poniedziałek, 22 lipca 2013

What About My Clothes?

Większość blogów modowych powinna się przebranżowić na blogi shoppingowe. Kolejna sukienka, kolejna torebka, kolejna para butów. Robimy zdjęcia. Przerabiamy. Ok, są już na blogu. Teraz trzeba jakoś się ich pozbyć (bo w końcu szafa się nie domyka). Wystawiamy je na allegro. Nowe, ubrane tylko do zdjęć. Uff, poszło. W końcu można kupić sobie coś nowego. Inaczej nikt nie będzie wchodził na naszego bloga, bo ile razy można oglądać te same buty?

A ja mówię, że można. Z zimną krwią, po raz kolejny, pokazuję tę samą bluzkę, torebkę, marynarkę i buty. I do końca lata na pewno uraczę Was widokiem moich czerwonych szortów (chociaż pokazywałam je już tutaj, tutaj i tu). Wyrzuty sumienia nie spędzają mi snu z powiek, a głowy nie zaprzątają myśli 'tę sukienkę pokazywałam na blogu już dwa razy, muszę kupić sobie nową'. Nie mam zamiaru kajać się za to, że nie kupuję nowych ubrań tylko po to, żeby pokazać je na blogu. Wolę pokombinować z tym, co mam już w szafie.









top: Gina Tricot, bag: second hand, pants: Mango, jacket: River Island, ancle strap: shoeszone

czwartek, 18 lipca 2013

first steps

W szkole, prawie tak samo jak matematyki, nie cierpiałam WF-u. Być może wynikało to z faktu, że jestem kompletną niezdarą (tak, tak, tylko ja potrafię przewrócić się potykając się o własne spodnie) i nie miałam talentu do gier zespołowych, skakania przez kozła, rzucania piłeczką palantową i innych tortur fundowanych przez naszego wuefistę. Przeżyta trauma spowodowała moją niechęć do regularnego wysiłku fizycznego, a moja figura (a raczej jej brak) sprawiała, że zbytnio się nim nie przejmowałam. Po kilku latach tego błogostanu, zauważyłam, że moje ciało nie jest już dla mnie tak łaskawe (a kolejne zimy bardzo się do tego przyczyniają). Od razu w mojej głowie zrodził się plan, że koniecznie trzeba coś z tym zrobić, że tak dłużej być nie może. Niestety mój zapał i moje chęci zgasły równie szybko, a wszystkie ćwiczenia porzucałam najdalej po tygodniu.

Jakiś czas temu Venila Kostis w swoim poście rzuciła wyzwanie, żeby przez 30 dni robić to, na co zawsze brakowało nam czasu, odwagi, motywacji. Postanowiłam, że tym razem na pewno dam radę, że się zaprę, że jakoś się przemęczę i na pewno mi się uda.... trwało to, aż do wczoraj. Bo wczoraj, zamiast planować, składać deklaracje, robić postanowienia i odkładać to na następny dzień, ubrałam adidasy i wyszłam z domu. 

Podobno, żeby zacząć regularnie biegać, trzeba tylko (i aż, bo jest to najtrudniejszy etap) przekroczyć próg domu. Ja ten pierwszy krok mam już za sobą, teraz życzcie mi wytrwałości. 30 dni to zaledwie chwila, prawda?






dress: Monki, sandals: shoeszone

poniedziałek, 15 lipca 2013

color mania

Zawsze unikałam mocnych barw. Bycie kolorowym ptakiem (aka papugą) jakoś mnie nie pociągało. Natłok wzorów i kolorów sprawiał, że czułam się przez nie przytłoczona (a nie ma chyba nic gorszego, niż dać się podporządkować własnym ubraniom). Powoli jednak zmieniam swoje podejście. Mocne barwy są akceptowalne, ale pod warunkiem, że ubranie ma prosty krój i brak jakichkolwiek ozdobników. Coraz częściej zwracam uwagę na ciekawą formę i sięgam po rzeczy, których do tej pory nie nosiłam. Nie warto przypinać sobie metek, ale zmienianie stylu wraz z sezonem, również nie wyjdzie nam na dobre. Jak zwykle najważniejszy jest umiar. I to, jak czujemy się w danych ubraniach.







blouse: Cubus, dress as a skirt: Zara, bag: Vintage Shop, heels: Quazi

czwartek, 11 lipca 2013

in case of love

Dzisiaj dla odmiany będzie o ubraniach. Szory, które mam na sobie są idealne, koronkowe, z materiału, który bardzo lubię, w stylu piżamowym, czarne. Wydawałoby się więc, że zapałałam do nich miłością od pierwszego wejrzenia. Jednak wcale tak nie było. Miłość ta potrzebowała czasu, musiałam do niej dojrzeć. Najpierw moja siostra pokazała mi te spodenki na stronie internetowej sklepu. Stwierdziłam, że są ładne i o nich zapomniałam. Później, w bezkresnym morzu Internetu, ciągle natrafiałam na zdjęcia dziewczyn noszących takiego typu spodenki. Wyglądały świetnie. I właśnie wtedy to się stało. Zakiełkowała we mnie cicha potrzeba posiadania czarnych koronkowych szortów. Przeszukałam mnóstwo sklepów, aż w końcu przypomniało mi się, że już kiedyś widziałam parę idealną.










shirt: Gina Tricot, shorts: Bershka, bag: second hand, boots: Vagabond

niedziela, 7 lipca 2013

3w1: red leather shorts



I came up with an idea of "3 in 1" post where I'm showing you one piece in three different outfits. Here's the first one - red leather shorts.

Postanowiłam, że w tym roku podejdę do wyprzedaży w sposób rozważny i przemyślany. Miał on polegać na kupieniu mniejszej ilości ubrań, ale za to lepszej jakości. Jak do tej pory idzie mi świetnie, nie kupiłam jeszcze ani jednej rzeczy (dwie idealne pary skórzanych butów musiały wrócić do sklepu, a nie znalazłam jeszcze ich godnego zastępstwa). Z tego powodu, od jakiegoś już czasu, do mojej szafy nie trafiają nowe ubrania, a ja mam wrażenie, że cały czas chodzę w tym samym. Postanowiłam więc, że pokażę Wam, na ile sposobów można nosić jedną część garderoby, a jak trafi się na tę idealną, to nawet przy niewielkiej ilości ubrań można tworzyć wiele różnych zestawów.

Czerwone skórzane szorty to zdecydowanie mój zakup roku. Są to spodenki, które najczęściej wyciągam z szafy (nie mam ich znowu tak wiele, ale te należą do moich ulubionych). Gdy jest gorąco, to zazwyczaj dobieram do nich jakiś t-shirt i sandały/trampki, ale czasami lubię pokombinować. Wyglądają świetnie zarówno w eleganckim wydaniu, jak i w bardziej sportowej odsłonie (chociaż nie do końca przepadam za sportowymi elementami w codziennym stroju). Mam wrażenie, że pasują absolutnie do wszystkiego.



Ten zestaw idealnie nadaje się na letnie wieczory. Jest przewiewny i wygodny. Ażurowo-koronkowy sweter pochodzi z second handu, a skórzane botki zostały kupione na brocante (są to targi, które odbywają się przez cały rok, zawsze w innym mieście, a ludzie sprzedają tam wszystkie niepotrzebne im już rzeczy) podczas tegorocznego wyjazdu do Francji. Kosztowały 2 euro, nowe. Nic więc dziwnego, że wróciły ze mną do Polski.



Trzeci zestaw jest bardzo prosty. Nic nie poradzę, że gdy jest gorąco, to nie chce mi się kombinować ze strojami. Zazwyczaj sięgam po sukienkę z jakiegoś zwiewnego materiału, a gdy zamieniam ją na szorty, to wystarczy mi do nich zwykły t-shirt. Tym razem chciałam, żeby było bardziej elegancko, więc dobrałam do nich sandały na obcasie ze sklepu internetowego Shoes Zone. Jestem niska, a te buty wspaniale wydłużają nogi (ach, ta kobieca próżność). Zresztą, nie będę ukrywać, że do tych szortów pasują idealnie.

Co sądzicie o tego typu postach? Podoba Wam się pomysł pokazywania jednej części garderoby w trzech różnych odsłonach?



środa, 3 lipca 2013

bubble factory

Lubię puszczać bańki mydlane, oglądać bajki, huśtać się na huśtawce, pleść wianki, głośno się śmiać. Lubię również pić wino o trzeciej nad ranem, jeździć samochodem, chodzić w szpilkach, wracać do domu pierwszym porannym autobusem, pieniądze na jedzenie wydawać na buty. Z pewnych rzeczy trzeba wyrosnąć, z innych nie powinno się nigdy, bo wtedy świat traci połowę swojej magii.


Follow me: Facebook, Bloglovin







top and handbag: second hand, skirt: New Yorker, ancle strap: Shoes Zone