wtorek, 31 grudnia 2013

goodbye 2013

Zegar nieubłaganie odmierza czas, to już ostatnie chwile, aby zrobić listę postanowień noworocznych (po 24:00 i tak nikt nie będzie o nich pamiętał). Ja takiej listy nie robię już od kilku lat, ale w najbliższym czasie spodziewajcie się najróżniejszych podsumowań (gdybyście mnie teraz widzieli, to usłyszelibyście diabelski śmiech, ja po prostu uwielbiam robić różnego rodzaju listy, spisy i podsumowania).

Dziesięć kilo grubsza, chciałabym życzyć Wam wszystkiego najlepszego w nadchodzącym roku. Abyście nie ustawali w dążeniu do spełnienia swoich marzeń, żebyście potrafili doceniać nawet najdrobniejsze rzeczy i byli dobrzy, dla kochających Was ludzi. I dziękuję za to, że ze mną jesteście.






 top and coat: second hand, pants: Mango, bag: Ania Kuczyńska, boots: Bronx

sobota, 28 grudnia 2013

kulinarna mapa Wrocławia: Bułka z masłem


Wrocław jest dla mnie szczególnym miastem, dlatego chętnie pokazuję Wam moje ulubione miejsca. Po zwiedzaniu na pewno zgłodniejecie, dlatego dzisiaj będzie coś dla podniebienia. 

Bułka z masłem powstała w miejscu dawnej restauracji Casablanca (ul. Włodkowica 8a). Pierwsze, co się rzuca w oczy po wejściu to fantastyczny wystrój i wielkość lokalu (kawiarnia jest dwupiętrowa i posiada własny ogródek). Głównym punktem menu są śniadania oraz zmieniające się codziennie zestawy lunchowe (na fanpage'u, w każdy poniedziałek, publikowane jest menu na cały tydzień).






Mocną stroną lokalu jest przytulny wystrój oraz to, jak podawane jest jedzenie (zupa w słoiku czy mleko w butelce ze słomką wyglądają po prostu rozkosznie). Zestawy śniadaniowe jakoś nie powaliły mnie smakiem, zdecydowanie wolę przychodzić tu na lunch. Za to zupy są przepyszne (zupa krem ze szpinakiem podbiła moje serce... i żołądek). Na pochwałę zasługuje również lemoniada zimowa i przepyszne desery, beza z chałwą, granatem i owocowym sosem, to najlepsze ciasto, jakie jadłam w tym roku.

Jeżeli będziecie we Wrocławiu, to koniecznie wpadnijcie na lunch do Bułki z masłem. Nie pożałujecie.






Bułka z masłem
ul. Włodkowica 8a, Wrocław

poniedziałek, 23 grudnia 2013

biały neoprenowy golf

Moje szare komórki zostawiłam w kuchni. Nie myślę o niczym innym niż o tym przepysznym jedzeniu, które musi poczekać do jutra (nawet nie wiecie, jaka to dla mnie wielka tortura), więc napisanie dłuższego tekstu w tej chwili jest absolutnie niemożliwe. Dlatego dzisiaj będzie krótko.

Wesołych Świąt. Sami wiecie najlepiej, czego Wam potrzeba, więc ode mnie tylko zdrowia i jak najwięcej radości.








jersey: Front Row, skirt and bag: second hand, boots: Shoes Zone

sobota, 21 grudnia 2013

świąteczne dekoracje DIY: choinka ze sznurka jutowego



Moja Mama robi najpiękniejsze stroiki i dekoracje świąteczne. Odziedziczyłam po niej pewne zdolności manualne, ale gdy coś nie idzie po mojej myśli, zaczynam się denerwować i tracę cały zapał. W tym roku, podczas oglądania tych wszystkich plastikowych ozdób postanowiłam, że zrobię coś sama. Zapomniałam już, jaka to wielka frajda.

Potrzebujemy:
- styropianowy stożek
- sznurek jutowy
- klej
- ozdoby
- szpilki

Czas wykonania:
- oklejenie i ozdobienie dwóch stożków (40 cm i 30 cm) zajęło mi godzinę, ale owijanie mniejszych stożków idzie znacznie szybciej




1. Smarujemy klejem czubek stożka i przyczepiamy do niego początek sznurka. Zaczynamy owijać stożek (ważne jest, żeby sznurek owijać ciasno, bo później zostaną nam białe szpary), co jakiś czas smarujemy stożek klejem, żeby sznurek dobrze się trzymał.
2. Na czubku stożka, szpilką przybijamy ozdobny łańcuch. Owijamy stożek i końcówkę łańcucha również przyczepiamy szpilką.
3. Choinkę możemy ozdobić wedle naszego uznania, możemy np. przykleić do niej anyż i suszoną cytrynę (taki był mój pierwotny zamysł, ale w trakcie jej wykonywania zmieniłam całą koncepcję).



Uwielbiam stroiki z gałązek drzew iglastych, ale u mnie w domu jest bardzo ciepło i szybko się osypują. Dlatego też postanowiłam zrobić trochę inną dekorację na stół. Do wiklinowego koszyczka włożyłam bombki, orzechy, szyszki, suszone cytryny, anyż i laski cynamonu. Nie tylko pięknie to wygląda, ale również wspaniale pachnie.

A Wy, robicie świąteczne dekoracje, kupujecie gotowe czy w ogóle nie przystrajacie swoich domów?

środa, 18 grudnia 2013

A ty jak traktujesz swoje ubrania?



Ja i moje ciuchy mamy prosty układ. One sprawiają, że wyglądam i czuję się dobrze, w zamian ja nastawiam im delikatny program i nie prasuję ich w wysokiej temperaturze. Niektóre z nich darzę silnym uczuciem, niektóre są dla mnie jak starzy znajomi, a z nielicznymi łączą mnie skomplikowane relacje. Spodnie te, zanim trafiły do mojej szafy, już zostały przeze mnie znienawidzone. Początkowo nic nie zapowiadało tak chłodnego traktowania. 

Przeglądając ofertę pewnej sieciówki, trafiłam na te spodnie i po bezskutecznym poszukiwaniu ich w sklepach stacjonarnych, postanowiłam złożyć zamówienie na stronie internetowej. Dwa tygodnie i będą moje - prosta sprawa. Po trzech tygodniach czekania udałam się do sklepu, żeby sprawdzić czy przesyłka dotarła. Usłyszałam, że rzeczywiście długo czekam, ale niestety nic nie przyszło i żebym sprawdziła pod koniec tygodnia. Jak łatwo się domyślić, pod koniec tygodnia usłyszałam taki sam tekst i zapewnienie, że jak tylko spodnie dotrą, to niezwłocznie mnie o tym zawiadomią. Po miesiącu milczenia, postanowiłam zasięgnąć języka prosto u źródła. Okazało się, że spodnie były już w sklepie jak przyszłam za drugim razem, tylko paczka była zaadresowana na dane innej kobiety. Nie usłyszałam przepraszam, tylko wyrzut, że przecież nie mieli jak się ze mną skontaktować.

Po powrocie do domu, byłam tak zła, że miałam ochotę pociąć te spodnie na drobne kawałeczki, spalić je i zatańczyć na ich prochach. Po ochłonięciu, postanowiłam dać im drugą szansę. W końcu to nie ich wina, że niektórzy są niekompetentni. A ja przecież mam w szafie deficyt spodni.










jumper and bag: second hand, top: Asos, pants: Mango, watch: Calvin Klein, boots: Bronx

Mam dla Was jeszcze małe ogłoszenie. W końcu zmieniłam telefon, a co za tym idzie, założyłam konto na Instagramie. Moje zdjęcia możecie oglądać tutaj.

niedziela, 15 grudnia 2013

kalendarz na rok 2014: Pan Kalendarz



Pamiętniki towarzyszące mi w młodości zamieniłam na kalendarze. Nie tylko pomagają w okiełznaniu mojego roztrzepania i zapominalstwa, ale również przyjmują wszystkie moje myśli. Dzielą moje plany, pomagają w przygodach.

Końcówka roku to czas dla mnie szczególny. W końcu mogę zacząć poszukiwania kalendarza idealnego. I powiem Wam, że jest to niełatwe zadanie, bo jestem bardzo wybredna. W roku 2014 towarzyszyć mi będzie Pan Kalendarz.






Pan Kalendarz to projekt grupy znajomych. Powstał z pasji i chęci artystycznego wyżycia się. Za luty, czerwiec, październik odpowiada Ola Dębniak. Marzec, lipiec i listopad to sprawka Pauliny Rek-Gromulskiej. Kwiecień, sierpień, grudzień stworzyła Joanna Walczykowska, a styczeń, maj i wrzesień należą do Mateusza Kowalskiego. 

Do wyboru mamy cztery wersje okładki, a każdy miesiąc to osobny projekt. I każdy jest niepowtarzalny. Ja zakochałam się w wersji z ptakami i szczerze mogę powiedzieć, że jest to najpiękniejszy kalendarz, jaki miałam do tej pory. Patrząc na te zdjęcia, chyba się nie dziwicie, dlaczego?




A jak u Was jest z kalendarzami? Korzystacie, czy wolicie te na urządzeniach mobilnych? Podzielcie się swoimi ulubionymi.

czwartek, 12 grudnia 2013

we mgle

Codziennie rano, zanim rozsunę rolety bawię się w wyliczankę, co zobaczę dziś za oknem. Po cichu liczę na odrobinę słońca, lecz bardziej prawdopodobne jest, że sypnie śniegiem. Z trwogą podchodzę do okna, łapię głęboki oddech i zaczynam przeklinać matkę naturę za dary, którymi mnie dzisiaj obdarowała. W sumie mogłabym przestać zgadywać, bo od kilku bezustannie czeka na mnie deszcz, wiatr i zimno, które wyciska łzy z oczu.

Wiedziałam, że dzisiaj będzie inaczej od momentu, kiedy otworzyłam oczy. Przez rolety nieśmiało przebijały się smugi światła. W duchu zaczęłam odmawiać modlitwę dziękczynną i pędem rzuciłam się do okna. To, co zobaczyłam przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Świat otaczała mgła, a przez nią nieśmiało przenikało słońce. W dodatku było na tyle ciepło, że mogłam zrezygnować z zimowej kurtki, czapki i rękawiczek. Taka sytuacja zdarza się raz na milion. Aż żal byłoby ją zmarnować. Ja jej nie zmarnowałam.










pants: Mango, boots: Bronx, blouse: ROWK