poniedziałek, 27 maja 2013

maj, co deszczem się zanosi

Kiedy byłam mała, zaklinałam wiatr. Wymyśliłam zaklęcie, które pozwalało mi nad nim panować. Lecz wiatr był niesforny, nie zawsze chciał słuchać. A ja, z uporem, który posiada jedynie dziecko, wciąż na nowo wypowiadałam zaklęcie, wierząc że w końcu mnie posłucha. I kiedy robił to, co chciałam, byłam pewna, że posiadam wielką moc. Wtedy nie wiedziałam jeszcze, że był to po prostu przypadek, a moje specjalne moce nie istnieją.

Kilkanaście lat później znajduję się na etapie tworzenia czegoś zupełnie dla mnie nowego, z czym nie miałam wcześniej styczności. Początki są trudne, wymagają ciężkiej pracy i wielu wyrzeczeń, a ja już nie posiadam moich mocy. Nie mogę rzucić zaklęcia, ale mogę się nie poddawać. Bo wiem, że warto.






blouse: Zara (via Allegro), pants: Orsay, bag: second hand, ancle straap: Shoes Zone

wtorek, 21 maja 2013

wiosenne wieczory

Uwielbiam te wieczory, które pobudzają zmysły. Otwieram okno, zamykam oczy i nie liczy się nic więcej. Zapach zapadającego zmierzchu, kwitnącego rzepaku, bzu i skoszonej trawy. Mieszają się ze sobą, atakują zmysły, odurzają. Czas jakby na chwilę zwalnia, przynosząc ukojenie. Odgłosy dnia powoli cichną, ustępując miejsca nocnej melodii. Wiosenne wieczory są magiczne. A przecież każdy z nas potrzebuje odrobinę magii w swoim życiu.










sweater: second hand, shorts: from Allegro, bag: Stradivarius, boots: bought in France

piątek, 17 maja 2013

Cinderella in a party dress

Sukienek nie uświadczycie u mnie zbyt często. A to dlatego, że z ich wyborem mam zawsze straszny kłopot. Jednak 100 post zasługuje na jakieś uczczenie, więc wskoczyłam w kiecę i lecę z tekstem. Uwielbiam sukienki i czuję się w nich naprawdę dobrze, jednak odkąd skończyłam podstawówkę, przestały one odgrywać jakąś znaczącą rolę w mojej garderobie. Wystarczały mi jeansy. Do czasu, kiedy stwierdziłam, że sukienki są najlepsze na świecie, a ja w szafie mam tylko jedną. Zaczęły się gorączkowe poszukiwania i szaleńcze zakupy. Kupowałam i kupowałam, jednak były to bezmyślne zakupy i do dzisiaj prawie wszystkie sukienki, które wtedy kupiłam, zdążyły zniknąć z mojego życia. Dzisiaj mogę już głośno się przyznać: "ja po prostu nie potrafię kupować sukienek". Nigdy nie wiem, jaki fason wybrać ani w jakim kolorze będę dobrze wyglądać, a wszystkie przymierzane przeze mnie sukienki wydają się źle leżeć. Nie chcąc jednak całkowicie rezygnować z sukienek, od czasu do czasu kupuję kolejną.

A czy jest taka część garderoby, której kupno przysparza Wam wyjątkowo dużo problemów?


I can't buy the dresses. I never know what to choose. I never know what style to choose or what color will look good. Not wanting to give up the dresses, from time to time, I buy another one. Once, I'll find the perfect dress.






 dress: Zara (via Allegro), vintage bag, ancle strap: Shoes Zone

poniedziałek, 13 maja 2013

bonjour Paris


W Paryżu byłam kilka lat temu, jeszcze w czasach wycieczek z rodzicami, kiedy to zwiedzanie nowego miejsca na własną rękę było absolutnie zabronione, dlatego tym razem czułam się, jakbym odkrywała Paryż na nowo. I właśnie tak było, ponieważ starałam się skupić na tych mniej turystycznych miejscach.

Wczesnym rankiem wybraliśmy się na Les Puces St. Ouen, czyli wielki targ staroci znajdujący się na obrzeżach Paryża. Zawsze, gdy wybieram się do nowego miejsca, pierwszym moim krokiem jest znalezienie informacji o tym, czy jest tam pchli targ. Uwielbiam takie miejsca. Mają niesamowity klimat i nigdy nie wiadomo, na co natrafimy. A można tam znaleźć dosłownie wszystko. Na Les Puces St. Ouen królowały drogie antyki, obrazy, stare płyty i ubrania z minionych epok.


A few days ago I was in Paris. I would like to show you pictures of my short stay. You'll see pictures of MontmartreLes Puces St. Ouen flea market and the most famous Parisian cemetery Cimenterie du Pere-Lachaise. Other photos show you in the next post, because I have a lot of them.














Kiedy już nasyciłam oczy (a zajęło mi to kilka godzin i chętnie spędziłabym tam jeszcze więcej czasu, ale moi towarzysze zaczęli już się niecierpliwić), udaliśmy się na Montmartre, skąd rozciąga się przepiękny widok na Paryż. Jednak ilość turystów i naganiaczy wszelkiego rodzaju sprawiła, że szybko stamtąd uciekliśmy do parku de Moncau, żeby trochę odpocząć. I muszę stwierdzić, że był to najprzyjemniejszy moment całego dnia. Leniwy piknik na trawie, czytanie książki i obserwowanie ludzi, to doskonały sposób na spędzenie popołudnia. Paryżanie uwielbiają spędzać swój wolny czas na świeżym powietrzu i uważam, że jest to fantastyczny zwyczaj.







Dzień zakończyliśmy na Cimenterie du Pere-Lachaise. Jest to największy i najsłynniejszy paryski cmentarz, na którym pochowani są m.in. Edith Piaf, Chopin, Oscar Wilde, Balzac, Maria Callas czy Jim Morrison. Wprawdzie nie dorównuje on praskiemu Cmentarzowi Olszańskiemu (zdjęcia oraz relację z wizyty w Pradze możecie znaleźć tutaj), który na zawsze podbił moje serce, jednak ma on swój urok. Jak każdy stary cmentarz z krętymi uliczkami i grobami pokrytymi bluszczem, wywołuje we mnie poczucie nostalgii. Nie da się tego poczuć w żadnym innym miejscu.

Na dzisiaj to już koniec. Mam jeszcze trochę zdjęć z Paryża, ale te pokażę w kolejnej notce, ponieważ nie chciałam przytłoczyć Was ich ilością.