piątek, 31 sierpnia 2012

wojskowe manewry

W sferze blogerskiej nastąpiła pełna mobilizacja. Szafiarki przegrupowały swoje siły. Broń lekka poszła w odstawkę, czas wytoczyć ciężkie działa. Z lekkim sercem można już zapomnieć o pastelach, neonach i pudrowych kolorach. Teraz przyszedł czas na moro. W końcu zaczyna się bitwa o nowy sezon. Walka jak zawsze będzie zażarta. Nie liczą się straty, najważniejsze to nie wyróżniać się z tłumu fashion victims. W końcu każdy, kto zna się na modzie jest teraz moro(wy).







 shirt: Mango, jeans: Levis, vintage bag, boots: Aldo

poniedziałek, 27 sierpnia 2012

my present simple life

Po przeczytaniu artykułu w Wysokich Obcasach i przejrzeniu kilku blogów minimalistów postanowiłam trochę oczyścić swoją "przestrzeń życiową", czyli miejsce, gdzie przebywam najczęściej. Zaczęłam od biurka, w kórym nagromadziło się sporo niepotrzebnych rzeczy. Wyrzuciłam stare zeszyty, niepotrzebne już notatki ze studiów, płyty CD z zapomnianą zawartością, zbierane latami pocztówki i stertę gazet, które odkładałam, 'bo może jeszcze wrócę do jakiegoś ciekawego artykułu'. Gazet już raczej nie kupuję, a te, które mam w domu pokrył kurz, bo jakoś jeszcze się nie złożyło, żebym miała ochotę na ich ponowne przeczytanie.

Gdy już uporałam się z biurkiem i większością półek, postanowiłam zrobić porządek z biżuterią, paskami i wszelkiego rodzaju dodatkami. Z biżuterią jest u mnie tak, że kupuję to, co wpadnie mi w oko, a później zapominam ją nosić. Po surowej eliminacji większość moich błyskotek trafiła w dobre ręce, a ja poczułam, że nie będą się więcej marnować. Do przejrzenia została mi jeszcze biblioteczka, ale z tym będę miała naprawdę duży problem, bo książki to akurat te rzeczy, do których jestem bardzo przywiązana.

Pozbycie się nadmiaru niepotrzebnych, zalegających w kącie rzeczy, może być naprawdę oczyszczające. I nie chodzi o to, żeby nagle wyrzucić większość przedmiotów, którymi się otaczamy i zostawić puste ściany i podłogi. Chodzi o to, żebyśmy nie potykali się o 'stertę gazet, do których jeszcze kiedyś wrócimy'. Już kiedyś pisałam, że we wszystkim, co robimy najważniejszy jest umiar.







jacket: peek & cloppenburg, blouse and bag: second hand, shorts: Gina Tricot, boots: no name

poniedziałek, 20 sierpnia 2012

spacer po Wrocławiu

Można spędzić pół życia w jednym miejscu, a ono nadal będzie nas zaskakiwać. Można też przebywać gdzieś przez godzinę i miejsce to nie będzie miało przed nami żadnych tajemnic. Po trzech latach nauki we Wrocławiu czuję, że dopiero zaczynam odkrywać to miasto. Mam już jednak swoje ulubione miejsca i wspomnienia z nimi związane. Dzisiaj chciałabym zabrać Was na mały spacer. Zobaczycie jak wygląda Wrocław w moich oczach.







Krasnoludki to naprawdę uroczy element Wrocławia. W swojej kolekcji mam już ponad 30 zdjęć tych stworzonek i za punkt honoru postawiłam sobie, że zrobię zdjęcia im wszystkim. Muszę Wam powiedzieć, że jest to dość ambitne zadanie, bo krasnali we Wrocławiu jest ponad 200.






 

Wrocławski Rynek bez tłumu turystów, czy to jest w ogóle możliwe? Powiem Wam, że tak, tylko trzeba wybrać w miarę wczesną porę w środku tygodnia, gdy pogoda nie zachęca do wyjścia z domu (powyższe zdjęcie było robione, gdy na dworze było naprawdę zimno).



W okolicach Rynku znajduje się wiele kameralnych i przyjemnych knajpek. Jako, że uwielbiam gorącą czekoladę jesienią i zimą często odwiedzam Chocoffee na rogu ulicy Więziennej i Igielnej (chociaż w Czekoladziarni na ulicy Włodkowica również podają przepyszną czekoladę).









 Do zobaczenia na kolejnym spacerze. Zapraszam ja i Krasnal Motocyklista.

środa, 15 sierpnia 2012

rozluźnij swój umysł

Ta sukienka jest moją osobistą modową porażką. I to wcale nie taką tanią. Gdy ją zamawiałam nie była jeszcze pożądana przez wszystkie fashion victims i byłam nią zachwycona. Pierwsze rozczarowanie nastąpiło po otwarciu paczki. Materiał tej sukienki jest tak cienki, iż cała drżę, gdy ją zakładam (a nuż porwie się w nieodpowiednim momencie i będę świeciła swoimi czterema literami w miejscu publicznym).

Sukienka sama w sobie jest ładna i rozumiem zachwyt dziewczyn, które oglądają ją na zdjęciach. Nie rozumiem za to tych, które ją kupiły (chociaż w większości przypadków zapewne dostały) i nadal im się podoba. Moim zdaniem sukienka ta nadaje się, co najwyżej na szmatę do podłogi, chociaż to zależy od tego, kto jakie podłogi posiada. Noszę ją jednak ku przestrodze. Dzięki niej skutecznie odechciało mi się zakupów w sklepach internetowych tego typu, a zanim zrobię zakupy w innych, zastanowię się dwa razy. Może nawet trzy.






my sister's glasses, vintage bag, dress: Romwe, heels: czasnabuty.pl

sobota, 11 sierpnia 2012

Stepping, I'm stomping

Zakupy w second handach są tak samo niebezpieczne jak zakupy w sieciówkach. Moim zdaniem uzależniają nawet bardziej, bo niskie ceny ubrań są przecież kuszące. Z tego powodu wpadłam w pułapkę kupowania w lumpeksach i przynosiłam do domu ubrania, które były ładne i tanie, ale nie do końca czułam się w nich dobrze. Ostatnio, gdy robiłam porządki w szafie, to właśnie ubrania z sh stanowiły największą część rzeczy, których się pozbyłam.

Moja natura szperacza (podobno u kobiet jest to uwarunkowane ewolucyjnie) nie pozwoli mi zaprzestać kupowania w lumpeksach, ale teraz podchodzę do tego z większym dystansem. Dzięki temu moja szafa nie zapełnia się ładnymi, ale zupełnie 'nie moimi' ubraniami. Ostra selekcja pomaga w wyszukiwaniu perełek, takich jak ten sweter.







jumper: second hand, thrifted bag, shorts: Mango, shoes: Aldo