga kawiarnia (czynna tylko latem) mieściła się dachu budynku, a w sali obok tarasu znajdował się dziecięcy teatrzyk kukiełkowy na 300 miejsc. 

W 1950 roku sąd ogłasza upadek spółki akcyjnej Dom Towarowy Bracia Jabłkowscy. Do sklepu wkraczają inspektorzy skarbowi, którzy w imieniu państwa przejmują budynek. Rozpoczyna się jego okradanie ze wszystkiego, co ma jakąkolwiek wartość. Walka o odzyskanie majątku rodziny Jabłkowskich trwa do dziś.


"Sześć pięter luksusu" to nie tylko reportaż o kamienicy. To fascynująca opowieść o rodzinie, wojnie i Warszawie. Książka, która zabierze nas w podróż przez ubiegłe stulecie. Jedna z ciekawszych książek ostatnio przeze mnie przeczytanych.

czwartek, 6 lutego 2014

permanentna irytacja

Tydzień się jeszcze nie skończył a poziom mojej irytacji przekroczył stan krytyczny. Ilość dziwnych sytuacji przypadających na jednego człowieka powinna mieć limit. Najbardziej uwielbiam, gdy:

1. Wbiegam na stację i widzę tył odjeżdżającego pociągu.
2. Na rozmowie kwalifikacyjnej okazuje się, że praca biurowa zamienia się na chodzenie po domach i naciąganie ludzi.
3. Znajduję idealne ubranie z limitowanej kolekcji w momencie, kiedy zostało wyprzedane.
4. Pies wyciąga mnie na spacer, po dwóch minutach wystraszy się czegoś i odmawia dalszej współpracy, a po powrocie do domu przypomina mu się, że jednak ma potrzebę wyjścia na dwór. 
5. Muszę płacić jakąś astronomiczną kwotę za parking, bo włożyłam bilet do automatu 50 sekund za późno.
6. Myśląc, że zgubiłam grzebień, kupuję nowy i nagle znajduje się stary.
7. Umieram z głodu, lodówka jest pusta, a sklepy w promieniu 50 km są pozamykane.
8. Czytnik rozładowuje się w najciekawszym momencie książki, a ja muszę czekać 4h aż się naładuje.
9. Przez cały dzień moje włosy sterczą na wszystkie strony, a po przyjściu do domu nagle mam fryzurę idealną.
10. Zakładam nowe buty i po pierwszym wyjściu mają rysę biegnącą prawie przez całą ich długość.
11. Wypróbowuję nowy przepis, który wygląda fantastycznie, danie ląduje w koszu, bo jest niejadalne, a ja zostaję głodna i ze zlewem brudnych naczyń.

I to wszystko mogłam wymówić jednym tchem.






jacket: second hand, pants: Zara, watch: Calvin Klein, boots: Venezia, bag: Zuzia Górska