środa, 25 kwietnia 2012

1,25 zł

Dzisiaj będzie trochę refleksji. Życiowo-modowych, żeby nie było. 

Przeglądając blogi szafiarskie nieraz natknęłam się na blogi dziewczynek 13-sto, 14-sto, 15-sto letnich. Niby nic w tym dziwnego, bo bloga może mieć każdy. Jednak zdziwiło mnie to, że część z nich jest ubrana niczym wystawowy manekin. Eleganckie ciuchy z Zary wydają się być śmieszne przy dziecięcej buzi, chociaż mocny makijaż sprawia, że wyglądają prawie na dorosłe. Na takie też się kreują. Torebka z Zary, podróbki litów JC, sukienka z H&M i koniecznie kubek z kawą na wynos. Do tego nagminne popełnianie błędów ortograficznych.

Nie potępiam, jestem tylko obserwatorem, ale to, co widzę napełnia mnie smutkiem. Chciałabym zrozumieć dlaczego tak się dzieje. Ja w wieku nastu lat wzdychałam do plakatów Jude'a Law (i wzdychać będę aż po kres moich dni), pisałam do niego listy miłosne, czytałam Harry'ego Potter'a i marzyłam o zostaniu sławną piosenkarką. Dzisiejsze nastolatki wiedzą co jest trendi, cool i na topie, chodzą na pokazy mody, wydają na kosmetyki więcej ode mnie i udają, że potrafią chodzić w 15-cm szpilkach.

Nie wiedzą za to, kto to jest Wisława Szymborska czy Ernest Hemingway. Nie wiedzą, kto napisał Pana Tadeusza. Nie potrafią wymienić pięciu współczesnych artystów i nigdy nie słyszeli Tzigane Ravela. I to powoduje, że załamuję ręce patrząc na naszą 'złotą młodzież'. Konsumpcyjny styl życia jest łatwiejszy i przyjemniejszy dla każdego.

Zastanawia mnie jeszcze jedna rzecz. Gdzie w tym wszystkim są rodzice? Czy ich autorytet przestał już zupełnie działać czy może dla świętego spokoju przestali się już starać? Brak zainteresowania próbują wynagrodzić kolejną torebką za 300 zł, kolejną parą nowych butów. Chyba obniżyły się nam standardy. 

Żeby załagodzić wydźwięk tekstu, czas na coś, co lubią wszyscy. Czas na ciuszki!









blouse: I found in the attic, bag: vintage, shorts: Gina Tricot (allegro), shoes: River Island

Tytuł notki nawiązuje do ceny szortów. Tak, tak, kupiłam je za 1,25 zł.

IMPRACTICAL DIARY FACEBOOK

środa, 18 kwietnia 2012

jeśli nienormalne trwa dostatecznie długo, staje się normalnym

Dzisiejszy świat jest tak urządzony, że bez znajomości nie da się niczego załatwić. Jako że nie posiadam jakichś specjalnych koneksji nigdy nie dostawałam ocen po znajomości, nigdy nie załatwiłam niczego bez odstania swojego w kolejce czy też nie byłam na stażu w firmie wujka tudzież taty chłopaka. I jeżeli zazwyczaj mi to nie przeszkadza, bo przynajmniej wiem ile jestem warta i wiem ile sama jestem w stanie zrobić, tak gdzieś  na dnie mojego serca  kryje się zadra po niesprawiedliwie przegranym konkursie. Będąc młodym i nieświadomym działania systemu dziewczęciem, wzięłam udział w konkursie fotograficznym, którego niestety nie wygrałam. Po ogłoszeniu wyników, dowiedziałam się z nieoficjalnego źródła, że konkursu nie wygrałam, ponieważ szanowne jury nie wierzyło, że zdjęcie tak naprawdę jest moje. Nie chcą jednak łamać mi serca, przyznali mi nagrodę pocieszenia. Konkurs oczywiście wygrał syn jednego z członków jury. Czwarty raz z rzędu.

Wydarzenie to odcisnęło swoje piętno na mej niewinnej psychice i od tamtej pory oburzam się wewnętrznie na każdy przejaw nepotyzmu i 'kolesiostwa'. Nie przeszkadza mi to jednak w korzystaniu z przywileju znania właścicielki pewnego lumpeksu i bezkarnym wybieraniu co lepszych perełek, takich jak niżej prezentowana tunika. Jest to moja prywatna zemsta za wszystkie dziewczynki, które nie mają wysoko postawionych tatusiów.






|dress: sh, necklace: allegro, boots: New Look, bag: vintage|


A dzisiaj będę jeszcze żebrać o polubienie mnie na Facebook'u. Pisanie do pustej ściany bywa przygnębiające.

wtorek, 10 kwietnia 2012

the cherry blossom

Białe koszule niezmiennie kojarzą mi się z apelami szkolnymi, komendami: "baczność, spocznij" (niczym w  wojsku) i ustawianiem się w szeregu pod względem wzrostu (cóż za wymyślna tortura). Nic dziwnego, że po takiej przeżytej traumie białe koszule nie były mile widziane w mojej szafie. Jednak ostatnio przestawia mi się cały system wartości i po przejrzeniu miliona stylizacji z białymi koszulami w roli głównej, jestem skłonna powiedzieć im: "tak". Kolejnym czynnikiem sprzyjającym temu, żeby do mojej szafy powróciła ta znienawidzona przeze mnie część garderoby, było znalezienie w lumpeksie tej pięknej koszuli. Co prawda, nie jest ona biała, ale kosztowała 2 zł i jestem w niej absolutnie zakochana.






shirt: sh, necklace, bag: vintage, jeans: Cubus, boots: Asos