wtorek, 29 stycznia 2013

breathing in snowflakes

Zima zdecydowanie należy do rodzaju żeńskiego. Jest kobietą i to najgorszego rodzaju. Jest marudna, złośliwa, zazdrosna i samolubna. Na pierwszy rzut oka wydaje się być cudowna - w końcu zasypuje świat białym puchem, ozdabia drzewa, maluje mroźne wzory na naszych oknach i przynosi wiele radości dzieciom i wszystkich tym, którzy uprawiają sporty zimowe. Jednak drugie i trzecie spojrzenie nie jest już dla niej takie łaskawe. Zima bywa zazdrosna o urodę innych kobiet i chcąc być najpiękniejsza funduje nam elektryzujące się włosy, czerwony zakatarzony nos i popękaną skórę na dłoniach. Gdy to jej nie wystarczy potrafi zapewnić nam tygodniowe zwolnienie lekarskie, ból głowy i wysoką gorączkę. Jak większość kobiet jest niezdecydowana i nie wie, co lubi najbardziej. Siarczysty mróz, delikatnie prószący śnieg, lodowisko na drogach czy też może roztopy?  Potrafi zmieniać zdanie kilka razy w ciągu dnia. Lepiej nie zadzierać z zimą, bo może okazać się, że zamarzną wam drzwi od auta, pociąg, na który czekacie spóźni się trzy godziny, a schody prowadzące do waszego domu zamienią się w lodowisko.

Zimo, Panią już pożegnamy. Moje nowe ubrania niecierpliwie wyglądają z szafy czekając na przyjście wiosny.



Winter is the worst kind of woman. She is fretful, mischievous, jealous and selfish. At first glance, she is wonderful. Thanks to her the world looks beautiful. However, it can be a false impression. Winter is sometimes jealous of the beauty of other women.  And so that, she gives us an electrifying the hair, red runny nose and cracked skin on the hands. Optional she gives us a flu, headache and fever. Like the most of women, she is hesitant and doesn’t  know, what she likes the most. The frost, falling snow, ice rink on the roads or thaw? She changes her mind several times during the day. Better not mess with winter.


Time to say goodbye. My new clothes wants the spring.







 sweater and pants: second hand, Zuzia Górska bag, boots: New Look

czwartek, 24 stycznia 2013

be still young and wild

Wyprzedaże powoli dobiegają końca. Ostatnie sztuki przecenionych ubrań smętnie dogorywają w kącie sklepu. Są ubraniami, których nikt nie chciał. Nie będziemy jednak rozpamiętywać ich smutnego końca, ponieważ nasze myśli zaprząta już nowy sezon. Zza witryn zalotnie mrugają do nas ubrania z nowych kolekcji. Nareszcie możemy zacząć myśleć o lecie, gorącym piasku pod stopami i morskiej bryzie chłodzącej rozgrzane ciała. Przecież nowe ubrania dają nam tyle nowych możliwości. Czujemy dreszczyk emocji od samego patrzenia na wystawy. Wkrótce nasze życie znów będzie pastelowe. I kto by tam przejmował się tym jednym zapomnianym wieszakiem stojącym gdzieś w kącie. W końcu to przecież ubrania, których nikt nie chciał.






 blouse: Gina Tricot (sh), jacket: River Island, pants: Mango, bag: second hand, boots: Bronx

piątek, 18 stycznia 2013

The winter's marked the Earth

Osobisty fotograf szafiarki (najczęściej jest to po prostu jej facet), tudzież blogerki modowej, nie ma łatwego życia. Nie dość, że musi dźwigać ciężki sprzęt fotograficzny, przedzierać się przez chaszcze w poszukiwaniu odpowiedniego pleneru i marznąć na mrozie, to jeszcze jest zobligowany do prawienia nam komplementów, niezależnie od tego, jak dziwacznie jesteśmy ubrane.

Kiedy nadchodzi czas robienia zdjęć, nie obejdzie się bez płaczu, próśb, gróźb, obrażania się (ja), marudzenia i odwiecznego pytania: "ale, po co ci to?" (on). Jednak bez Niego mój blog już dawno umarłby śmiercią naturalną, ponieważ nie wyobrażam sobie wyginania się do statywu na ulicy pełnej ludzi. Dlatego też, mój osobisty fotograf jest również moim bohaterem. Za to, że tak dzielnie znosi wszystkie moje humory i nawet te najbardziej zwariowane pomysły.



Personal photographer of fashion blogger (usually it's just her boyfriend) doesn’t have an easy life. He carries a heavy camera and freezes in the cold. He always complains, when he has to take pictures, but without him, this blog wouldn’t exist. My personal photographer is also my hero.












 cap: River Island, shirt: second hand, pants: Mango, bag: Stradivarius, boots: Humanic

poniedziałek, 14 stycznia 2013

Snow White

Czasami miewam wizje (mój Niepoślubiony twierdzi, że jestem nawiedzona). I nie dają mi one spokoju tak długo, dopóki artystyczna część mojej duszy nie zostanie zaspokojona. I właśnie jedna z takich wizji sprawiła, że biegam w starej sukni ślubnej po parku pełnym śniegu, udając postać z bajki. Panią Zimę czy inną Królową Śniegu.


I would like to show you pictures that we took yesterday. This is my project called "Snow White". And it was because of scenes like this. Currently, we have a beautiful winter in Poland.









 dress: vintage

czwartek, 10 stycznia 2013

wearing a hat

Kiedy idziesz sama przez park i zaczepia cię obcy facet, zaczynasz nerwowo się rozglądać, twoja dłoń bezwiednie sięga do kieszeni po gaz łzawiący, a przed oczami masz sceny ze wszystkich znanych ci horrorów. Kiedy jednak ten sam facet mówi ci, że zainteresował go twój kapelusz, a rozmowa, którą odbywacie jest jedną z ciekawszych tego dnia (ba! z całego tygodnia), już wiesz, że zrobiłaś dobrze kupując ten kapelusz.

Nie lubię dorabiać ideologii do moich ubrań (czasami tylko wymyślam historie dla rzeczy kupionych w second handach), więc byłam zaskoczona, gdy zaczepił mnie ten człowiek i zapytał 'dlaczego noszę kapelusz', i nie chodziło mu wcale o stwierdzenia typu ' do ochrony przed wiatrem'. Moje zaskoczenie było jeszcze większe, gdy powiedział, że to dzięki kapeluszowi odezwał się do mnie. "Stwierdziłem, że nie możesz być niesympatyczną osobą, skoro nosisz kapelusz".










sweater: Bik Bok, jeans: Levis, bag: Misako, hat: Skoczów, shoes: Deichmann

sobota, 5 stycznia 2013

simplicity is not easy

Płynnie przeszliśmy z okresu świąteczno-sylwestrowego do gorącego okresu wyprzedaży. Już nie atakują nas zewsząd zdjęcia świątecznych inspiracji, świątecznych wypieków czy prezentów znalezionych pod choinką. Nie musimy też więcej czytać postów z poradami jak ubrać się na Wigilię czy Sylwestra (te dwa wydarzenia są tak ważne, że bez pomocy autorytetów, jakimi są blogerki bylibyśmy zagubieni a przy wigilijnym stole zapewne siedzielibyśmy nago). Teraz czekają nas posty z wyprzedażowymi łupami (zmasowany nalot na Zarę trwa, więc możemy spodziewać się, że wszystkie będą podobne). Blogi zaszczycą nas widokiem pogniecionych ubrań smętnie leżących na łóżku, bielizny (nie wiem jak dla Was, ale dla mnie oglądanie, jakie kto kupił majtki stało się sensem życia) oraz czerwonych metek z napisem: sale.

Gdy już nacieszymy oczy tymi wszystkimi skarbami, w końcu będziemy mogli odetchnąć. Jednak tylko na chwilę. Wszak wiadomo, że prawdziwy blog nie może zbyt długo obejść się bez kopiowania koleżanek po fachu czy postów pełnych wszechwiedzących porad autorek.






jersey: second hand, pants: Cubus, bag: Vintage Shop, shoes:Vagabond

środa, 2 stycznia 2013

Lookbook 2012

Uwielbiam robić wszelkiego rodzaju listy i zestawienia, jest to takie moje małe dziwactwo. Niedawno miałam dla Was listę najlepszych i najgorszych książek przeczytanych w 2012 roku a dzisiaj chciałabym pokazać zestawy, które pojawiły się tutaj w ciągu ostatniego roku.

Co przyniósł Wam rok 2012? Robicie postanowienia noworoczne? Jedynym moim postanowieniem, które staram się realizować jest: "przeczytać więcej książek", z resztą już dawno dałam sobie spokój.




Początek roku to praktycznie początki istnienia bloga. Nie wiedziałam wtedy, jaką formę ma przybrać blog, nie miałam również określonego stylu. Jeszcze do końca nie wiem, jaki jest mój styl, ale zrobił się bardziej spójny. Mam już swoje ulubione elementy, które na stałe zagościły w mojej szafie i popełniam mniej błędów przy robieniu zakupów. Ostrożnie podchodzę do wszelkich must have sezonu, wiem że to, co akurat jest modne nie zawsze będzie mi pasować.


lumpeksy

Nie wyobrażam sobie mojej szafy bez ubrań z lumpeksów. Centra handlowe strasznie mnie męczą. Dodatkowo wysoka cena i niska jakość mogą doprowadzić człowieka do szewskiej pasji. Second handy również mają swoje wady, np. zniszczone ubrania, wielkie rozmiary czy pojedyncze sztuki (to właśnie dlatego początkowo mój styl był taki niespójny, kupując w lumpeksach brałam to, co było tanie, a niekoniecznie w 100% takie, jak chciałam), ale zalety zdecydowanie przeważają.

kapelusze

Uwielbiam wszelkiego rodzaju nakrycia głowy a w szczególności kapelusze. To niesamowite, jak bardzo potrafią zmienić nawet najprostszy zestaw i dodają mu charakteru. Poza tym, gdy mamy 'bad hair day' kapelusz sprawdza się idealnie.

woskowane spodnie

Od roku są moją wielką miłością. Nie wiem jak długo potrwa jeszcze mój zachwyt, ale na razie kupuję kolejną parę i kolejną, i kolejną... Najchętniej wyrzuciłabym z szafy wszystkie moje jeansy (obecnie jedynym tolerowanym przeze mnie krojem jest boyfriend jeans).

skórzane buty i dodatki

Skórzane paski czy rękawiczki z wiekiem wyglądają coraz lepiej. Odpowiednio się ściuchrają i nabiorą charakteru. Skórzane buty i torebki mogą pozostać z nami na lata (chociaż przez ten czas pewnie zmieni nam się styl z dziesięć razy).